21.04.2014.
Aptekarz Polski
Start.
Aktualności
Opieka farmaceutyczna
Wszechnica
Manuał aptekarski
W aptece
Lex Apothecariorum
Edukacja
Farmacja na świecie
Rynek leków
Panorama samorządu
Biblioteka
Historia farmacji
Muzealny kalejdoskop
PharmaExpert
Nowe rejestracje
Świat w pigułce
Chwila oddechu
Sport to zdrowie
Galeria
Przegląd prasy
Warto wiedzieć
Rozmowy Redakcji
Listy do Redakcji
Forum wydarzeń
Z uniwersytetu
Numer 91/69 online
Menu witryny
Wydawnictwo NIA
Zamów Aptekarza






mapa strony: Start.


 


W aptece.
 

(Ewa Sitko) Pani Magdo, w ostatnim czasie otaczająca mnie codzienność i obserwacja relacji międzyludzkich osadzonych w stałych wzorcach reagowania i utrwalonych modelach myślowych powiodły moją myśl w kierunku pewnego pytania. Pytania o pożyteczność naszych rozważań na temat stereotypów i mechanizmów, które nimi rządzą. Rozmawiamy przecież w celu budzenia świadomości i dążenia do zmiany na drodze lepszego samozrozumienia. [2] A rzeczywistość daje się adekwatnej opisać słowami Wisławy Szymborskiej „Zmieniać się, żeby tylko nic się nie zmieniło” [1]. Siła hamowania na drodze zmiany jest często ogromna. W słowach wypowiadanych zarówno w trakcie publicznych debat, jak i w czasie prywatnych rozmów wybrzmiewa pragnienie, aby było lepiej, piękniej, aby w oczach innych rysował się nasz czysty, nieposzlakowany obraz, ale sami często nie chcemy, czy może nie możemy, wprowadzić zmiany. Co nas wstrzymuje? Zastanawiam się, jak powinno być sformułowane pytanie: Co możesz w sobie zmienić? Czy też trafniejsze będzie: Czy możesz coś w sobie zmienić? Jednym słowem - zapraszam Panią do rozważań na temat szans na dobrą zmianę.

(Magdalena Bucior) Słowo „zmiana” niesie ze sobą wiele znaczeń. Istnieją zmiany, które dokonują się całkowicie bez naszego udziału. Wraz z wiekiem dojrzewamy, zmieniamy się mentalnie, emocjonalnie, zmieniają się nasze motywacje. Większa dojrzałość nie oznacza jednak większej podatności na zmianę - tę rozumianą jako świadome, odmienne od utrwalonego zachowanie. Wręcz przeciwnie - coraz trudniej reagować nam w odmienny sposób i coraz trudniej odnaleźć się w nowych sytuacjach. Zmiany budzą w nas lęk i opór. I choć niektórych z nich wręcz wyczekujemy, mamy nadzieję, że zaistnieją dla naszego dobra, ale bez naszego zaangażowania.

(E) Właśnie, bez zaangażowania. Co nas powstrzymuje przed uruchomieniem zmiany?

(M) W procesie zmiany najbardziej ograniczający jest brak nowego doświadczenia, doświadczenia siebie w nowej sytuacji, ale nowej w znaczeniu pierwszy raz przez nas wykreowanej. „Nie mogę mieć chwili czasu dla siebie”. A może „Nie chcę mieć chwili czasu dla siebie?”. Bo zbudowałam swoją wartość na byciu niezastąpioną, na byciu wciąż dostępną, uważną i słuchającą. Bo nie mam doświadczenia, jak to jest zrobić coś dla siebie. Bo ciągle mam opory i przekonanie, że nie poradzę sobie z tym „co inni powiedzą”. Gdy wreszcie wykreuję siebie w sytuacji, w której „mam czas dla siebie, po prostu nic nie robię” - okazuje się, że jest mi dobrze, radzę sobie z tą nową sytuacją i „ludzkim gadaniem” (o ile ono w ogóle się pojawiło). Albo – „nie jest mi dobrze i nie radzę sobie”, ale zyskuję dostęp do głębszych warstw interpretacji mojego niezadowolenia. Być może wcale nie chodzi o bycie niezastąpioną… Pojawia się mnóstwo znaczeń. Jedno jest pewne - udział w nowym zdarzeniu, spotkaniu lub sytuacji zawsze coś otwiera i może zapoczątkować proces dobrej zmiany.

(E) Przywołała Pani bardzo indywidualny przykład. Ja chciałabym odnieść się do szerszego kontekstu. W ostatnim numerze Aptekarza Polskiego Prezes Grzegorz Kucharewicz pisze, że przyszłość aptekarzy zależy od nich samych i zachęca do licznego, a nawet więcej, do masowego udziału we wszelkich wyborach. W tym aspekcie również dochodzi do kreowania siebie w nowej odsłonie. Przejścia od „nie mogę być” radnym, parlamentarzystą, aktywnym członkiem samorządu aptekarskiego do „chcę mieć” wpływ na otaczającą mnie rzeczywistość. Kontekst się zmienia, ale mechanizmy zostają takie same.

(M) Ciekawie na tym tle rysują się wyniki badań nad zmianą osobowości w trakcie upływającego życia. Jeszcze niedawno sądzono, że nasza wyjątkowość kształtuje się do około 30 roku życia, a później już nie podlega zmianie. Obecnie (w tamtym roku zakończono badania na grupie 130 tysięcy osób) [3] twierdzi się, że nie ma osobowościowego status quo. Zmieniamy się. Mamy wpływ na naszą aktywność i nasze opisywanie świata. Jesteśmy w stałym procesie, a raczej - możemy stale się rozwijać. Dojrzałość zawodowa z jednej strony, a z drugiej - umiejętność uczenia się nowych rzeczy (która, jak widać, nie jest ograniczona wiekiem) powinny wzbudzać w nas chęć do doświadczania siebie w wymienionych przez Panią zawodowych odsłonach.
 
(E) Rzecz w aspekcie teoretycznym wydaje się prosta, ale przecież potoczna obserwacja (nawet bez odnoszenia się do naukowych eksperymentów) codziennie utwierdza w przekonaniu, że wcale tak nie jest.
 
(M) To prawda. Człowiek ma określoną gotowość na zmianę. Może zmienić się tylko w pewnych, w „swoich” granicach. Może przesuwać te granice, poszerzać je, chociażby w wyniku nowych doświadczeń, ale nie zmieni sposobów reagowania, funkcjonowania czy wyrażania siebie tylko i wyłącznie w wyniku zewnętrznych zachęt czy nacisków. Apele, artykuły upowszechniające pewne zagadnienia są tylko przyczynkiem do zmiany, ale jej nie gwarantują. To, co mogą zrobić inni, to zadbać, aby gotowość na odmienne zachowanie mogła kiełkować się w warunkach w miarę bezpiecznych, emocjonalnie komfortowych.
 
(E) W zaciszu naszych domów, aptek możemy tworzyć takie komfortowe warunki do zmiany, ale arena życia w środowisku lokalnym, szerzej ogólnopolskim, czy jeszcze szerzej - europejskim już takiego komfortu nie zapewnia.

(M) Trudno się z tym nie zgodzić, dlatego chciałabym zachęcić do podejmowania wysiłków związanych ze zmianą od małych kroków i proponuję zastosowanie bardzo popularnej techniki terapeutycznej. Zamiany czasowników w zdaniu, w którym odnoszę się do zmiany. „Nie mogę tego zmienić…” warto wypowiedzieć jako „Nie chcę tego zmienić”. Słowo, które odnosi się do hamujących mnie okoliczności zewnętrznych zamienić na takie, które odnosi się do osobistych motywacji. Gdy mówię „nie chcę” zamiast „nie mogę” - dostrzegam swoje sprawstwo w określonych sytuacjach. To, co początkowo wydaje się być czymś całkowicie poza moim wpływem, po jakimś czasie staje się, przynajmniej po części, wynikiem moich działań - w tym przypadku świadomych zaniechań, odpuszczeń, odrzucenia jakiejś aktywności. Gdy „czegoś nie chcę” pojawia się we mnie refleksja, dlaczego tak się dzieje. Odpowiedź na zapytanie o osobiste motywacje. Ta odpowiedź nie jest ani łatwa, ani nie wzbudza przyjemnych uczuć i niechętnie dopuszczamy ją do głosu. Odsyłania nasze słabości - „bo czuję się słaba/y”, „bo czuję się osamotniona/y”, „bo chcę mieć święty spokój”, „bo nie lubię konfrontacji”. „Nie mogę tego zmienić, bo świat mi na to nie pozwala” - brzmi bezpiecznie i odbarcza z odpowiedzialności. Wierzę jednak, że warto przeformułowywać to, co z pozoru niemożliwe. Czasownik „chcę, nie chcę” wyzwala energię do aktywnego działania, a za tym idzie - odpowiedzialność za to działanie. I nie chodzi o to, aby zawsze „chcieć”, ale żeby odczytywać w sobie, co za taką a nie inną decyzją stoi.

(E) Rozumiem, że mimo ryzyka powinniśmy ćwiczyć „zamianę czasowników”?

(M) Tak, bo warto poszerzyć wiedzę o sobie samym. Ten wewnętrzny dialog jest tylko dla nas. Im bardziej szczery, tym więcej nam pokaże. Jeżeli zyskuję wiedzę o tym, co jest dla mnie trudne, to łatwiej mogę sobą zarządzać - na przykład unikać sytuacji, co do których mam przekonanie, że sobie w nich nie poradzę. Albo wprost przeciwnie - spróbować i zobaczyć, czy rzeczywiście jest tak, jak myśleliśmy.

(E) Wyobraźmy sobie sytuację, że decydujemy się podjąć jakiś wysiłek. Jakiemuś działaniu mówimy „tak”. Doświadczenie podpowiada jednak, że podjęcie wysiłku nie zawsze gwarantuje dobrą zmianę. Myślę, że w tej materii także istnieją wyraźne ograniczenia.

