Czy aby na pewno nasze problemy są największe? Czy faktycznie farmacja w trzeciej dekadzie XXI wieku przeżywa najpoważniejszy kryzys w swych dziejach? Czy sytuacja aptek i aptekarstwa jest rzeczywiście aż tak trudna? Wydawać by się mogło, że tak – wszak boli nas najbardziej, a jeszcze większe kłopoty są już tylko kwestią czasu… Lektura dawnych czasopism aptekarskich zdaje się jednak wskazywać, że dawniej było… jeszcze gorzej!
Wraz z niniejszym artykułem rozpoczynamy na łamach „Aptekarza Polskiego” podróże… w czasie! Dzięki wspaniale redagowanym czasopismom aptekarskim, okres dwudziestolecia międzywojennego został drobiazgowy wręcz udokumentowany i tydzień po tygodniu możemy śledzić wydarzenia dokładnie sprzed stu lat. Jaka była wówczas farmacja i jakim problemom musieli stawiać czoła aptekarze? Jaki był język, którym się wówczas posługiwano i jak wyrażono pozytywne i negatywne emocje? Co udało się załatwić i z czym nasi wielcy poprzednicy przegrali? Czy w słowach i wydarzeniach sprzed stu lat można próbować odnaleźć naszą farmaceutyczną i aptekarską tożsamość, szczególnie w czasach gdy mówimy o wyraźnym jej kryzysie? Niech opisywane w niniejszym cyklu wydarzenia staną się dla nas inspiracją, niech przyniosą otuchę i pocieszenie, niech przydadzą się w codziennej pracy, tak bardzo odmiennej, ale też i tak bardzo podobnej do tej sprzed dokładnie wieku.
Dzisiaj od naszych wielkich poprzedników nauczymy się nie tylko stanowczości, ale także wyjątkowej kultury, elegancji oraz wyczucia!
Właściciele i pracownicy aptek
Wielokrotnie już na łamach „Aptekarza Polskiego” wskazywaliśmy na zasadniczą różnicę pomiędzy obecną, a dawną strukturą organizacji aptekarskich. Otóż sto lat temu nie było samorządu aptekarskiego, choć cały czas równie usilnie co bezskutecznie o jego powstanie zabiegano. Wszyscy członkowie aptekarskiej społeczności śnili po nocach o izbach aptekarskich, marzyli ileż to codziennych problemów mogłyby rozwiązać i o ileż lżejsza byłaby aptekarska dola, gdyby na czele zawodu stała organizacja samorządowa… Przeszkodą w jej powstaniu był jednak bardzo głęboki konflikt, który boleśnie rozdarł zawód na dwa zwaśnione stronnictwa: właścicieli i pracowników aptek. Pierwszych reprezentowało Polskiego Powszechne Towarzystwo Farmaceutyczne, drugich zaś – Związek Zawodowy Farmaceutów Pracowników. I jedni i drudzy uważali swoje racje za najważniejsze i bezdyskusyjne, i jedni i drudzy twierdzili, że to oni właśnie rozwiązywać powinni najbardziej żywotne problemy zawodu i że to tylko ich organizacja może decydować o całokształcie aptekarskich spraw…
Właściciele i pracownicy aptek pozostawali w głębokim konflikcie, który przekładał się na niemożność utworzenia organizacji samorządowej, ale także na funkcjonowanie aptek, na codzienne konflikty, strajki i protesty, które niejednokrotnie przybierały poniżający przebieg. W „Jedności siła”! A tej właśnie jedności brakowało polskim farmaceutom sto lat temu.
„Wiadomości Farmaceutyczne” i „Kronika Farmaceutyczna”
Właściciele i pracownicy aptek mieli również inne czasopisma. Do pierwszych co tydzień trafiały „Wiadomości Farmaceutyczne”, drudzy zaś czytali „Kronikę Farmaceutyczną”, która ukazywała się jako miesięcznik, a następnie dwutygodnik. Obydwa czasopisma nie tylko rozpisywały się na temat codziennych problemów, relacjonując drobiazgowo wydarzenia z najodleglejszych zakątków II Rzeczpospolitej. Miały one także ambicje naukowe, a redakcje publikowały artykuły autorstwa zarówno farmaceutów-naukowców, jak i aptekarzy, którzy badania laboratoryjne prowadzili w swoich aptekach, co nie należało do rzadkości.
