Wakacje w pełni! Czas zatem, aby zaprezentować Czytelnikom „Aptekarza Polskiego” kolejny europejski ukryty skarb historii farmacji. Dzisiaj odnajdziemy go w jednym z francuskich muzeów: Musée Charles-Friry w Remiremont. Z pewnością wszyscy goście tego muzeum są zaskoczeni obecnością pięknej kolekcji naczyń aptecznych pośród zabytków XIX-wiecznej kultury mieszczańskiej. O ile jednak gośćmi tymi są Polacy, niespodzianka jest jeszcze większa… Dlaczego?
Nasze tytułowe „ukryte skarby” niejedno mogą mieć imię. Do tej pory odnajdywaliśmy je w muzeach farmacji i aptekach-muzeach, które na co dzień nie są dostępne dla zwiedzających. Jednak dzięki życzliwości organizatorów i opiekunów udało nam się zwiedzić Museumapotheek Oscar Van Schoor w Antwerpii, L’officine Lotar w Lille oraz Apothekenmuseum w Naumburgu. „Ukryte skarby historii farmacji” można również odnaleźć w muzeach, których drzwi są cały czas szeroko otwarte, jednak główny kierunek ich działalności z historią farmacji ma niewiele wspólnego…
W cieniu Wogezów
I taka właśnie niespodzianka czekała nas we francuskim Remiremont. To niewielkie, liczące sobie niecałe osiem tysięcy mieszkańców miasteczko położone jest w dawnym, historycznym regionie Lotaryngii. Charakteryzuje się wyjątkowym, niezapomnianym klimatem. Jest malowniczo zlokalizowane w kotlinie pośród szczytów Wogezów, w dolinie Mozeli. To jedna z najbardziej „europejskich” rzek, płynąca przez Francję, Luksemburg i Niemcy, napotykająca po drodze nie tylko znane i cenione winnice, ale także – miejscowość Schengen w której podpisany został traktat znoszący kontrole graniczne na terenie Unii Europejskiej.
Wróćmy jednak do Remiremont. Urokliwa starówka tego miasteczka koncentruje się wokół centralnego placu miasta – Place de Lattre Tassigny. Pastelowe fasady kamieniczek, tryskające fontanny z których słynie Remiremont i wszechobecne kwiatowe dekoracje przenoszą przybysza ze wschodu Europy hen, daleko na południe, a skojarzenia ze skąpanymi w słońcu brzegami Morza Śródziemnego są wręcz oczywiste.
Wydawać by się mogło, że tak niewielkie miasteczko oferuje ograniczoną liczbę atrakcji, a tymczasem wędrując po Remiremont napotykamy ich bardzo wiele, na tyle dużo, że szczycić nimi mogłoby się kilkusettysięczne, typowo turystyczne miasto! Możemy pospacerować eleganckim deptakiem rue Charles de Gaulle, wzdłuż którego ciągną się podcienia i gdzie znajdują się najbardziej eleganckie i wytworne sklepy. W Remiremont zwiedza się najczęściej słynne opactwo Abbaye de Remiremont, nieodłącznie związane z dziejami miasta, założone ponad… 1400 lat temu! Turyści wspinają się również na jedno z górujących nad miasteczkiem wzgórz, aby zwiedzić odrestaurowany Fort du Parmont – pamiątkę burzliwej historii miasta, „od zawsze” znajdującego się na trudnym, pełnym konfliktów i tragicznych wydarzeń pograniczu.
Muzea Remiremont
W Remiremont warto zatrzymać się na dłużej, by spokojnie obserwować życie lokalnej społeczności, poznać tutejsze obyczaje i zanurzyć się w klimacie typowego, francuskiego miasteczka. Warto napić się kawy przy Place de Lattre Tassigny i zakupić na śniadanie bagietkę. I oczywiście – obowiązkowo! – w Remiremont trzeba zwiedzić dwa wyjątkowe muzea: Musée Charles Friry oraz Musée Charles de Bruyères.
W nazwy muzeów tych wpisane są (z wdzięczną pamięcią!) imiona i nazwiska dwóch pasjonatów sztuki, którzy w Remiremont mieszkali i stworzyli niezwykle wartościowe kolekcje. Stanowią one obecnie piękne świadectwo pasji i poświęcenia, same zaś zbiory przeżyły swych twórców i służą obecnie wszystkim mieszkańcom i gościom Remiremont.
Charles de Bruyères (1821-1905), adwokat z Remiremont, zgromadził przebogatą i bardzo zróżnicowaną kolekcję dzieł sztuki, którą następnie zapisał swemu rodzinnemu miastu. Miejsce w którym zbiory są eksponowane (1 Rue Paul Doumer) nosi obecnie dumne i w pełni zasłużone miano Le Musée de Beaux-Arts de Remiremont. Mamy tutaj i obrazy i rzeźby, wspaniałe obiekty sztuki użytkowej i skarby ceramiki. Muzeum szczyci się płótnami holenderskimi z XVII wieku, włoskimi z końca XVII i początku XVIII wieku oraz francuskimi z wieku XIX. Są rysunki i grafiki (m.in. Albrechta Dürera!), jest ceramika z XVIII i XIX wieku oraz szkło w stylu Art nouveau.
Musée Charles Friry (12 Rue du Général Humbert, ilustracja 1) ma nieco inny charakter. Dzięki kilku dekadom wytrwałej kolekcjonerskiej pasji Charles Friry (1802-1881), prokurator królewski, a następnie prawnik w Remiremont, zebrał setki eksponatów związanych z historią miasta i regionu. Musée Charles Friry to przede wszystkim wspaniałe świadectwo pełnej przepychu, ale i taktownej elegancji kultury mieszczańskiej XIX wieku: niezliczone, bogato rzeźbione meble wypełniają umiejętnie zaaranżowane pomieszczenia. Przechodzimy i zachwycamy się biblioteką z szafą pełną wiekowych książek, sypialnią z komodami i łóżkami, gabinetem z sekretarzykiem, fotelami i krzesłami. Są też sale z kolekcjami dzieł sztuki, m.in. z rycinami Rembrandta, Callota i Goi oraz największym skarbem muzeum – obrazem Georgesa de La Tour „Le Vielleur à la sacoche” („Starzec z torbą”). W każdym z wymienionych pomieszczeń otaczają nas przedmioty z kości słoniowej i cyny, piękne przykłady ceramiki oraz zabytki sztuki sakralnej.