(M) Tak, jednym z największych ograniczeń jest brak akceptacji samego siebie. Terapeuci pracujący z osobami deklarującymi chęć zmiany zwracają uwagę, że niska samoocena nie sprzyja podejmowanym działaniom. Podejmowane wysiłki (nieświadomie) torpedują prezentowane w warstwie werbalnej potrzeby.

(E) Można wiec bez ryzyka błędu powiedzieć, że jeżeli to przywoływane „chcę” wzbogaci wyłącznie nasz język, a nie będzie wyrastało z dobrych wobec siebie samego emocji, to początkowo wysoki poziom motywacji szybko zaniknie.

(M) Właśnie tak. W szerokiej perspektywie dużej grupy zawodowej farmaceutów poczucie wartości ma swe źródła nie tylko w jednostkowej samoocenie poszczególnych specjalistów, ale jest wypadkową tej indywidualnej kondycji i kondycji całej grupy. Stąd tak ważne jest budowanie zbiorowej tożsamości.

(E) Myślę, że chodzi tu jeszcze o coś więcej. O szacunek do samego siebie (i znowu nie tylko indywidualne, ale również do całej własnej grupy zawodowej). Użyłam określenia szacunek, bo chciałabym na chwilę uwagę czytelnika (i Pani) na tej kategorii skupić. Szacunek, czym jest? Filozofowie twierdzą, że nie jest to emocja. Mówią też, że to nie akt intelektualny. Szacunek jest czymś między jednym a drugim. Jest zwróceniem się w kierunku tego co najszlachetniejsze, najlepsze.
 
(M) W perspektywie indywidualnego farmaceuty rzecz wydaje się trudna, ale możliwa do zrobienia. Skupienie się na tym, co we mnie najlepsze. Czerpanie z tego siły do zmian i pomnażanie dobra. To program na budowanie samego siebie. O wiele bardziej złożoną sprawą jest kreowanie zbiorowego wizerunku aptekarzy w oparciu o szacunek do zawodu, który jak Pani wspomniała (tenże szacunek), jest trudny do definiowania.
 
(E) Tak, jest to zadanie tym bardziej wymagające, że angażuje różne idee. Po pierwsze włącza ideę społeczeństwa obywatelskiego - naszego przekonania, że jest to idea wartościowa i godna szacunku. Następnie - ideę gotowości do poświęcenia się na rzecz jej urzeczywistnienia w wybranym obszarze. Po trzecie - ideę czerpania ze wzorców. Odnoszenia się z szacunkiem do tego, czego dokonali aptekarze w czasie przeszłym, po to, aby współczesny wizerunek aptekarza, jego zaangażowanie w budowanie wizerunku był wypadkową dwóch energii: własnej i zbiorowej. Doświadczenie pokazuje, że na przykład „z dziada pradziada” można dziedziczyć gotowość do wprowadzania w życiu społecznym, politycznym, ulepszeń i prezentować twórczą niezgodę na stan zastany.
 
(M) Ja jednak z perspektywy psychologa pragnę jeszcze raz podkreślić, że osobiste myślenie o władzy i autorytecie - czy władza jest dla mnie czymś, co można podważyć, czymś, z czym można polemizować, czy też jest obiektem niedostępnym, niepodlegającym zmianie lub negacji - jest bardzo ważne. Nie do zbagatelizowania są również odpowiedzi na pytania - czy jestem gotowy/a na straty, jakie mogę ponieść poprzez zaangażowanie na rzecz dużej, społecznej zmiany, jak radzę sobie z oponentami, z krytyką własnych pomysłów, czy potrafię bronić swoich przekonań lub dojrzale je modyfikować.

(E) Trudności na drodze szeroko rozumianej zmiany się piętrzą. Tak w osobistej, jak i zbiorowej przestrzeni życia, ale odwołując się do dalszego ciągu cytowanego w tytule wiersza, zmiana „to łatwe, niemożliwe, trudne, warte próby” [4] chciałabym wszystkich czytelników zachęcić do usłyszenia siły, jaka wypływa z ostatniego sformułowania. Rzecz (zmiana) jest warta próby.

Ewa Sitko
Magdalena Bucior
Fot. Fotolia.pl

[1] Wisława Szymborska „Portret kobiety”
[2]  Za: Kołakowski, L.(2004) Mini wykłady o maxi sprawach. Kraków, Wydawnictwo Znak
[3]  Paulina Pająk Przemiana w Charaktery nr2 2014
[4]  Wisława Szymborska Portret kobiety
 
 
Filtr     Kolejność     Pokaż # 
Tytuł pozycji
02.2014 - "A jednak mamy misję..."
02.2014 - "W Anglii świeci słońce, ale to jednak dalej dżdżysty kraj."
01.2014 - "Mija 10 lat..."
01.2014 - "Obrazy w głowie człowieka - jak spostrzegamy świat i oceniamy innych ludzi."
12.2013 - "Satysfakcjonująco, dobrze, doskonale..."
11.2013 - "Pewnego razu do apteki..."
11.2013 - "O reklamie aptek raz jeszcze."
11.2013 - "Obfitość pożądana - świąteczny, prezentowy zawrót głowy."
10.2013 - "Ale to nie to samo, co kiedyś..."
09.2013 - "Komu wiedzę, komu?"
09.2013 - "Hart ducha, odwaga i dzielność."
08.2013 - "List lekarza do aptekarza."
08.2013 - "W blasku i cieniu świętych Kosmy i Damiana."
07.2013 - "Historia jednej apteki."
07.2013 - "Współpraca czy rywalizacja?"
06.2013 - "Zza pierwszego stołu - recepta farmaceutyczna."
06.2013 - "Wakacje farmaceuty. A może na bungee?"
05.2013 - "Praca w aptece, a wizyty przedstawicieli."
05.2013 - "Oddajmy lekarzom to, co "lekarskie"."
05.2013 - "Wobec straty."
04.2013 - "Porady zawodowe w aptekach."
04.2013 - "Trudy i obciążenia - farmaceuta w sytuacji wyzwań."
03.2013 - "Pas brzuszny, czyli jak wygląda porada farmaceutyczna."
03.2013 - "Człowiek w sytuacjach."
02.2013 - "Tabletki podłużne i z rowkiem, czyli co się pacjentowi opłaca?"
02.2013 - "Jaka psychologia jest potrzebna farmaceutom?"
01.2013 - Zza pierwszego stołu - "Tamper evident."
01.2013 - "Konflikt, czy współpraca?"
12.2012 - "Wczoraj, dzisiaj i jutro w perspektywie stylu życia."
11.2012 - "Przedświąteczny apel o lojalność i wiarygodność."
10.2012 - "Każdy ma prawo wiedzieć więcej - informacja w aptece."
09.2012 - "Farmaceuta na tropie sensu i radości."
08.2012 - "Jak zachować energię w sytuacjach rutynowych?"
07.2012 - "O uważności w zawodzie aptekarza - farmaceuty."
06.2012 - "Jak odpoczywać, czyli pytania o to, co urlopowo ważne."
05.2012 - "Z aptekarską dokładnością."
04.2012 - "Dobry początek."
03.2012 - "Specyfika zawodu. Rozważania o pomaganiu."
02.2012 - "W okowach gniewu i w atmosferze złości."
01.2012 - "Ludzki farmaceuta - odmowa jako wyraz społecznej odpowiedzialności."
12.2011 - "O przyjaźni."
11.2011 - "O wyzwalaniu reakcji zwrotnej."
10.2011 - "Kadencja, etap, sezon, moment - rzecz o czerpaniu z doświaczenia."
09.2011 - "Rzecz o wspólnocie zawodowej."
08.2011 - "Nudzę się - refleksje na poboczach letniego wypoczynku."
07.2011 - "Odreagowanie, czyli rzecz o potrzebie higieny psychicznej."
06.2011 - "Impas i wychodzenie z trudności."
05.2011 - "Mam alergię na... czyli rzecz o "toksycznych" relacjach i o sposobach ich redukowania."
04.2011 - "Intuicja - rzecz o osobistych zasobach wspierających budowanie relacji."
03.2011 - "Reaktywność - rzecz o źródłach, istocie i efektach zarządzania bodźcami."
 
«« start « poprz. 1 2 nast. » koniec »»
Pozycje :: 1 - 50 z 77
  • Z uniwersytetu  ( 2 pozycji )

        W ciągu kilku ostatnich dekad obserwuje się ogromny rozwój medycyny regeneracyjnej i wzrost tempa badań związanych z opracowaniem idealnych materiałów implantacyjnych. Tendencję taką zauważa się również w dziedzinie chirurgii ortopedycznej, stomatologicznej i dziedzinach pokrewnych, zarówno w Polsce, jak i za granicą. Opracowanie właściwej formuły nie jest łatwe. Teoretycznie kość własna pacjenta jest materiałem bardziej kompatybilnym w porównaniu do syntetycznego, ale jednocześnie najbardziej problematycznym do pozyskania. W przypadku pacjentów cierpiących na rozliczne choroby, w tym choćby osteoporozę, pobranie kości własnej do wszczepu nie jest możliwe. W takich przypadkach stosuje się jej zamienniki, czyli sztucznie pozyskiwane substytuty kostne dające możliwość wypełnienia ubytku. Istnieje ogromne zapotrzebowanie na tego typu materiały kościozastępcze, które w leczeniu ubytków kości pozwolą zastąpić naturalne wszczepy kostne. Spośród znanych i stosowanych obecnie zamienników kostnych można wymienić porowaty hydroksyapatyt lub trójfosforan wapnia (w postaci granul lub kształtek). Mimo bioaktywności i nietoksyczności, materiały te mają jednak ograniczone zastosowanie ze względu na kruchość, słabą resorpcję oraz niekorzystną poręczność chirurgiczną.