„Tygodnik poświęcony wszystkim gałęziom farmacji stosowanej”
Zaglądnijmy zatem do „Wiadomości Farmaceutycznych” sprzed dokładnie wieku. Oto numer datowany na 7 marca 1926, któremu towarzyszył zacytowany powyżej podtytuł. Witał czytelników artykuł „Pharmacopea Svecica Ed. X”, omawiający szczegółowo najnowszą farmakopeą szwedzką. Po wojnie światowej liczne państwa postanowiły poddać gruntownej przeróbce swe lekospisy i wypuścić nowe wydania. Niestety w grupie tej nie było Rzeczpospolitej, a polscy aptekarze korzystali nadal z przestarzałych farmakopei państw zaborczych. W kolejnym obszernym artykule informowano również o „Nowym lekospisie amerykańskim”. Opublikowano także artykuł zatytułowany „Nieco ze statystyki aptek w dawnej Polsce”, wszak farmaceuci nie od dziś miłują dzieje swego zawodu i tematyka historyczna była nieodłącznym elementem niemal każdego kolejnego numeru ich dawnych czasopism. Były oczywiście stałe rubryki: „Rozporządzenia i okólnik władz”, „Sprawy zawodowe” i wreszcie ulubiona przez czytelników „Kronika” w której nie tylko można było przeczytać o aktualnych uroczystościach, wystawach, zjazdach i spotkaniach, nie tylko o zmianie własności i otwarciu nowych aptek, nie tylko wreszcie o przyznanych odznaczeniach, ale także… o pożarach, kradzieżach, napadach rabunkowych, chorobach i innych, tym podobnych nieszczęściach, które nawiedzały dawnych aptekarzy!
„W sprawie nielegalnego wydawania środków leczniczych w ambulatorjach kolejowych”
Ale to właśnie powyższy tytuł był tym, który zapewne wzbudził największe zainteresowanie czytelników! Cała sprawa ciągnęła się już od kilku miesięcy. Otóż w numerze z 17 stycznia 1926 „Wiadomości…” cytowały treść memoriału wystosowanego przez właścicieli aptek w Piotrkowie do Dyrekcji Kolei Państwowych (Wydział Lekarski) w Warszawie. Cóż takiego się stało? Otóż ambulatorjum kolejowe 6-go Oddziału w Piotrkowie nie dość, że wydawało leki, to jeszcze do tego… prowadziło nielegalną „aptekę”!
Piotrkowscy aptekarze ujawnili wszystkie szczegóły tego procederu: początkowo wydawane były z ambulatorjum leki gotowe jak: żelazo-pepton, piperazina, creosotal, guajacol carbonic, etc., a następnie waży się w ambulatorjum i wydaje funkcjonarjuszom: tran, sirolinę, urotropine w proszkach, salol, a nawet wydaje się na wagę Tinct. opii simpl. i wiele innych środków, na które, na żądanie możemy przedstawić rzeczowe dowody. Jakby tego wszystkiego było mało, „apteka” urządzona była w sposób urągający powszechnie przyjętym zasadom, a pracownikami jej były osoby niezwiązane z farmacją: zważywszy, że przyrządzaniem i wydawaniem lekarstw w ambulatorjum piotrkowskiem zajmują się ludzie niefachowi, że miejsce nieprzystosowane do przyrządzenia lekarstw, w danym wypadku ambulatorjum kolejowe, pełni rolę tajnej apteki – my niżej podpisani aptekarze piotrkowscy – zmuszeni jesteśmy prosić uprzejmie Wydział Lekarski o natychmiastowe zabronienie ambulatorjum kolejowemu praktyki aptecznej.
Na poparcie swych słusznych żądań aptekarze mieli znakomity argument, wszak na co dzień wydawali kolejarzom leki „ze zniżką”: zmuszeni jesteśmy prosić Uprzejmie Wydział Lekarski o natychmiastowe zabronienie ambuiatorjum kolejowemu praktyki aptecznej, w przeciwnym bowiem razie (…) zmuszeni będziemy cofnąć ustępstwa od lekarstw, ewentualnie odmówić wydawania lekarstw na rachunek Kolei Państwowych.
Mamy zaszczyt zakomunikować
I jaka była odpowiedź? W czasie jej lektury z pewnością wszystkim sygnatariuszom memoriału zadrżała ręka, a większość musiała sięgnąć po nalewkę walerianową, wszak nie bez powodu mawia się, że w żyłach prawdziwego aptekarza płynie zamiast krwi –Tinctura Valerianae. Powodów – jak wiemy – jest niemało, a jak dzisiaj dowiadujemy się, niegdyś było ich jeszcze więcej…
Zacytujmy zatem odpowiedź kierownika Wydziału Sanitarnego (podpis nieczytelny) w której tupet mieszał się z wyjątkową umiejętnością odparowywania słusznego, oczywistego wręcz zarzutu: na zasadzie rozesłanych okólników do pp. lekarzy rejonowych, przychodnie rejonowe nie mogą przygotowywać u siebie lekarstw złożonych, wobec czego Wydział Sanitarny prosi pp. aptekarzy i nadal ustępować od lekarstw przepisanych w formie recept 20%%, a od artykułów odręcznej sprzedaży 5%.
A zatem? Problemu nie ma, ponieważ w ambulatorium nikt leków przecież nie robi! Problem widzą wyłącznie aptekarze, a przecież ich najważniejszym obowiązkiem jest dawać dalsze „upusty”… Czy aby tego tonu i tej logiki skądś nie znamy?