Ilustracja 1.
Zarówno Musée Charles Friry, jak i Musée Charles de Bruyères to muzea wyjątkowe. Już sam przegląd nazwisk twórców eksponowanych dzieł sztuki wskazuje dobitnie, że Remiremont wcale nie jest i nie było aż tak bardzo zagubione pośród gór i dolin Wogezów, jak mogłoby się początkowo wydawać!
Polski król-dobrodziej w Lotaryngii
O pokrewieństwach francuskiej i polskiej kultury napisano już bardzo dużo. Serdeczna przyjaźń łącząca nasze narody była i jest niezmienna, w szczęściu i nieszczęściu, w czasie wojny i pokoju, w czasach spokojnych i burzliwych. Staliśmy zawsze po tej samej stronie, nie dziwmy się więc, że Polacy wielokrotnie poszukiwali we Francji wsparcia i zawsze odnajdywali życzliwość, pomoc i gościnność. Tak jest również i obecnie, gdy obydwa kraje ściśle ze sobą współpracują, będąc częścią europejskiej wspólnoty, borykającej się ze wspólnymi problemami, dzielącej sukcesy i porażki…
Najlepszym dowodem polsko-francuskiej historii jest postać króla Stanisława Leszczyńskiego (1677-1766), którą doskonale pamiętamy z lekcji historii. W powszechnym, polskim mniemaniu, to wplątany w sieć intryg król-wygnaniec, niedoszły reformator Rzeczpospolitej, który – dzięki znakomitemu politycznemu wyczuciu i śmiałym poglądom – mógł odmienić losy Polski. Niestety, dla kraju tonącego w problemach wewnętrznych i otoczonego przez wrogo nastawionych sąsiadów nie było już ratunku. Przyszedł również czas, aby zapłacić za wielowiekowe błędy i krótkowzroczność, a „Głos wolny wolność ubezpieczający” podpisany przez króla Leszczyńskiego, był już tylko wołaniem na puszczy. Rzeczpospolita, tkwiąc w sieci międzynarodowych spisków i porachunków, pogrążała się w chaosie, a trwająca cały XVIII wiek agonia była już nie do odwrócenia…
Tymczasem w Lotaryngii, bo to właśnie księstwo, jako teść króla Francji Ludwika XV otrzymał we władanie „Stanislas Leczinski”, znalazł wdzięczny grunt dla swej niepospolitej inteligencji, postępowych poglądów, pasji organizatora i budowniczego. Również i tutaj musiał funkcjonować w bardzo trudnej sytuacji politycznej, w ścisłej zależności od Francji i swego zięcia. Pomimo początkowej rezerwy, czy wręcz – niechęci nowych poddanych, zapamiętany został jako mecenas sztuki i opiekun artystów, inicjator budowy pięknych, zachowanych po dziś dzień reprezentacyjnych budowli i ogrodów. Organizował niezliczone wydarzenia artystyczne, gromadzące ówczesną śmietankę towarzyską Francji i Europy. Na swój dwór zapraszał najwybitniejszych filozofów, artystów i naukowców, którzy mogli otwarcie głosić poglądy i bez ograniczeń rozwijać twórczość. Troszczył się o Lotaryngię i jej mieszkańców fundując szpitale, szkoły, przytułki, stypendia, stowarzyszenia… Miastu Nancy, gdzie koncentrowała się jego działalność, nadał całkowicie nowy wygląd, uznawany za jedno z najważniejszych założeń architektonicznych XVIII wieku. Doskonale planował, starał się przewidywać i kształtować mądre, odpowiedzialne i dostatnio żyjące społeczeństwo. W ciągu trzech dziesięcioleci swych rządów (1738-1766) zorganizował biura poradnictwa prawnego i gabinety lekarskie, założył dostępną dla wszystkich bibliotekę i fundacje wspierające ubogich w codziennym życiu. Pobudował nawet magazyny pełne zboża, na wypadek głodu…