       Czym zatem można udoskonalić ceramikę wapniowo-fosforanową, aby stała się doskonalszym substytutem kostnym? Badania nad wytworzeniem zmodyfikowanego biomateriału ceramicznego do wypełniania ubytków kostnych prowadzone są od kilku lat przez zespół Katedry Biochemii i Biotechnologii Wydziału Farmaceutycznego Uniwersytetu Medycznego w Lublinie pod kierunkiem prof. Grażyny Ginalskiej, we współpracy z zespołem prof. Anny Ślósarczyk z Wydziału Inżynierii Materiałowej i Ceramiki Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Nowy biomateriał powstał w wyniku połączenia hydroksyapatytu i naturalnego polimeru organicznego. Wykazuje on niektóre właściwości mechaniczne zbliżone do parametrów naturalnych kości człowieka. Wynalazek został opatentowany w Polsce i trwają starania o objęcie go międzynarodową ochroną patentową.
     
     
    Elastyczny kompozyt kościozastępczy.
     
       Wytworzony kompozyt cechuje wysoka „poręczność chirurgiczna” produktu, czyli zdolność do łatwego i szczelnego wypełniania ubytków kostnych oraz plastyczność, co wyróżnia go spośród dotychczas dostępnych preparatów. Można go stosować w wielu przypadkach: do wypełniania ubytków kostnych powstałych w wyniku wypadków komunikacyjnych czy urazów oraz ubytków powstałych po ekstrakcji torbieli. Prawdopodobnie będzie on również przydatny jako implant kości długich, wymagających dużej wytrzymałości mechanicznej, pod warunkiem jednoczesnego zastosowania stabilizatorów metalowych, gdyż siły obciążające wszczep są zbyt duże. Cechą charakterystyczną biokompozytu jest wytrzymałość na ściskanie o wartościach zgodnych z wartością tego parametru w chrząstce ludzkiej. Biomateriał ten jest mało wrażliwy na warunki przechowywania i zachowuje swoje charakterystyczne właściwości podczas sterylizacji. Ma wysokoporowatą strukturę i wykazuje zdolność do wchłaniania wodnych roztworów biologicznych np. osocza czy krwi pacjenta. Kompozyt może być również nasączany roztworami substancji aktywnych biologicznie np. antybiotyków i chemioterapeutyków, chroniąc miejsce wszczepu przed infekcją. Inną grupą związków aktywnych, które potencjalnie można stosować do nasączania kompozytu są białkowe czynniki wzrostu, stymulujące zasiedlenie materiału przez komórki kostne.
     
       Zachęcające jest, że wielomiesięczne testy dotyczące implantacji kompozytu w zabiegach stomatologicznych u zwierząt – pacjentów Kliniki Chirurgii Zwierząt UP w Lublinie, u których doszło do wytworzenia przetok ustno-nosowych,  a także  do kości podudzia króli laboratoryjnych, wskazują na dobre zdolności regeneracyjne tego materiału. Stwierdzono, że u wszystkich operowanych zwierząt nie występowały niepokojące objawy sugerujące wystąpienie stanu zapalnego, zaś obraz RTG po kilku miesiącach od zabiegu wykazywał znaczny stopień wgojenia implantu i sugerował zaawansowany stan remodelowania kości w obrębie wszczepianego kompozytu.
     
       Wykazaliśmy w badaniach in vitro, że materiał jest nietoksyczny wobec ludzkich komórek kostnych, ale zgodnie z przepisami materiał musi być jeszcze przebadany klinicznie. Ponieważ nie zawsze jest tak, że materiał wszczepialny przebadany in vitro i oceniony pozytywnie, tak samo zachowa się w organizmie pacjentów. W związku z tym będziemy się starać o większe pieniądze, bo mamy jeszcze ogromne plany badawcze. Między innymi musimy jeszcze przeprowadzić szereg badań związanych z implantacją biomateriału do ubytków kostnych pacjentów oraz dotyczących analiz ekonomicznych, żeby zdecydować czy faktycznie będzie możliwe wprowadzenie kompozytu na rynek. Kolejnym etapem będzie droga certyfikowania materiału, gdyż po przeprowadzeniu wszystkich badań, zakładając optymistycznie, że będą pomyślne, należy złożyć odpowiednie dokumenty do Urzędu Rejestracji Leków i Wyrobów Medycznych o certyfikowanie produktu jako materiału medycznego.
     
       Pozytywną reakcją na ujawnienie przez nasz Zespół wyników badań było spore zainteresowanie mediów „lubelską sztuczną kością”. Jesteśmy jednak dość ostrożni w komentowaniu i ocenie swoich wyników. Przyznajemy jednak, że opracowany kompozyt jest obiecującym materiałem kościozastępczym do wykorzystania w medycynie regeneracyjnej. Wszystko to brzmi pięknie – ale czy rzeczywistość jest równie łatwa i prosta?
     
       Kolejnym etapem prac nad materiałem kościozastępczym powinno być przejście do etapu komercjalizacji. Jednak sytuację komplikuje wiele faktów. Działania zdążające do komercjalizacji rezultatów polskiej myśli naukowej są wciąż działaniami, które nie mają jasno określonej ścieżki. Ponadto twórcy rozwiązań i patentów powstających na uczelniach polskich zwykle nie są właścicielami patentów. Fakt ten nie zachęca twórców do dalszego zainteresowania losami ich „dzieci” – rozwiązań twórczych, które są niejako „porzucane” na etapie opracowania ich formuły na skalę laboratoryjną. Sytuację uzdrowiłoby prawdopodobnie ujęcie tego problemu w ramy prawne i wytworzenie ogólnego wzorca postępowania w takich przypadkach, czyli umożliwienie twórcom posiadania części praw własnościowych do opracowanego przez nich wynalazku. Jednakże brakuje przepisów prawnych, które pozwoliłyby uregulować postępowanie w takich wypadkach.
     
     
    Zespół zaangażowany w badania nad kompozytem.
    Od lewej: prof. dr hab. Grażyna Ginalska (kierownik Katedry),
    dr Anna Belcarz na górze, od lewej: dr Jarosław Sawiniec,
    mgr Leszek Borkowski, mgr Teodozja Pycka, mgr Agata Przekora
     
       Aby uzyskać stosowne rezultaty badawcze niezbędny jest odpowiedni poziom funduszy na realizację projektów. Fundusze te można uzyskiwać ze strony sektora publicznego, ale również od prywatnych inwestorów i przedsiębiorstw. Uzyskanie finansowania na badania biotechnologiczne przez uczelnie i zespoły badawcze ze źródeł biznesu prywatnego jest niezwykle trudne, gdyż wynalazki  biotechnologiczne (jako know-how, czy w formie patentów) ze względu na wysoki koszt wdrożenia i odległe w czasie zyski oraz ryzyko niepowodzenia są trudne do przekazania przedsiębiorcom, w przeciwieństwie do wynalazków technicznych, które są łatwiejsze do szybkiego wprowadzenia. Ponadto brakuje dialogu nauka – biznes. Uczelnie z reguły są nastawione na dydaktykę, a pracownicy na zdobywanie punktów za publikacje i osiąganie kolejnych stopni i tytułów naukowych. Środowisko to więc generalnie nie jest ukierunkowane na komercjalizację rezultatów badawczych. Wydaje się więc, że należy stworzyć system umożliwiający łączenie nauki z biznesem, system, który pozwoli na dokonanie przeglądu badań biotechnologicznych prowadzonych w uczelniach i instytutach, pod kątem ich przydatności w obszarze zdrowia i po wyodrębnieniu innowacyjnych wynalazków umożliwi ich szybką komercjalizację poprzez mocniejsze dofinansowanie. Takie działanie jest koniecznie potrzebne, gdyż wśród polskich przedsiębiorstw jest zauważalny niski stopień wdrożenia i wykorzystania innowacji. Tworzone obecnie na uczelniach centra transferu technologii powinny zabiegać z jednej strony o to, by badania innowacyjne były prowadzone i służyć wiedzą prawniczą  niezbędną w przypadku tworzenia spółek typu spin-off, a z drugiej poszukiwać inwestorów chętnych do zakupu i wdrożenia patentu czy licencji poprzez odpowiednią reklamę badań i wynalazków najlepszych, wybranych do skomercjalizowania.

       Nasz zespół badawczy także napotyka w drodze do celu na przeciwności w postaci braku środków finansowych, jak to zwykle w nauce polskiej. Nakłady finansowe  są niezbędne zarówno na badania in vitro, ale również na badania in vivo. W związku z powyższym zdecydowaliśmy się na ryzykowny krok – utworzyliśmy spółkę spin-off. W wyniku wspólnego działania prywatnego inwestora, Uniwersytetu Medycznego w Lublinie oraz nas twórców, w 2011 r. powstała spółka z o.o., mająca za zadanie doprowadzić do komercjalizacji kompozytu kościozastępczego. Prace regulujące zasady jej założenia trwały prawie rok, między innymi z powodu braku regulacji prawnych dotyczących problemu oraz wzorców, które służyłyby Uczelniom jako matryca w takich przypadkach. Należy podkreślić, że spółka, w której obok uczelni i inwestora mają udziały twórcy wynalazku, jest jedną z nielicznych w kraju. Mimo tego sukcesu – połączenia nauki z biznesem – zdajemy sobie sprawę, że jest to jednak dopiero pierwszy krok na skomplikowanej i niełatwej drodze do osiągnięcia celu. Kwestia postawania i prowadzenia spółek spin-off, tak popularna w USA i krajach Europy Zachodniej, w Polsce jednak wciąż jest nowa. W oczywisty zatem sposób działania prowadzące do komercjalizacji badań naukowych w Polsce są typową drogą „pod górkę”. W rezultacie tych wszystkich okoliczności, „polska sztuczna kość” wciąż pozostaje w sferze planów, mimo dwóch lat działania spółki.
     
     
    prof. zw. dr hab. Grażyna Ginalska
    dr Anna Belcarz

    Katedra Biochemii i Biotechnologii
    Uniwersytet Medyczny w Lublinie
     
     
    Fot. Nadesłane przez Autorów/Fotolia.com
     
  • Forum wydarzeń  ( 8 pozycji )
     
       Redakcja Aptekarza Polskiego otrzymała zaproszenie do uczestnictwa w I Ogólnopolskiej Konferencji Farmaceutycznej organizowanej w Bydgoszczy przez Wojewodę Kujawsko - Pomorskiego i Prezesa Kujawsko - Pomorskiej Okręgowej Rady Aptekarskiej. Zapowiada się, że Konferencja Farmaceutyczna, o której poniżej informujemy będzie ważnym wydarzeniem w ogólnospołecznej dyskusji o widzianych przez pryzmat farmacji kierunkach reformy systemu ochrony zdrowia.
      
