28.07.2014.
Aptekarz Polski
Start.
Aktualności
Opieka farmaceutyczna
Wszechnica
Manuał aptekarski
W aptece
Lex Apothecariorum
Edukacja
Farmacja na świecie
Rynek leków
Panorama samorządu
Biblioteka
Historia farmacji
Muzealny kalejdoskop
PharmaExpert
Nowe rejestracje
Świat w pigułce
Chwila oddechu
Sport to zdrowie
Galeria
Przegląd prasy
Warto wiedzieć
Rozmowy Redakcji
Listy do Redakcji
Forum wydarzeń
Z uniwersytetu
Numer 94/72 online
Menu witryny
Wydawnictwo NIA
Zamów Aptekarza






mapa strony: Start.


 


01.2013 - "O recepturze aptecznej słów kilka." Drukuj Email
styczeń 2013, nr 77/55 online
 

   Leki recepturowe znane nam wszystkim, to dla mnie najbardziej farmaceutyczna rzecz związana z działalnością apteki i aptekarza, która stanowi w pewnym sensie taką wisienkę na aptecznym torcie. Choć oczywiście zdaję sobie sprawę, że wielu kolegów farmaceutów i farmaceutów-aptekarzy nie zgodzi się ze mną twierdząc, że receptura apteczna to przysłowiowa kula u nogi, bo wymaga drogiego sprzętu (wagi, loże laminarne, mieszalniki recepturowe, autoklawy sterylizatory etc.), zastosowania różnych procedur w zakresie przygotowania pomieszczeń do pracy aparatury i personelu, no i oczywiście umiejętności technologicznych, aby umieć sporządzić określoną postać leku recepturowego, wykryć niezgodność itp. A przecież współcześnie liczy się li tylko rachunek ekonomiczny, on jest wykładnią wszystkiego. Liczy się obrót, koszt i przede wszystkim zysk. Nawet ostatnio oficjalnie Rektor Uniwersytetu Medycznego w Łodzi stwierdził, że Uczelnia ma funkcjonować jak przedsiębiorstwo i ma przynosić zysk. A pracownicy dydaktyczni i naukowi mają być menadżerami przynoszącymi pieniądz do wspólnego budżetu Uczelni. Na pytanie, gdzie jest w tym wszystkim student okazało się, że student to wyrób/produkt tego przedsiębiorstwa. Jeżeli wszędzie jest ekonomia, to pytam gdzie jest etyka, moralność, misja i etos zawodu farmaceuty, a szczególnie farmaceuty wykonującego misję zawodu aptekarza. Być może tej misji nie ma, jeżeli zdarzają się sytuacje, jak opisana poniżej.

   Przychodzi do apteki pacjent (nie klient, bo klient jest w sklepie, a dla mnie apteka nigdy nie będzie sklepem, choć są instytucje, tudzież pacjenci, lekarze, a niejednokrotnie i sami aptekarze, uważający aptekę za sklep) wyciąga receptę na – używając żargonu - lek tzw. robiony i od razu zaniepokojony zapytuje: „Panie magistrze, czy w ogóle możliwa jest taka recepta do zrealizowania, bo jestem chyba już w piątej aptece mającej recepturę i nigdzie nie mają składnika.” Otóż, jakie było zdziwienie onego aptekarza, kiedy ujrzał prawidłowo wystawioną receptę na:
 
Rp.
Acidi borici 1,0
Aquae purificatae ad 100,0
M.f. sol.

D.S. Do okładów, 2 x dziennie
 
   Aptekarz musiał chyba przybrać jakiś nieziemski wyraz twarzy, ponieważ pacjent z nutą lęku w głosie zapytał: „Hmmm… to u Pana też nie zrealizuję tej recepty”. Po krótkiej chwili pan magister zza okularów odparł: „Ależ nie, jak najbardziej zrealizuje Pan tę receptę”. I po dokonaniu niezbędnych czynności administracyjnych, wydał numerek i paragon. Pacjent odszedł od okienka szczęśliwy, aptekarz zaś pozostał mocno zdumiony. Choć właściwie był nie tyle zdumiony, co popadł w zadumę nad kierunkiem, w którym zmierza receptura apteczna oraz etyka aptekarska.