Powszechnie szanowany przez poddanych, ceniony przez miejscową elitę i po dziś dzień chwalony przez historyków, doczekał się Stanisław Leszczyński przydomku króla-dobrodzieja, stojącego na straży zarówno sztuki i artystów, jak i najbiedniejszych warstw społeczeństwa. Dzięki wielkim wysiłkom finansowym, entuzjazmowi i głębokiemu zrozumieniu rzeczywistości potrafił – pomimo złożonej sytuacji politycznej – podtrzymać odrębność Lotaryngii, rozwijając jej kulturę i dobrobyt.
Wielu naszych historyków wyraża pogląd, że Leszczyński powinien był pozostać w Polsce i pracować dla dobra upadającej Rzeczpospolitej. Każdy jednak, kto zna francuską życzliwość dla Polaków i miał okazję z niej korzystać, mógłby powiedzieć coś zgoła innego – zapewne duża część tych pozytywnych uczuć wywodzi się właśnie z czasów, gdy „Stanislas Leczinski”, ostatni książę Lotaryngii, z niemałym trudem i podziwu godną wytrwałością budował dobre imię naszego kraju. Z owoców jego pracy korzystało w kolejnych wiekach wiele pokoleń polskich emigrantów, przygnanych na zachód Europy przez dziejowe burze. Podobnie jak jego córka Maria, królowa Francji, Leszczyński przekonał do siebie nowych poddanych, rozsławili imię Polski i pozostał w pamięci Francuzów po dziś dzień…
Une salle l’hôpital de Remiremont
Jeden ze śladów pracy króla Stanisława Leszczyńskiego możemy oglądać w Musée Charles Friry. Nie byłoby w tym oczywiście nic nadzwyczajnego, wszak Lotaryngia nadal jest pełna pamiątek po działalności króla-dobrodzieja. Dodajmy jednak od razu, że jest to ślad wyjątkowy, bo… aptekarski. Ślad, który z pewnością możemy również nazwać „ukrytym skarbem historii farmacji”!
Zapewne wszyscy zwiedzający Musée Charles Friry są zaskoczeni jedną z sal muzealnych na parterze budynku. Jest ona faktycznie nietypowa, bowiem zamiast kolejnych wnętrz mieszczańskich ukazują się przed nami… rzędy aptecznych naczyń! Doprawdy, nikt chyba nie spodziewa się zabytków historii farmacji w takim miejscu, pomiędzy obrazami dawnych mistrzów i zabytkowymi meblami. Ale przecież Remiremont miało od wieków swój szpital – L’hôpital-hospice Sainte-Béatrix i właśnie z tej placówki ochrony zdrowia zebrano tutaj eksponaty, nazywając salę w której właśnie jesteśmy Une salle l’hôpital de Remiremont (ilustracja 2-4). Naszym przewodnikiem jest dyrektor Muzeum – pan Aurélien Vacheret, któremu w miejscu tym pragniemy złożyć serdeczne podziękowania za życzliwe przyjęcie oraz wszystkie przekazane informacje dotyczące farmaceutycznych, „ukrytych skarbów” zgromadzonych w Musée Charles Friry!