       Będziemy przysłuchiwali się dyskusji. W następnym numerze naszego pisma przedstawimy jej przebieg i rezultaty.
     
    Temat główny:

     
    „KONDYCJA POLSKICH APTEK
    A DOSTĘPNOŚĆ LEKÓW W APTEKACH”
     

    Tematy Szczegółowe:

    1.    Dostępność leków w sprzedaży pozaaptecznej.
    2.    Przepisy antykoncentracyjne dotyczące aptek w Polsce oraz innych krajach UE.
    3.    Reklama aptek i punktów aptecznych.
    4.    Trudności w zaopatrzeniu aptek w leki.
    5.    Wpływ wysokości marży urzędowej na dostępność leków refundowanych w aptekach

    Planowany czas konferencji 10.00 – 15.00, dnia 15 kwietnia 2014 r.
    Miejsce – Sala Konferencyjna Urzędu Wojewódzkiego w Bydgoszczy ul. Jagiellońska 3
     

     
    *kliknij, aby przeczytać więcej
     
     
     
       W październiku 2013 ruszyła siódma już edycja Ogólnopolskiego Programu dla Młodzieży „Mam Haka na Raka”. Jego celem jest kształtowanie postaw prozdrowotnych wśród młodych ludzi oraz zwiększenie świadomości związanej z profilaktyką badań. Patronat nad obecną odsłoną, dedykowaną nowotworom układu limfatycznego, objęły m.in. Narodowy Fundusz Zdrowia, Komisja Europejska oraz Naczelna Izba Aptekarska. Łącznie, we wszystkich edycjach wzięły udział ponad 22 tysiące młodych ludzi.
     
     
     
     
     
    II EUROPEJSKA KONFERENCJA FARMACJI ONKOLOGICZNEJ
     
     
     
     *kliknij, aby powiększyć
     
     
  • Archiwalia  ( 3 pozycji )
  • Świat w pigułce  ( 12 pozycji )
     
       Japoński rynek farmaceutyczny jest drugim co do wielkości na świecie. Udział generyków w ogólnej sprzedaży waha się w tamtejszych aptekach na poziomie jedynie kilkunastu procent. Kraj Kwitnącej Wiśni słynie z respektowania zasad, dbałości o jakość oraz z lojalności – z zachowań tak odmiennych od obowiązujących w krajach szeroko pojmowanego „zachodu” (dla Japończyków styl ‘Western style’ tyczy się również kultury amerykańskiej). Wobec powyższego, Japończycy pozostają wierni oryginalnym lekom.
     

       Mała prywatna apteka na prowincji. W tle widoczna dokumentacja związana z prowadzoną tu opieką farmaceutyczną.
     
       Medycyna konwencjonalna wydaje się wieść prym w Japonii, niemniej coraz częściej spotyka się pacjentów sięgających po receptury opisane w japońskiej medycyny ludowej, tak bliskiej tradycyjnej medycynie chińskiej. W VII-IX w. n.e. Chińczycy przekazali Japończykom podstawy TCM. Od tego czasu zaobserwowano szybki rozwój opartej na akupunkturze i leku roślinnym medycyny naturalnej. Wykorzystuje ona ciekawe farmakognostycznie mieszanki ziołowe zawierające gatunki roślin rosnących w kraju wschodzącego słońca. Szacuje się, że niemal połowa flory porastającej wyspy japońskie to rośliny endemiczne dla tego terenu.
     

       W sklepach zielarskich można kupić wysuszone i rozdrobnione pojedyncze substancje roślinne bądź standaryzowane mieszanki ziołowe.
     
       Coraz częściej organizowane są w Japonii konferencje mające na celu rozszerzanie wiedzy z zakresu medycyny naturalnej (Kampo), a sami pacjenci sięgają po pomoc zielarzy i znachorów, rezygnując z konwencjonalnej farmakoterapii. Niezwykle ciekawie wyglądają sklepy zielarskie zlokalizowane w większych japońskich miastach, w których można nabyć m.in. korzenie żeń-szenia, eleuterokoka, traganka mongolskiego, kłącza imbiru czy ostryżu, wysuszone koniki morskie, trudne do zidentyfikowania węże, czy też dziwnego pochodzenia nalewki. Japońska medycyna naturalna oparta jest na aplikacji pacjentom mieszanek ziołowych o ściśle określonym składzie i standaryzowanej zawartości ciał czynnych. Podczas mojego pobytu na stypendium naukowym na uniwersytecie Tokushima Bunri University zastosowałam Kampo jedynie raz, walcząc z uporczywym katarem. Mimo dużego uprzedzenia i wątpliwości przed wypiciem poleconego naparu o nieznanym mi składzie, wielkie było moje zaskoczenie, gdy okazało się, że w ciągu dwóch godzin objawy obłożenia zatok oraz uporczywego kataru zniknęły i nie powróciły już więcej.
     

       Pasaż handlowy w Hiroszimie. Po prawej stronie widoczna apteka.
     
       W Japonii rozwinięto opiekę farmaceutyczną. Każdy pacjent przypisany jest do wybranej przez niego apteki, w której znajdują się jego karty chorobowe i dane osobowe. Dzięki tej praktyce zmniejszono ryzyko występowania interakcji lekowych i obciążenie finansowe tamtejszego funduszu zdrowia (refundacja leków ustalona jest w Japonii na poziomie 70% w przypadku większości substancji leczniczych). Co więcej, rząd japoński inwestuje znaczne kwoty w program kontroli masy ciała obywateli. Przekroczenie dopuszczalnego obwodu talii przez pacjenta kwalifikuje go do spotkania z dietetykiem i psychologiem. Otyli pacjenci, których w Japonii jest wciąż niewielu, zobowiązani są do wykonywania ćwiczeń, stosowania odpowiedniej diety i jak najszybszej redukcji masy ciała. Rząd japoński unika tym samym kosztownej hospitalizacji, a liczba zgonów wywołanych powikłaniami sercowo-naczyniowymi jest redukowana do minimum.
     

        Czekając na poradę farmaceutyczna w nowoczesnej aptece w centrum Osaki.
     
       Półki w drogeriach i aptekach japońskich uginają się pod licznymi suplementami diety fortyfikowanymi witaminami. Większość napojów słodzonych posiada także ich dodatek. To właśnie Japończycy zapoczątkowali trend suplementacji diety związkami mineralnymi i witaminami. Być może związane jest to z niewielką podażą tych ostatnich z dietą. Zdecydowana większość potraw kuchni japońskiej opiera się na gotowanych, marynowanych lub blanszowanych warzywach, co uwidacznia się dużą zapadalnością na cukrzycę.

       Japończycy to ludzie żyjący najdłużej na świecie. Średnia wieku mężczyzn sięga 79 lat, a kobiet aż 86. Recepta na długowieczność to ponoć dyscyplina w ograniczaniu porcji żywnościowych, codzienne spożywanie alg morskich, sfermentowanej soi i tofu, jak również aktywności fizyczna. Widok jeżdżących na rowerze bez względu na pogodę starszych ludzi nikogo tam nie dziwi. Dlaczego nam, Polakom, wciąż tak daleko do tego stylu życia…?
     
    dr n. farm. Wirginia Kukuła-Koch
    Uniwersytet Medyczny w Lublinie
     
    Fot. nadesłane przez Autorkę
     
  • Muzealny kalejdoskop  ( 23 pozycji )
    KARTY WIELKANOCNE HANNY NAST
     
    W MUZEUM FARMACJI

        W Muzeum Farmacji im. prof. J. Muszyńskiego w Łodzi odbył się 27 marca 2014 roku wernisaż wystawy ,,Karty świąteczne Hanny Nast’’. Była to już druga wystawa w naszym muzeum przedstawiająca twórczość artystki. Na pierwszej, grudniowej wystawie, prezentowane były karty świąteczne związane ze Świętami Bożego Narodzenia. Na obecnej - karty związane z Wielkanocą i wiosną. Wśród osób przybyłych na wernisaż byli zarówno ci, którzy poznali już twórczość artystki i są pod wielkim wrażeniem jej talentu, jak również ci - którzy pragnęli zapoznać z Jej pracami. Ku zaskoczeniu i radości organizatorów na wernisażu pojawili się również kolekcjonerzy kart świątecznych Hanny Nast. Zademonstrowane przez nich zbiory zawierają karty świąteczne stworzone przez Hannę Nast przed kilkudziesięcioma laty. Na wystawie zaprezentowano 160 przepięknych kart świątecznych oraz 48 autorskich karnetów kwiatowych ilustrujących pięćdziesięcioletnią twórczość Artystki. W świąteczny nastrój wernisażu wprowadził, zacytowany w czasie uroczystości otwarcia, wiersz Jana Lechonia pt. "Wielkanoc".

       Droga, wierzba sadzona wśród zielonej łąki,
       Na której pierwsze jaskry żółcieją i mlecze.
       Pośród wierzb po kamieniach wąska struga ciecze,
       A pod niebem wysoko śpiewają skowronki.

       Wśród tej łąki wilgotnej od porannej rosy,
       Droga, którą co święto szli ludzie ze śpiewką,
       Idzie sobie Pan Jezus, wpółnagi i bosy
       Z wielkanocną w przebitej dłoni chorągiewką.