   Przecież, jeżeli „nie chciało się” zrobić takiej recepty (wydaje się, że tylko ze względów ekonomicznych, bo chyba nie z merytorycznych), to można polecić produkt leczniczy przemysłowy - gotowy roztwór 3% i poinstruować pacjenta o sposobie wykonania rozcieńczenia. Ale zostawić pacjenta z niczym to bardzo przykra dla niego sprawa. Mam nadzieję, że opisany przypadek zasłyszany od kolegi aptekarza jest incydentalny.

   Problem leku recepturowego jest bardziej złożony niż nam się wydaje, dotyka on nie tylko środowiska aptekarskiego, ale dotyczy również środowiska lekarskiego i środowiska farmaceutów akademickich w postaci kształcenia przed i podyplomowego.

   Musimy znać odpowiedź na pytanie, czym tak naprawdę jest lek recepturowy, czy lekiem recepturowym można efektywnie leczyć, czy lek recepturowy może być alternatywą dla leku przemysłowego, czy lekarze potrafią adekwatnie do potrzeb farmakoterapeutycznych komponować lek recepturowy, czy w konsekwencji potrafią zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa prawidłowo wypisać receptę i dalej, czy farmaceuta-aptekarz potrafi receptę wykonać, rozpoznać niezgodności, poprawić je. Oczywiście do tego dochodzi jeszcze bardzo ważny drobiazg w postaci zaopatrzenia w surowce i materiały o odpowiedniej jakości i w ilościach zapewniających ich względnie szybki obrót i zabezpieczenie poprzez niskie jednostkowo gramatury przed szybkim przeterminowaniem.
 
   Lek recepturowy w przeciwieństwie do leku przemysłowego jest lekiem, który może być z powodzeniem stosowany w terapii indywidualnej. To właśnie receptura apteczna daje lekarzowi narzędzie do wyjścia poza lek przemysłowy, który jest lekiem populacyjnym, nie uwzględniającym wielu osobniczych cech pacjenta, którymi różni się on od innych.
 
   Poprzez indywidualną kompozycję składników lekarz może stworzyć unikalny skład, o jednocześnie optymalnym zastosowaniu w danym schorzeniu. Należy zwrócić także uwagę na fakt, iż w leku przemysłowym znajduje się więcej substancji pomocniczych o różnym charakterze chemicznym i właściwościach fizycznych w porównaniu do leku recepturowego. Dla przykładu w pojedynczej tabletce jednego z popularnych leków przeciwbólowych znajduje się aż 16 różnych substancji pomocniczych. W lekach recepturowych ze względu na przygotowanie „ex tempore” oraz zużycie przez pacjenta w krótkim czasie, z wielu substancji dodatkowych można zrezygnować, zwalniając niejako substancję biologicznie czynną ze zbędnego balastu.
 
   Kolejnym tematem wartym dyskusji jest sposób nauczania receptury na kierunkach lekarskim i farmaceutycznym. Student wydziału lekarskiego w trakcie kursu receptury, zapytany właśnie o lek recepturowy stwierdził: „uczymy się na pamięć, jak pisać jakieś składy, ale nie bardzo wiadomo, o co chodzi, i czy to jest w ogóle komuś potrzebne wobec ogromnej ilości leków gotowych”.
 
   Podobnie na wydziałach farmaceutycznych, zajęcia trwają około 70 godzin z receptury na poziomie 2-3 tygodni + 15 godzin (2 dni) interakcje farmaceutyczne, kilkanaście recept do realizacji na jednego studenta, dodatkowo kilka w formie pokazu.
 
   Kształcenie podyplomowe próbuje zagadnienia recepturowe rozszerzać na poziomie szkoleń praktycznych, ale to nie wyczerpuje tematu, co uwidacznia się podczas egzaminów specjalizacyjnych. Należy zwrócić uwagę na pewien paradoks. Mianowicie z jednej strony mówi się o aspekcie przechodzenia receptury aptecznej do historii, zmniejsza się fundusze na dydaktykę, ogranicza zakupy surowców i materiałów potrzebnych do szkoleń, z drugiej receptura apteczna staje się najważniejszym egzaminem praktycznym w obszarze kształcenia specjalizacyjnego, sprawiającym zdającym wiele problemów i wywołującym dyskusje, czy w takiej formie jest potrzebna.
 