Omawiając powyższą odpowiedź „Wiadomości Farmaceutyczne” z przymrużeniem oka zakomunikowały, żenie mogła zadowolić właścicieli apteki w Piotrkowie, nie dziwmy się zatem, żeponownie odnieśli się do Wydziału Sanitarnego Dyrekcji Kolei Państwowych w Warszawie. Tym razem jednak uderzono znacznie mocniej, choć cały czas – na co zwracamy szczególną uwagę Czytelników! – z najwyższą kulturą, właściwą tamtym czasom: potwierdzając odbiór pisma Wydziału Sanitarnego z d. 22 stycznia b. r. w odpowiedzi na nasz memorjał z d. 6 stycznia b. r., mamy zaszczyt zakomunikować, że pismo to nie może nas zadowolnić, gdyż nie jest bezpośrednią odpowiedzią na zarzut bezkrytycznego wydawania środków leczniczych dla funkcjonarjuszów kolejowych przez przychodnię w Piotrkowie.
Posługacz-analfabeta…
Dalej aptekarze postanowili wprost powiedzieć, co się dzieje w kolejowym ambulatorium: mamy jednak bardzo liczne dowody z ubiegłych miesięcy i bieżącego m., a nawet już po otrzymaniu zapewnienia ze strony Wydziału Sanitarnego o niemożności piotrkowskiej przychodni przygotowania lekarstw złożonych, że właśnie w tej przychodni posługacz-analfabeta, na specjalnie do tego sprowadzonej wadze, rozważa i wydaje tran, sirolinę, jod-vasogen, a nawet nalewkę opjumową i wiele innych artykułów, nie przyrządzanych bezwzględnie w przychodni piotrkowskiej, lecz sprowadzonych ze Składnicy Sanitarnej, jednak nie w gotowej i dozowanej formie, a w większych ilościach w celu niedozwolonego rozważania i rozlewania ich w przychodni piotrkowskiej.
Apteki (…) spełniają swój ciężki obowiązek…
W dalszej części oficjalnego pisma trafnie powołano się na oficjalne akty prawne: jest to wypadek, obrażający nietylko ustawą apteczną o prawidłowem funkcjonowaniu aptek w Rzeczypospolitej Polskiej, ale i w stosunku dostaw aptecznych dla instytucyj państwowych obrażający rozporządzenie Ministra Spraw wewnętrznych z d. 24 marca 1925 r., w myśl którego apteki piotrkowskie spełniają swój ciężki obowiązek ustępowania przepisanego procentu bez gwarancji, że instytucje państwowe dopełnią warunku otrzymywania tego ustępstwa, omówionego w § 29 ustępu B tegoż obowiązującego dla stron obu rozporządzenia.
To jednak dopiero ostatni akapit pisma może być – po dziś dzień! – wzorem aptekarskiej dyplomacji i wyjątkowo eleganckiego, choć nadal stanowczego, sposobu wyrażania stanowiska naszej grupy zawodowej: chcąc jednak raz jeszcze dać wyraz naszej dobrej woli i składając to na karb nieporozumienia, jakie zaszło między naszym memorjałem z d. 6 stycznia b. r. a odpowiedzią Wydziału Sanitarnego z d. 22 stycznia tegoż roku, bieżące rachunki za m-c styczeń podajemy z przepisanym ustępstwem. I wreszcie posunięto się do ostatecznego argumentu, grożąc, że jeżeli przychodnia rejonowa w Piotrkowie nie zaniecha tym razem w najbliższym czasie nielegalnej praktyki aptecznej, to w myśl § 29 wyżej omówionego rozporządzenia zmuszeni będziemy bezwarunkowo cofnąć ustępstwa od lekarstw, wydanych w m-cu lutym r. b. na rachunek Dyrekcji Kolei Państwowych. Jednocześnie prosimy Wydział Sanitarny o zawiadomienie nas o faktycznej zmianie tej anomalji.
Zakończenie
Czytelnicy niniejszego artykułu z pewnością w czasie lektury zadali sobie pytanie: czy piotrkowscy aptekarze nie ryzykowali zbyt dużo grożąc wstrzymaniem udzielania ustępstw od lekarstw? Kwoty uzyskiwane dzięki współpracy z kolejarzami musiały przecież być niemałe… Owszem, jak jednak widzimy dbałość o zawodowy honor i zarazem zdrowie i bezpieczeństwo społeczeństwa okazały się ważniejsze, aniżeli partykularne interesy. A prosimy uwierzyć – dawnym aptekarzom wcale nie było w życiu tak łatwo. Owszem, wielokrotnie już na łamach „Aptekarza Polskiego” reprodukowaliśmy fotografie naszych wielkich poprzedników w luksusowych automobilach, na egzotycznych wycieczkach lub przed wystawnymi willami… Tak, byli i tacy, u większości jednak, pomimo dumnego miana „pana aptekarza”, czyli właściciela apteki, piszczała okrutna bieda, a potomków nigdy nie widywano razem, dzielili bowiem wspólną… koszulę. Również i o tych problemach bardzo skrupulatnie informowała redakcja „Wiadomości Farmaceutycznych”. Przekażemy te głosy już w przyszłym tygodniu na łamach „Aptekarza Polskiego”!
Dr hab. Maciej Bilek, prof. UR







![Europa stawia na farmaceutów. Polak na czele PGEU [WYWIAD]](https://www.aptekarzpolski.pl/wp-content/uploads/2026/04/Europa-stawia-na-farmaceutow-120x86.png)