       Naprzeciw idzie chłopka. Ma kosy złociste,
       Łowicką spódniczkę i piękną zapaskę.
       Poznała Zbawiciela z świętego obrazka,
       Upadła na kolana i krzyknęła: "Chryste!".

       Bije głową o ziemię z serdeczną rozpaczą,
       A Chrystus się pochylił nad klęczącym ciałem
       I rzeknie: "Powiedz ludziom, niech więcej nie płaczą,
       Dwa dni leżałem w grobie. I dziś zmartwychwstałem."
     
       Wielkanoc jest najważniejszym i najradośniej obchodzonym świętem przez chrześcijan, upamiętniającym Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa. Czas jej obchodów ustalono w 325 roku. Przypada on w pierwszą niedzielę po wiosennej pełni księżyca, najwcześniej 22 marca, a najpóźniej 25 kwietnia. Poza wymową religijną, Wielkanoc jest też świętem budzącej się do życia przyrody i zapowiedzią nadejścia wiosny. Wiosenny nastrój kart Hanny Nast można opisać też pięknym fragmentem wiersza nieznanego autora.

       "… Są takie święta raz do roku,
       co budzą życie, budzą czas.
       Wszystko rozkwita w słońca blasku
       i wielka miłość rośnie w nas.
       Miłość do ludzi, do przyrody,
       w zielone każdy z wiosną gra. … Spójrzcie tam – pierwszy liść!’’
     

       Kiedyś, a może lepiej zabrzmi – dawniej, najpopularniejszym sposobem przekazywania świątecznych życzeń – tym, którym nie możemy złożyć ich osobiście, było wysłanie kart. Najstarsze karty wielkanocne pochodzą z początków XX wieku i zawierały zawsze wizerunek Zmartwychwstałego Chrystusa i napis ,,Alleluja’’. Pojawiał się też biblijny symbol Wielkanocy - baranek z czerwoną chorągiewką i złotym krzyżem.
     

       W późniejszych okresach wprowadzano stopniowo również świeckie symbole świąt – żółciutkie kurczaczki i kłapouchego wesołego zająca, barwne pisanki i palmy wielkanocne. Pojawiły się też świece, które symbolizowały zespolenie rodziny i radość ze Zmartwychwstania.

       Hanna Nast studiowała na warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych w Pracowni Grafiki profesora Juliana Pałki. Studia ukończyła w 1964 roku. W czasie swojej pięćdziesięcioletniej pracy artystycznej stworzyła setki unikalnych kart świątecznych. Te prawdziwe dzieła sztuki wzbudzały i nadal wzbudzają zainteresowanie prywatnych kolekcjonerów na całym świecie. Niewątpliwie jednak szczególnie prestiżowa kolekcja prac Hanny Nast znajduje się w Muzeum Watykańskim. Kiedy w 1983 roku łódzki biskup Rozwadowski wyjeżdżał na spotkanie z Ojcem Świętym, zabrał ze sobą prezent środowiska łódzkich plastyków – album karnetów kwiatowych i zestaw kart z Madonnami – autorstwa Hanny Nast. W lutym 1984 roku pani Nast otrzymała list napisany przez Stanisława Dziwisza sekretarza osobistego papieża, w którym przekazuje on osobiste podziękowanie i wyrazy uznania Jana Pawła II dla Jej kunsztu artystycznego. Do listu dołączono książkę z dedykacją napisaną własnoręcznie przez Ojca Świętego. Karty Hanny Nast wykonywane są w niezwykle plastycznej technice kolaż. Kompozycje powstają przy wykorzystaniu tworzyw, o barwnej kolorystyce i odmiennej fakturze, a elementy tej "precyzyjnej i zaplanowanej naklejanki" łączy niekiedy kolorowa kreska. Szczególnym dowodem wrażliwości i perfekcji artystycznej Hanny Nast są karty "malujące" ścisłe powiązanie elementów religijnych z tradycją ludową.

       Obrazy kreowane na kartach świątecznych cechuje wyjątkowa wymowa plastyczna, ich harmonia, ale też dynamizm. Sprawia to, że na tych kartach "coś" się dzieje, skłaniając osobę oglądającą te miniaturowe dzieła do refleksji związanej z przeżywanymi świętami.
     

       Karty świąteczne Hanny Nast prezentowane na wystawie wyróżnia perfekcyjnie dopracowany detal i niesamowita wręcz "aptekarska" dokładność. Nic w tym zaskakującego, ponieważ Hanna Nast wyrastała w atmosferze aptekarskiej tradycji – tradycji farmaceutycznego rodu Armatysów ze Stanisławowa, miejsca urodzin Pani Hanny i stron rodzinnych ojca Kazimierza Jana Armatysa oraz rodu farmaceutycznego Głuchowskich z Łodzi, z którego pochodzi mama Wiesława Głuchowska (jako jedyna w rodzinie Głuchowskich nie była farmaceutką, studiowała na krakowskiej ASP i pewnie przekazała artystyczny talent córce).

    Karnety kwiatowe Hanny Nast
     
       W 2014 roku pani Hanna Nast obchodzi Jubileusz pięćdziesięciolecia pracy artystycznej - z tej okazji otrzymała od pracowników Muzeum Farmacji bukiet dziewięciu purpurowych róż z życzeniami zdrowia oraz dalszych sukcesów w pracy twórczej.

       Wystawa "Karty świąteczne Hanny Nast" będzie czynna do 9 maja 2014 roku i można ja oglądać od poniedziałku do piątku w godzinach 9:00 – 15:00. Serdecznie zapraszamy.

    Anna Drzewoska
    tekst i zdjęcia kart świątecznych
     
  • Historia farmacji.  ( 89 pozycji )
     
       Naczelna Izba Aptekarska (…) brała czynny udział w wielu akcjach, zdając sobie sprawę, że nie powinno jej, jako organizacji, zabraknąć tam, gdzie wymagają tego interesy społeczeństwa i Państwa. Tak oto skromnie podsumowywano na łamach „Farmacji Polskiej” niezwykle szeroką działalność charytatywną samorządu aptekarskiego w latach 1945-1949.
     
       Wielokrotnie już w cyklu „Migawki z dziejów Naczelnej Izby Aptekarskiej”, wykraczając nieco poza obowiązek beznamiętnego komentowania historii, dawałem wyraz najgłębszego uznania dla władz Naczelnej Izby Aptekarskiej. Władz, którym przyszło mierzyć się nie tylko z przytłaczającą powojenną rzeczywistością, w całej rozciągłości nieżyczliwą, a wręcz wrogą aptekarzom. Były to także władze, które potrafiły rozwinąć niezwykle szeroką, heroiczną wręcz działalność, przejawiającą się m.in. w walce o dostęp pacjenta do leków, [1] uzdrowieniu krajowego rynku produktów leczniczych [2], założeniu własnego czasopisma [3] i wydawnictwa, [4] zorganizowaniu licznych kursów [5] i instytucji, mających na celu poprawę jakości pracy aptek [6]. Władze Naczelnej Izby Aptekarskiej znalazły czas także na stworzenie członkom samorządu aptekarskiego komfortowego miejsca do wypoczynku. [7] Już w poprzednim odcinku „Migawek…” rozpoczęliśmy omawianie tematu wkładu NIA w powojenną działalność społeczną, rozpoczynając od niezwykle ważkiej akcji odbudowy zrujnowanej Warszawy [8]. W artykule tym pozwoliłem sobie zapowiedzieć Czytelnikom kolejne tematy, które można nazwać wspólnym mianem „działalności charytatywnej”.
     
       Naczelna Izba Aptekarska była instytucją koordynującą tego typu działalność: łożąc środki z własnego budżetu, a także pośrednicząc w przekazywaniu datków finansowych, płynących od członków samorządu aptekarskiego. Dodajmy: członków, których sytuacja finansowa była bardzo trudna, a często wręcz – dramatyczna. Pomimo to, polscy aptekarze zawsze odpowiadali z ofiarną ochotą na wszelkie organizowane przez Naczelną Izbę Aptekarską składki i akcje charytatywne, wychodząc niejako naprzeciw słowom pierwszego prezesa Naczelnej Izby Aptekarskiej, profesora Bronisława Koskowskiego, który mówił na pierwszym plenarnym zebraniu Zarządu NIA w listopadzie 1945: zawód farmaceutyczny musi na opinię zarabiać czynami i osiągnięciami. Jednocześnie Profesor zwrócił uwagę na gotowość do świadczeń na cele społeczne, co ogromnie dodatnio wpłynęło na opinię o zawodzie. Gotowość do łożenia pokaźnych nieraz sum na cele społeczne była więc częścią polityki Naczelnej Izby Aptekarskiej, zmierzającej do poprawy wizerunku polskiego aptekarstwa, tak bardzo szarganego na łamach prasy codziennej.  
     
       Na szczególne podkreślenie zasługuje fakt, że nasi poprzednicy, pracujący w prywatnych jeszcze aptekach, nie pozostali obojętni wobec potrzeb państwa, które w czasie, gdy od aptekarzy płynęły milionowe datki na jego potrzeby, w wyrachowany sposób niszczyło polskie apteki i w sposób jednoznacznie wrogi opowiadało się przeciwko ich właścicielom. [9] Świadczy to o głębokim i nadal aktualnym zrozumieniu wyższych potrzeb, ponad dobro własne.
     
       Przyglądnijmy się zatem szczegółowo w jakich akcjach charytatywnych uczestniczyła Naczelna Izba Aptekarska. Chronologicznie pierwszą i bodaj najważniejszą była szeroko zakrojona tzw. Akcja Pomocy Zimowej, koordynowana przez Centralny Komitet Opieki Społecznej w ramach Centralnego Komitetu Pomocy Zimowej. Jej głównym celem była pomoc w okresie zimowym ludności całego wyniszczonego wojną kraju. Częściowo sytuację ratowały dary UNRRA (ang. United Nations Relief and Rehabilitation Administration, Administracja Narodów Zjednoczonych do Spraw Pomocy i Odbudowy). Przekazane zapasy szybko jednak się skończyły, a dodatkowo w połowie roku 1946, władze komunistyczne zaczęły odmawiać pomocy UNRRA, jako organizacji sterowanej przez – jakoby – „kapitalistycznych imperialistów”. Polska ludność, w wielu przypadkach bezdomna i bezrobotna, zdana była więc już wyłącznie na ofiarność tej części społeczeństwa, której udało się wyjść z wojennych opresji bardziej obronną ręką.
     