Ilustracja 2.

Ilustracja 3.

Ilustracja 4.
L’hôpital-hospice Sainte-Béatrix
Stary szpital w Remiremont oddany został do użytku w roku 1724 w pobliżu lokalizacji jeszcze starszego i podupadającego już Hôpital Saint Laurent et Saint Barthélémy, który przez co najmniej… pół tysiąca lat był szpitalem, miejscem wytchnienia dla podróżnych, hospicjum i przytułkiem.
L’hôpital-hospice Sainte-Béatrix swą nazwę czerpie od imienia Béatrice-Hiéronyme de Lorraine (1662-1738), księżniczki ze słynnego rodu Gwizjuszów, a jednocześnie – opatki Abbaye de Remiremont i założycielki szpitala. Po dziś dzień spogląda ona dumnie z eksponowanego w Une salle l’hôpital de Remiremont portretu. Nie dziwmy się jednak, podobnie jak sędziwy poprzednik, także nowy szpital posiadał bardzo szerokie funkcje: był sierocińcem, szkołą, hospicjum… Ze szpitala tego pozostał jedynie ozdobny portal, zaś nieliczne ocalałe pamiątki zgromadzono w Musée Charles Friry.
Z pewnością największą uwagę gości Muzeum przykuwają dwa potężne XVIII-wieczne moździerze, umieszczone po dwóch stronach urokliwego kominka. Pierwszy, wykonany z brązu, datowany jest na rok 1753 i wykonany został w Metz, drugi zaś, marmurowy, pochodzi z wieku XVIII (ilustracja 5 i 6).

Ilustracja 5.

Ilustracja 6.
Najciekawsze są jednak przepiękne naczynia apteczne z XVIII i XIX wieku, szczelnie wypełniające dwa przeszklone regały. To imponująca kolekcja, na którą z zazdrością mogą spoglądać wszystkie europejskie muzea farmacji! Oglądamy ją dzięki staraniom i pracy pana dyrektora Vacheret, wszak to on właśnie, kilka lat temu, pozyskał eksponaty z sali konferencyjnej i z apteki Centre Hospitalier Beatrix de Lorraine i – jako depozyt – udostępnił szerokiej publiczności. Prosimy zatem, aby w imieniu wszystkich farmaceutów, przyjął podziękowania za uhonorowanie zabytków naszego zawodu pośród innych pięknych świadectw historii miasta!
Naczynia apteczne z Lunéville i Paryża
I rzeczywiście, każdy może teraz zapoznać się w Remiremont z prawdziwymi, farmaceutycznymi skarbami. Uwagę zwraca kolekcja naczyń fajansowych z manufaktury w Lunéville. Wykonane są one techniką faïence stannifère. Część datowana jest na drugą ćwierć wieku XVIII, część zaś na połowę XVIII wieku (ilustracje 7-13). Mamy również późniejsze już naczynia porcelanowe, wyprodukowane w paryskim zakładzie Blottière, datowane na rok 1835 (ilustracja 14).

Ilustracja 7.

Ilustracja 8.

Ilustracja 9.

Ilustracja 10.

Ilustracja 11.

Ilustracja 12.

Ilustracja 13.

Ilustracja 14.
Polski herb na francuskich naczyniach
Pośród naczyń z Lunéville odnajdujemy również największą niespodziankę, szczególnie cenną i wzruszającą gości z Polski. Otóż najpiękniejsze ze wszystkich naczyń typu faïence stannifère udekorowane są… herbem Wieniawa, którym pieczętował się Stanisław Leszczyński! Naczynia te, zachowane w doskonałym stanie, pochodzą z lat pięćdziesiątych lub sześćdziesiątych XVIII wieku. Jest ich w sumie dwadzieścia sześć, w tym dwadzieścia trzy duże i trzy małe (ilustracje 15-23).

Ilustracja 15.

Ilustracja 16.

Ilustracja 17.

Ilustracja 18.