   Kolejnym problemem stawiającym lek recepturowy na bocznym torze technologii farmaceutycznej jest nikłe zainteresowanie ze strony naukowych środowisk akademickich pod kątem rozwojowych badań jakościowych i ilościowych oraz poznawczych potwierdzających skuteczność tego typu preparatów. Zetknąłem się kiedyś w jednym z poczytnych wydawnictw dla aptekarzy praktyków z wywiadem przeprowadzonym z rektorem jednej z polskich wyższych uczelni medycznych – notabene lekarzem medycyny, który całkowicie zanegował potrzebę istnienia receptury aptecznej i leku recepturowego. Jako czegoś, co jest nieprzebadane, nieznane do końca i niedziałające, mające charakter placebo. Lektura artykułu bardzo podgrzała emocje wśród aptekarzy, nawet tych nastawionych sceptycznie do receptury aptecznej.
 
   Niestety w czasach, kiedy zarówno lekarzy jak i farmaceutów najbardziej pochłania biurokracja generowana przez piony decyzyjne, czego szeroko chyba nie muszę opisywać, problem komponowania leku recepturowego przez lekarza jest praktycznie pomijany. Nawet jeśli recepta jest już wypisana ze składem leku recepturowego, to zazwyczaj jest z punktu widzenia formalno-prawnego wypisana źle, z błędami o różnym charakterze. Teraz najważniejszy jest: regon, pesel, numer recepty, numer prawa wykonywania zawodu, najprzeróżniejsze kody kreskowe, poświadczenie ubezpieczenia, systemy elektroniczne czy chyba „najważniejsze” wymiary recepty itp. itd. Odnosi się wrażenie, że lek jest takim mało znaczącym dodatkiem do recepty.
 
   Zapędzeni farmaceuci-aptekarze codziennie „młócą” setki numerków drżąc przed kontrolerami, nie mając często czasu na kwintesencję farmacji, czyli zajęcie się lekiem i pacjentem w szeroko rozumianej współpracy z lekarzem. I tu znowu kolejny paradoks, bo z jednej strony mamy szeroko promować opiekę farmaceutyczną w różnej postaci (również wiodący składnik praktycznego egzaminu specjalizacyjnego), co jest chwalebne, z drugiej jesteśmy urzędnikami pilnującymi numerków i kodów.
 
   W takiej sytuacji nie ma miejsca na dyskusję nad lekiem recepturowym i jego formulacją. Zresztą podobnie jest z lekiem przemysłowym, ale to materiał na odrębny artykuł. Do tego dochodzą względy ekonomiczne i trudności w dostępie do odpowiednich, rentownych z punktu widzenia realizacji leku recepturowego surowców farmaceutycznych.
 
   Na tle przedstawionych niestety smutnych dywagacji na temat współczesnego stanu leku recepturowego w ujęciu wielokierunkowym, chciałem zapalić szczególnie dla sceptyków przysłowiowe światło w tunelu i przedstawić jak może układać się współpraca pomiędzy lekarzem i farmaceutą dla dobra pacjenta na niwie leku recepturowego. Przedstawione poniżej zdarzenia działy się naprawdę, a dla anonimowości postaci i miejsca zdarzeń, pewne fakty zostały zmienione.
 
   Otóż działo się to w niewielkiej miejscowości, gdzieś na północy Polski, gdzie równocześnie otworzyła się apteka i powstał niepubliczny ZOZ. Ponieważ miejscowość mała, więc trudno mówić o anonimowości rozpoczynających na jej terenie pracę aptekarzy i lekarzy, którzy nawiązali ze sobą zdrowe, zawodowe kontakty z myślą o pacjencie. I nikt nie próbował jak to często bywa, dokonywać porównań, kto jest ważniejszy lekarz czy aptekarz. Lekarz stawiał diagnozę, wystawiał receptę, aptekarz receptę realizował, pacjent był zadowolony, co najważniejsze leczony i niejednokrotnie wyleczony z różnych przypadłości.
 
   Apteka posiadała recepturę, ale wykorzystywała ją sporadycznie, realizując recepty lekarzy spoza rodzimego ośrodka zdrowia. Wkrótce nadarzyła się okazja, aby zapytać dlaczego. Okazało się, że lekarz z ośrodka zdrowia przyznał się, że po prostu nie umie receptury, była dawno, do tego nie wierzy, że leki recepturowe działają. Ponieważ aptekarze mieli inne zdanie w temacie leku recepturowego postanowili nauczyć lekarza z NZOZ-u receptury. Zaczęło się od przypomnienia podstaw, poprzez cierpliwe poprawianie, doradzanie, i w końcu wykonywanie różnie skomponowanych składów leków recepturowych. Początki były trudne, np.
 