       NIA włączyła się w Akcję Pomocy Zimowej z początkiem 1946 roku i przez cały czas jej trwania dbała o szczególnie wyraźne nagłośnienie tego faktu w prasie. Akcję rozpoczęło przekazanie przez „Farmację Polską” w imieniu Zarządu NIA prośby, by wszystkie apteki i farmaceuci wzięli czynny udział w akcji Pomocy Zimowej oraz aby wpływały na akcję Pomocy Zimowej składki w zależności od obrotów w wysokości od 1000 do 5000 zł. miesięcznie i żeby apteki oprócz składek pieniężnych złożyły do dyspozycji odpowiednich Komitetów Opieki Społecznej bezpłatne bony na leki na sumę tej samej wysokości, co składka pieniężna. Zarząd Izby Naczelnej z naciskiem podkreślał: wzywamy wszystkich naszych członków do najwyższej ofiarności, gdyż potrzeby są olbrzymie, a chcemy wskazać na ważne znaczenie tej akcji dla naszego zawodu. Redakcja „Farmacji Polskiej” dodawała, że obowiązkiem samorządu aptekarskiego jest brać udział wszędzie, gdzie jest akcja charytatywna i społeczna.
     
       Pierwszy etap Akcji Pomocy Zimowej trwał do końca kwietnia 1946 roku. NIA przekazała na ten cel 20000 złotych, a apteki, informowane przez „Farmację Polską” i okręgowe izby aptekarskie, ochoczo włączyły się w inicjatywę. Dzięki temu, w czasie Walnego Zebrania Naczelnej Izby Aptekarskiej, w którym brali udział m.in. minister zdrowia, naczelny inspektor farmaceutyczny oraz liczni urzędnicy państwowi, władze NIA mogły się chwalić wybitnym udziałem aptekarstwa w akcji pomocy zimowej, dzięki czemu wykazano wysoce obywatelskie stanowisko zawodu farmaceutycznego. Jak widać, władze NIA ofiarność swych członków starały się jak najcelniej wykorzystać do budowania pozytywnego wizerunku zawodu, szczególnie w oczach przedstawicieli władzy ludowej.
     
       Kolejny etap Akcji Pomocy Zimowej rozpoczął się jesienią 1946. Zarząd Naczelnej Izby Aptekarskiej ambitnie założył na posiedzeniu w dniach 24-25 września 1946, że aptekarze polscy złożą (…) ofiarę w wysokości 10 milionów złotych, przy czym większa część tej sumy złożona zostanie do miejscowych Komitetów opieki Społecznej w postaci bonów na leki, pozostała część będzie wpłacona gotówką.
     
     
    Ilustracja 1.1 i 1.2. Bon na leki Pomocy Zimowej, przeznaczony do zrealizowania w krynickiej aptece „Pod Aniołem” magistra Romana Nitribitta. Ze zbiorów autora.

       Akcja Pomocy Zimowej trwała także w roku 1947, gdyż – jak przekazywała redakcja „Farmacji Polskiej” – klęski powodzi i suszy, w dalszym ciągu trudna sytuacja ekonomiczna kraju, spowodowana skutkami wojny i długotrwałej okupacji (…) sprawiły, że konieczną była dalsza ogólnonarodowa mobilizacja. Toteż w piśmie datowanym na 9 października 1947 Naczelna Izba Aptekarska wzywała ogół farmaceutów polskich, a w szczególności wszystkich właścicieli aptek i ich współpracowników do spełnienia obowiązku obywatelskiego w ramach tegorocznej Pomocy Zimowej – w jak najszerszym zakresie. NIA precyzowała, że obowiązek ten polegać musi na braniu czynnego udziału w pracy organizacyjnej w lokalnych Komitetach Akcji Pomocy Zimowej oraz w ofiarności pod postacią danin finansowych na ten cel. Zarząd NIA wyrażał nadzieję, że farmaceuci polscy powtórzą swój wysiłek z lat ubiegłych i staną na wysokości zadania w poczuciu obowiązku obywatelskiego i zawodowego. W marcu 1948 władze Naczelnej Izby Aptekarskiej deklarowały z satysfakcją, że w ostatecznym rozliczeniu sezonu zimowego 1947-1948 wysokość świadczeń ze strony aptekarstwa na ten cel wyniesie 15 milionów złotych w postaci leków wydawanych na bony, które zostały za pośrednictwem Izb Okręgowych rozesłane aptekom.
     
       Kolejną, ogólnonarodową akcją charytatywną, w którą włączył się samorząd aptekarski, była tzw. Danina Narodowa na rzecz Odbudowy Ziem Odzyskanych, organizowana przez Naczelny Komitet Daniny. Pod koniec roku 1946 ukazała się na łamach „Farmacji Polskiej” odezwa Zarządu Naczelnej Izby Aptekarskiej o łożenie datków na ten właśnie cel. Udział polskiego aptekarstwa w składce miał być kolejnym, po Akcji Pomocy Zimowej, przykładem obywatelskiej postawy członków samorządu.
     
       We wstępie do wspomnianej odezwy Zarząd Naczelnej Izby Aptekarskiej stwierdzał, że wielokrotnie stwierdził wysoce obywatelskie i patriotyczne stanowisko ogromnej większości farmaceutów polskich w chwilach przełomowych dla Narodu i Państwa. Apelowano do ogółu Koleżanek i Kolegów, bez względu na to, czy pracujących na placówkach państwowych, samorządowych, społecznych, czy też prywatnych z prośbą o natychmiastowy, gremialny udział w Daninie. Władze NIA, jako pierwsze, same zadeklarowały przekazanie kwoty 50000 złotych na ten cel i podkreślały równocześnie, że zawód nasz przeżywa wyjątkowo ciężki kryzys gospodarczy. Uwagę zwraca argumentacja, którą NIA zachęcała aptekarzy do składek: przez natychmiastowe przeprowadzenie tej doniosłej akcji pokażemy, iż my, którym los pozwolił przetrwać krwawą okupację hitlerowską, godni jesteśmy tych najlepszych synów Matki – Ojczyzny, którzy dla sprawy polskiej ginęli pod Narvikiem, Lenino, Monte Casino, czy też Tobrukiem oraz tych, którzy całe życie swe złożyli w bohaterskiej, nierównej walce z okupantem. W akcję wciągnięto także izby okręgowe: pomni na to, iż „dwa razy daje, kto szybko daje”, wzywamy Zarządy Izb Okręgowych do wzięcia jak najwydatniejszego udziału w tej akcji. Należy dołożyć wszelkich starań, aby Danina została uiszczona przed terminem wyznaczonym przez Państwo. Za szybkie i sprawne przeprowadzenie całej akcji odpowiedzialnymi uczyniono prezesów izb okręgowych. Przedstawicielem zawodu aptekarskiego, jako członek Komisji Głównej dla spraw Daniny Narodowej, został magister farmacji Ignacy Zieliński.
     
       Akcja Daniny Narodowej zakończyła się w listopadzie 1947 roku z – jak relacjonowała redakcja „Farmacji Polskiej” – wynikami wprost imponującymi. Podkreślano, że w przeprowadzonej akcji wziął czynny udział (…) zawód farmaceutyczny, a spełniony przezeń obowiązek obywatelski został podkreślony i uznany przez nadanie dyplomu odznaki pamiątkowej za zasługi na rzecz Daniny Narodowej. W krótkiej notce redakcja „Farmacji Polskiej” dziękowała w imieniu Naczelnej Izby Aptekarskiej członkom zawodu za pozytywne ustosunkowanie się do Daniny Narodowej i wypełnienie w całości przyjętych obowiązków. Jednocześnie wezwano ogół farmaceutów, by nadal brali udział w twórczej pracy dla odbudowy Kraju.   
     
       O działalności społecznej samorządu aptekarskiego w latach 1945-1951, a także samych aptekarzy, można by pisać bez końca! Nie została wspomniana w niniejszym opracowaniu bardzo intensywna współpraca Naczelnej Izby Aptekarskiej z Polskim Czerwonym Krzyżem, który corocznie otrzymywał od Izby setki tysięcy złotych na swą działalność. Nie omówiono także milionowych kwot, przeznaczanych przez NIA na zapomogi materialne dla niezdolnych do pracy członków zawodu, a także dla rodzin, osieroconych przez aptekarzy poległych w czasie wojny.
     
       Należy także podkreślić, że już sama codzienna działalność polskich aptek w latach 1945-1951 często zakrawała na działalność charytatywną! Niezwykle trudne powojenne warunki powodowały i pookupacyjna bieda powodowały, że aptekarze, głównie na prowincji, często leki wydawali za darmo, bądź też za symboliczne kwoty. Apelowała o to także Naczelna Izba Aptekarska w licznych komunikatach: ze względu na duże nasilenie świerzbu wśród ludności niezamożnej, Naczelna Izba Aptekarska w porozumieniu z Głównym Inspektoratem Ochrony Skarbowej zarządza, aby wszystkie apteki w kraju sprzedawały maść przeciwświerzbową po cenie zł. 30 (trzydzieści złotych) za 70,0 [gramów, przyp. MB] wraz z opakowaniem i podkreśla, że apteka w żadnym wypadku nie może odmówić wydania tego leku (podkr. MB). Naczelna Izba Aptekarska kładzie na to szczególny nacisk ze względu na duże znaczenie społeczne tej sprawy.
     