Ilustracja 19.

Ilustracja 20.

Ilustracja 21.

Ilustracja 22.

Ilustracja 23.
Opisywane fajansowe naczynia są pięknym, a zarazem bardzo mało znanym świadectwem działalności króla Stanisława i z pewnością mogą uchodzić za symboliczne świadectwo wspólnej historii dwóch narodów. Polski herb na francuskich naczyniach mówi więcej, niż kilka podręczników do historii, prawda?
Całości aptekarskiej ekspozycji dopełniają zabytki z kolekcji, którą zgromadził Charles Friry (cenne hiszpańskie fajansowe naczynie apteczne z przełomu XVI i XVII wieku, (ilustracja 24), apteczne naczynia cynowe (ilustracja 25), cynowa miarka do syropów (ilustracja 26) i moździerz z L’hôpital-hospice Sainte-Béatrix (ilustracja 27).

Ilustracja 24.

Ilustracja 25.

Ilustracja 26.

Ilustracja 27.
Kolejne dary króla-dobrodzieja dla aptek Lotaryngii
Naczynia apteczne z herbem Wieniawa znajdują się również w Musée Lorrain w Nancy. To kolekcja ponad trzystu naczyń, które zakupione zostały do szpitala królewskiego – hôpital royal Saint-Stanislas, ufundowanego w Nancy oczywiście przez Stanisława Leszczyńskiego. Wykonane zostały one w La manufacture de Niderviller, a dwa spośród nich to prawdziwe arcydzieła, którymi Muzeum w Nancy chwali się, uznając za jedne z najważniejszych eksponatów w bardzo bogatej, słynnej na całą Francję kolekcji! Zachęcamy Czytelników do „kliknięcia” w podany powyżej link i przeglądnięcia kilku fotografii, bowiem na tych potężnych naczyniach (110 cm wysokości, 55 cm szerokości!) odnaleźć możemy oszałamiające wręcz bogactwo szczegółów i ornamentów. Zawarto tutaj również wiele odniesień do przeszłości króla-wygnańca: nad herbem Wieniawa umieszczono koronę królewską oraz dwa orły. Ponadto, w nawiązaniu do gustu Stanisława, oglądamy egzotyczne motywy roślinne i mityczne zwierzęta.
To właśnie te dwa naczynia doczekały się w opracowaniu zatytułowanym „La S.H.P. en Lorraine: 6-8 mai 1978” („Revue d’histoire de la pharmacie”, grudzień 1978) zasłużonego komplementu. Otóż autor reportażu (Louis Cotinat) określił je jako uvres remarquables de la céramique française, czyli wybitne dzieła francuskiej ceramiki. Ponadto w cytowanym artykule opisano kolejne naczynia z manufaktury Niderviller, ozdobione herbami polskiego króla i wspomniano również o dwóch moździerzach. Pierwszy, z brązu, ozdobiony jest herbem króla Polski oraz adnotacją: Hôpital royal St-Stanislas des religieux de la Charité fondé à Nancy par sa Majesté le roy de Pologne, duc de Lorraine et de Bar, fait à Nancy par lean Fs Despois en l’année 1750. Zwróćmy uwagę, że Leszczyński w pamiątkowej inskrypcji został określony nie tylko jako fundator szpitala Świętego Stanisława oraz książę Lotaryngii i Baru, ale także, pomimo abdykacji, król Polski. I faktycznie taki tytuł nadal mu przysługiwał. Na drugim moździerzu, marmurowym, również widnieje herb Wieniawa. Obydwa przedmioty Czytelnicy mogą oglądnąć odnajdując na poleconej już stronie internetowej link umieszczony pod słowami hôpital royal Saint-Stanislas i wyszukując stronę piątą otwartej „książeczki”.
Zakończenie
Opuszczając gościnne Remiremont zapraszamy Czytelników do lektury kolejnego artykułu z cyklu „Ukryte skarby historii farmacji”. Nadal pozostaniemy we Francji i ponownie odwiedzimy muzeum, którego główny profil działalności jest bardzo odległy od farmacji i aptekarstwa. Spotkamy się w bretońskim Vitré. Tutaj z kolei naczynia i utensylia apteczne będzie można oglądać w jednym z najpiękniejszych średniowiecznych zamków Francji – Château de Vitré. Zapraszamy do lektury!
Piśmiennictwo u autorów.