Rp.
Ureae
Natrii chloridi
Eucerini
Vaselini albi
Aquae aa ad 100,0
 
   Lekarz był zdziwiony, że smarując taką maść pacjent będzie wyczuwać irytujące grudki nierozpuszczonego chlorku sodu i mocznika na skórze, bynajmniej nie oto mu chodziło, ale po niewielkiej korekcie:
 
Rp.
Ureae 10,0
Natrii chloridi 5,0
Lanolini
Vaselini albi
Aquae aa ad 100,0

 
okazało się, że można wykonać idealnie homogenną maść, dającą satysfakcję w stosowaniu i efektywność w leczeniu.

   Często pojawiała się u obu stron niechęć, ale w myśl przysłowia, że „kropla dąży skałę” po pewnym czasie lekarz się usamodzielnił i przepisywane przez niego recepty były poprawne, a niejednokrotnie po wspólnych z aptekarzem konsultacjach powstawały dosyć ciekawe formulacje. Co najważniejsze pacjenci otrzymywali skuteczne leki na swoje schorzenia. Czasami dochodziło do zabawnych sytuacji, np. kiedyś aptekarz dostał receptę, która zawierała oprócz kilku czytelnych składników niezbędnych do wykonania zawiesiny do użytku zewnętrznego - pudru płynnego, jeden składnik w postaci nieczytelnego nazwijmy to „wężyka”. Jakież było zdziwienie aptekarza, który dzwoniąc do lekarza usłyszał, że ten też nie wie, co napisał, ponieważ skład recepty spisywał z innej starej recepty i tam też był wężyk, po chwili dodał jednak, że był przekonany, iż aptekarz odczyta i domyśli się, co ten „wężyk” oznacza. Po krótkiej dyskusji ustalono, że wężykiem jest w stu procentach siarka strącona. Lekarz receptę poprawił, aptekarz wykonał, pacjent użył i trądzik zniknął. Na porządku dziennym są telefony od lekarza z ośrodka o podanie składu tej dobrej maści na odciski, suspensji na pleśniawki itp.

   Inny  przykład - młody chłopak cierpiał na uciążliwą łuszczycę skóry głowy, z reguły dermatolog przepisywał w dużych ilościach maści sterydowe, czasami przeciwgrzybicze i tak w kółko, a schorzenie miało się dobrze i ani myślało ustąpić. Lekarz z aptekarzem postanowili zjednoczyć wysiłki i opracować coś innego, szczególnego. Przewertowano stare receptariusze i opracowano emulsję leczniczą o fizykochemicznym charakterze zbliżonym postacią do szamponu do włosów. Skład był mniej więcej taki:
  
Rp.
Hydrocortisoni 2,0
Vit A liquidi 5,0
Lini Olei
Sapo Kalini
Aquae aa ad. 100,0
 
   Rozpoczęła się terapia, trwała kilka miesięcy, w międzyczasie dodawano inne składniki, zmieniano stężenia itp., ale najważniejszym było, że choroba ustąpiła i całe terapeutyczne przedsięwzięcie zakończyło się sukcesem.

   Podsumowując, należy powiedzieć, że lek recepturowy dobrze opracowany i wykonany zgodnie z zasadami sztuki jest w pełni potrzebnym i skutecznym narzędziem w walce z chorobą. Wbrew sceptykom, może leku recepturowego nie należy krytykować jako czegoś bezużytecznego, tylko poświęcić mu więcej uwagi zarówno na etapie szkolenia farmaceutów i lekarzy, na etapie naukowych prac badawczych w jednostkach naukowych i na etapie codziennej pracy z pacjentem przy pierwszym stole i loży recepturowej.

dr n. farm. Michał Krzysztof Kołodziejczyk
Specjalista Farmacji Aptecznej
Starszy Wykładowca
Zakład Technologii Postaci Leku
Katedra Farmacji Stosowanej
Uniwersytet Medyczny w Łodzi
 
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
cookies.jpg
DOKUMENTY
strategia.jpg