       Ponadto, w każdym numerze „Farmacji Polskiej”, odnaleźć można było dział „Ofiary na cele społeczne”, w którym redakcja starała się informować o darach przekazywanych przez apteki, hurtownie i firmy farmaceutyczne. I tak np. w numerze 8 z roku 1946 informowano o bardzo pokaźnej kwocie 10000 złotych, którą za pośrednictwem redakcji „Farmacji Polskiej” jeden z aptekarzy przekazał m.in. na budowę Katolickiego Domu Ludowego w Ursusie i Towarzystwo „Caritas” w Ursusie.  

    dr n. farm. Maciej Bilek
    Piśmiennictwo u autora


    Fot. Fotolia.pl

    Przypisy:
    [1] Wobec szczupłej ilości leków… „Aptekarz Polski” 2013, nr 8.
    [2] Sprawy zielarskie. „Aptekarz Polski” 2013, nr 5.
    [3] „Farmacja Polska” . „Aptekarz Polski” 2013, nr 2.
    [4] Farmaceutyczny Instytutu Wydawniczy im. Profesora Bronisława Koskowskiego. „Aptekarz Polski” 2013, nr 3.
    [5] Kurs na stopień pomocnika aptekarskiego. „Aptekarz Polski” 2013, nr 7.  
    [6] Instytut Badań Biologicznych. „Aptekarz Polski” 2013, nr 10.
    [7] Dom wypoczynkowy Czarniecka Góra. „Aptekarz Polski” 2013, nr 12.
    [8] Farmaceuci odbudowują stolicę… „Aptekarz Polski” 2014, nr 1.
    [9] Więcej na ten temat m.in. w artykule „9 stycznia 1951”, „Aptekarz Polski” 2010, nr 1.
     
  • Rynek leków.  ( 63 pozycji )

       Narastająca moda na powrót do leczenia się (lub wspomagania wydolności organizmu) produktami naturalnymi a zwłaszcza ziołami, stawia wyzwania także przed farmaceutami w aptekach, ponieważ pacjenci coraz częściej będą oczekiwali od nich fachowej porady w tym zakresie. Szeroko pojęta opieka farmaceutyczna powinna więc objąć także te zagadnienia.
     
       Produkty naturalne jako środki lecznicze towarzyszą człowiekowi od zarania dziejów. Główną ich grupę stanowią rośliny, a w znacznie mniejszym stopniu minerały oraz zwierzęta i ich wydzieliny. Taki stan rzeczy znajduje odbicie w treści współczesnych podręczników farmakognozji (zwłaszcza europejskich), które omawiają  właściwie już tylko surowce roślinne.  

       Jedną z przyczyn wzrostu popularności roślinnych produktów leczniczych wśród pacjentów  jest powszechne przekonanie o ich bezpieczeństwie oraz braku działań niepożądanych, w przeciwieństwie do wielu  leków syntetycznych. Inną z podkreślanych zalet leczenia naturalnymi produktami leczniczymi jest  holistyczne podejście do pacjenta w przeciwieństwie do dehumanizacji współczesnej medycyny oficjalnej. Zaufanie do leczniczych produktów ziołowych i wiara w ich nieszkodliwość wynikają jednak głównie stąd, że pacjenci najczęściej informacje na temat tych produktów uzyskują z mediów, a tylko sporadycznie od fachowego personelu medycznego (lekarzy i farmaceutów). Spory odsetek pacjentów jako źródło informacji wykorzystuje internet. Tam niestety jest dużo informacji pseudonaukowych, często pisanych przez przypadkowe osoby i w dużej mierze wprowadzających w błąd. Toteż coraz więcej naukowców apeluje do właścicieli przeglądarek o takie ustawienie filtrów  wyszukiwania, aby nie wyświetlały się sponsorowane linki przy szukaniu terminów medycznych lub produktów leczniczych.
     
        Badanie ankietowe wśród  polskich pacjentów wykazało, że 60% respondentów uważa  produkty lecznicze pochodzenia roślinnego za nie stanowiące zagrożenia dla zdrowia. Niepokojącym faktem jest także to, że prawie połowa z ankietowanych pacjentów nie informowała lekarza o stosowaniu leczniczych produktów roślinnych a jeszcze więcej, bo aż 60% nie zgłosiło lekarzowi wystąpienia objawów ubocznych po zastosowaniu tych medykamentów.
     
       Trudno jednak dziwić się błędnym opiniom pacjentów na temat bezpieczeństwa stosowania leczniczych produktów roślinnych, skoro jak wykazano w tym samym badaniu, ponad 10% lekarzy nie widzi zagrożenia dla zdrowia ze strony tego rodzaju preparatów. Wiara w nieszkodliwość  preparatów ziołowych wśród lekarzy jest tak powszechna, że co  trzeci z nich nie zasięga informacji na temat stosowania leczniczych produktów roślinnych wśród swoich pacjentów. To beztroskie podejście zarówno pacjentów jak i lekarzy do zagadnień bezpieczeństwa stosowania leczniczych produktów roślinnych spowodowało nasilenie występowania różnego rodzaju zagrożeń. Niewielka liczba zgłaszanych przez pacjentów działań niepożądanych leków roślinnych wynika głównie z mylnego przekonania, że wszystko co naturalne jest bezpieczne i nie może powodować niekorzystnych działań ubocznych.
     
       Wyniki coraz liczniejszych badań klinicznych wskazują na to, że działania uboczne leczniczych produktów roślinnych wcale nie są rzadkością, a jednocześnie dotyczą całej gamy zagadnień. Na czoło wysuwają się tutaj przypadki związane z bezpośrednią toksycznością, która może wynikać z toksyczności samej rośliny, jej błędnej identyfikacji a także z zanieczyszczenia rośliny w fazie wegetacji (pestycydy, metale ciężkie) lub zanieczyszczenia surowca. Ostatnio coraz większy udział w statystyce działań ubocznych mają alergie, działania mutagenne i karcinogenne oraz interakcje z lekami chemicznymi.  
     
     
     
    Działania toksyczne ziołowych produktów naturalnych
     
     
       Niektóre rośliny znane są ze swojej toksyczności od dawna, na przykład tojad (Aconitum napellus). Dla wielu  jednak dopiero wyniki badań ostatnich lat wykazały możliwość wystąpienia zagrożenia dla zdrowia.
    Toksyczne działanie roślin można podzielić na kilka kategorii:
    - kardiotoksyczność (np. Glycyrrhiza glabra, Ephedra sinica),
    - pneumotoksyczność (np. Sauropus androgynus),
    - nefrotoksyczność (np. Aristolochia sp.),
    - hematotoksyczność (np. Ginkgo biloba, Angelica senensis),
    - hepatotoksyczność (np. Tussilago farfara, Symphytum officinale).
     
       O działanie toksyczne podejrzewane są także, stosowane od wielu lat w lecznictwie, surowce o działaniu przeczyszczającym. Wyniki badań wskazują, że ich przedawkowanie lub przewlekłe stosowanie może być groźne dla zdrowia człowieka. Toksyczność jest związana ze  związkami antranoidowymi, obecnymi w wielu powszechnie stosowanych produktach roślinnych (owoc i liść senesu, kora kruszyny, korzeń rzewienia, owoc morwy indyjskiej). Z kolei związki antranoidowe takie jak emodyna i emodyna alonowa są podejrzewane o działanie genotoksyczne. Na szczególną uwagę, ze względu na wielokierunkowe działanie toksyczne, zasługuje kwas arystolochowy, występujący we wszystkich częściach rośliny Aristolochia sp. Wywołuje on nie tylko nefropatię, ale wywiera także działanie karcinogenne i genotoksyczne. Pomimo tego stosowany jest w dalszym ciągu w lekach tradycyjnej medycyny chińskiej (np. Guang Fang Ji, Guan Mu Tong, Ma Dou Ling, Tian Xian Teng, Qing Mu Xiang).
     
     
    Działanie mutagenne i karcinogenne ziołowych produktów naturalnych
     
     
       Temat ten podjęła Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem (International Agency for Research on Cancer - IARC) - agenda WHO mieszcząca się w Lyonie we Francji, która zajmuje się klasyfikacją czynników i substancji rakotwórczych. Organizacja ta, publikując monografie substancji o działaniu rakotwórczym, tom 82 poświęciła głównie tradycyjnym lekom roślinnych. Monografie IARC są bezpłatnie dostępne w internecie na stronie: http://monographs.iarc.fr/ENG/Monographs/PDFs.
     
       Analizując  przyczyny narastającej fali zachorowań na nowotwory należy także brać pod uwagę fakt,  że w pewnym stopniu za działania mutagenne i karcinogenne preparatów roślinnych  może być odpowiedzialna m. in. zmiana sposobu ich pozyskiwania, w związku z czym nie są one już tak „zdrowe” jak dawniej. Otóż należy zdawać sobie sprawę z tego, że obecnie ponad 75% surowców roślinnych do użytku farmaceutycznego pochodzi z upraw, a coraz mniejsza część ze zbioru naturalnego. Od pewnego czasu większość aspektów uprawy roślin leczniczych stała się przedmiotem zainteresowania agrotechniki i jest tylko pośrednio związana z farmakognozją. Oznacza to, że znaczna większość roślin leczniczych poddawana jest intensywnym zabiegom agrotechnicznym, mających za główny cel podniesienie wydajności produkcji. Co prawda uzyskiwany surowiec jest badany na zawartość toksycznych pozostałości (np. pestycydów), ale to nie znaczy, że nie zawiera tych zanieczyszczeń zupełnie.

       Innym zagadnieniem bezpośrednio związanym z tym tematem jest żywiołowy rozwój biotechnologii, która często metodami inżynierii genetycznej doprowadziła do powstania wielu nowych odmian roślin leczniczych o zwiększonej zawartości związków czynnych. Cieszą się z tego hodowcy roślin i producenci preparatów ale czy powinni cieszyć się także konsumenci i pacjenci?
     
     
    Interakcje ziołowych produktów naturalnych z lekami chemicznymi
     
     
     
       Zjawisko interakcji leków jest szeroko znane w medycynie. Wiele substancji czynnych, obecnych w leczniczych produktach roślinnych, może wywoływać zagrażające zdrowiu i życiu pacjentów interakcje z równocześnie stosowanymi lekami syntetycznymi. Dzieje się tak głównie wtedy, gdy nieświadomi pacjenci traktując substancje naturalne, zwłaszcza środki ziołowe, za nieszkodliwe przyjmują je  jednocześnie z lekami zaordynowanymi przez lekarza. Jak wielu osób mogą dotyczyć takie zagrożenia? Okazuje się, że całkiem sporej grupy, gdyż co najmniej kilkanaście procent populacji codziennie przyjmuje naturalne produkty lecznicze. Odsetek ten jest jeszcze wyższy w populacji chorych na nowotwory. Natomiast opublikowana w 2012 roku przez zespół chińsko - amerykańskich naukowców metaanaliza, obejmująca 460 pozycji piśmiennictwa wykazała, że są surowce roślinne jak np. ziele dziurawca (Hyperici herba), które  wykazują interakcje ze 147  lekami syntetycznymi. Wspomniany dziurawiec nie należy bynajmniej do wyjątków, bo inny popularny surowiec - liść miłorzębu (Ginkgo bilobae folium) wykazuje interakcje z około 50 lekami. Zestawiając liczbę osób przyjmujących naturalne produkty lecznicze z liczbą interakcji możemy wyobrazić sobie skalę problemu. Obecnie najbardziej aktualnym źródłem informacji na temat interakcji surowców roślinnych są monografie wspólnotowe, publikowane przez Komitet ds. Ziołowych Produktów Leczniczych (HMPC), działający przy Europejskiej Agencji Leków (EMA). Informacje te są dostępne na stronie: http://www.ema.europa.eu/ema/.
     
     
    Regulacje prawne rynku produktów naturalnych
     
     
       Konieczność ukształtowania bezpiecznego rynku roślinnych produktów leczniczych dostrzegły już w latach 90-tych ubiegłego wieku, powołane do tego instytucje międzynarodowe jak Unia Europejska (UE) i Światowa Organizacja Zdrowia (WHO). Także w wielu krajach zajęły się tym problemem narodowe organizacje, np. Amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków (FDA) w USA a w Polsce  Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych (URPL). Jedną z pierwszych prób było opublikowanie w 1992 roku przez unijny komitet CPMP, zajmujący się produktami leczniczymi, dokumentu pt. „Listing of herbs and herbal derivatives withdrawn for safety reasons – Herbal drugs with serious risks”. Z kolei Rozporządzeniem UE Nr 726/2004  powołano we wrześniu 2004 roku Komitet ds. Produktów Leczniczych Roślinnych (HMPC) w ramach Europejskiej Agencji Leków (EMA), zastępując dotychczasową grupę ekspertów CPMP. Rozporządzenie to określiło także wymogi związane z nadzorem nad monitorowaniem bezpieczeństwa stosowania produktów leczniczych. Także w 2004 roku opublikowana została Dyrektywa 2004/24/WE, która wprowadziła nowe pojecie Tradycyjnego Produktu Leczniczego Roślinnego (THMP), określiła uproszczoną procedurę prawną wprowadzania do obrotu tradycyjnych produktów leczniczych roślinnych, określiła wymagania  jakim powinien odpowiadać taki produkt oraz nałożyła obowiązek dostosowania dokumentacji rejestracyjnej do wymagań dyrektywy dla produktów tej kategorii. Uproszczona procedura rejestracyjna dotyczy jedynie produktów o odpowiednio długim czasie stosowania w obrębie Wspólnoty (15 lat). Bezwzględnym wymogiem kwalifikacji leku do kategorii THMP jest udokumentowanie bezpieczeństwa jego stosowania. Postanowienia  Dyrektywy 2004/24/WE zaczęły obowiązywać w całej Unii Europejskiej od 1 maja 2011 r.
     
       Właściwości toksyczne i farmakologiczne surowców roślinnych zwykle badane są w testach in vitro i in vivo. Tylko w nielicznych przypadkach dla leków roślinnych wykonane zostały randomizowane badania kliniczne. Obecnie publikowane są wytyczne związane z koniecznością prowadzenia badań surowców roślinnych w zakresie genotoksyczności.  
     
       Wiele z produktów zawierających substancje naturalne, w tym surowce roślinne, podlega różnej klasyfikacji, w zależności od swojego przeznaczenia i właściwości, jakie dla tej substancji określono. Są to tak zwane produkty z pogranicza. Mogą one być klasyfikowane jako leki,  żywność funkcjonalna lub suplementy diety. W ostatnim okresie część surowców roślinnych jest również stosowana w wyrobach medycznych. Prawodawstwo europejskie w zakresie suplementów diety reguluje Dyrektywa UE Nr 2002/46, obowiązująca od 1 sierpnia 2005 roku. Dyrektywa ta wprowadziła pojęcie suplementu diety, ujednoliciła kryteria oznakowania tego rodzaju środków spożywczych oraz wprowadziła wymogi dotyczące witamin i minerałów stosowanych w tych produktach.
     
       Surowce roślinne stosowane w środkach spożywczych, takich jak suplementy diety, nie podlegają żadnym przepisom nakazującym prowadzenie badań kontrolnych. Oceną suplementów diety i ich oświadczeń zdrowotnych zajmuje się Europejska Agencja ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA). W ramach EFSA opinie naukowe związane z substancjami stosowanymi w suplementach diety przygotowuje grupa robocza ds. produktów dietetycznych, żywienia i alergii (NDA). Grupa ta zajmuje się również oceną oświadczeń zdrowotnych, jakie mogą być zamieszczane na oznakowaniu suplementów diety. Nie stworzono jednak powszechnie dostępnej bazy danych, zawierającej aktualne dane toksykologiczne surowców roślinnych. Baza taka istnieje natomiast w USA i prowadzona jest przez Amerykańską Agencję ds. Żywności i Leków (FDA) pod nazwą „Poisonous Plant Database” - (http://www.accessdata.fda.gov/scripts/plantox/index.cfm). Konieczność stworzenia takiej bazy w USA zaistniała w związku z obecnością w tym kraju dużych grup etnicznych, pochodzących z różnych rejonów świata i stosujących zarówno ziołolecznictwo europejskie jak i indyjskie (ayurweda) oraz tradycyjne chińskie.
     
       W Polsce organem powołanym do oceny produktów leczniczych jest Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych (URPL). Jednostka ta zajmuje się między innymi oceną produktów leczniczych roślinnych. Zgodnie z przepisami „Ustawy o bezpieczeństwie żywności i żywienia”, jest ona również jednostką powołaną do wydawania opinii w sprawie suplementów diety, ale tylko takich, które spełniają wymogi produktu leczniczego.

       Natomiast nadzór nad rynkiem żywności, w tym pozostałych suplementów diety, sprawuje Główny Inspektorat Sanitarny (GIS). Jednak wspomniana Ustawa zobowiązuje producenta tylko do zawiadomienia GIS o zamiarze wprowadzenia do obrotu suplementu diety. Żadna instytucja państwowa nie ocenia ani jakości ani bezpieczeństwa tych produktów. Kwestia skuteczności nie jest w przypadku żywności brana pod uwagę, niemniej jednak powinny zostać ocenione zaproponowane przez wytwórcę tzw. oświadczenia zdrowotne dotyczące suplementu diety. Sądząc jednak po tym, że wielu wytwórców decyduje się wprowadzić na rynek surowce roślinne w kategorii żywności, nadając im „wskazania” niejednokrotnie bardziej rozbudowane niż dla leków,  można odnieść wrażenie, że mechanizmy oceny oświadczeń zdrowotnych nie działają zbyt sprawnie i wnikliwie.
     
     
    Perspektywy podniesienia bezpieczeństwa
    stosowania produktów naturalnych
     
     
       Pewne inicjatywy stworzenia listy surowców roślinnych, które mogą być dopuszczone do stosowania jako składniki leków lub suplementów diety, zostały podjęte przez grupę ekspertów z Polskiego Komitetu Zielarskiego, który w maju 2012 roku ogłosił „Listę surowców roślinnych do stosowania w suplementach diety”. Znalazły się na niej 272 pozycje z których ponad 40 zawiera uwagi i ograniczenia.
     
       Przedstawione rozważania nad zagadnieniami związanymi z działaniami niepożądanymi  leków roślinnych wskazują na wady obecnego systemu nadzoru i obiegu informacji. W ramach chociaż częściowej poprawy tej sytuacji, Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych (URPL) uruchomił powszechnie dostępny adres mailowy do zgłaszania niepożądanych działań leków. Najnowsza jego wersja brzmi: ndl@urpl.gov.pl.
     
       W zakresie interakcji surowców roślinnych zwraca uwagę fakt istnienia niepokojącego zjawiska nieinformowana lekarza o stosowaniu produktów pochodzenia naturalnego łącznie z lekami chemicznymi. Lekarze natomiast, mając w większości niewystarczającą wiedzę na temat właściwości leków roślinnych, nie zasięgają informacji od swych pacjentów o stosowaniu przez nich tego typu leków.
     
       W zaistniałej sytuacji, odpowiedzialność za bezpieczeństwo stosowania produktów pochodzenia naturalnego na polskim rynku, w znacznej mierze spada na farmaceutów w aptekach. Aby ich do tego zadania należycie przygotować, należy szerzej uwzględnić te zagadnienia przy opracowaniu toku studiów farmaceutycznych, a później prowadzić szkolenia w ramach doskonalenia zawodowego. Dobrze  wyszkolony farmaceuta będzie mógł przekazywać  swą wiedzę pacjentowi w ramach opieki farmaceutycznej.

    dr n. przyr., mgr farm. Karol Adamkowski


    Piśmiennictwo:
    1. Ashar B.H., Rowland-Seymour A. Advising patients who use dietary supplements. Am J Med. 2008; 121: 91-97.
    2. Bone K., Mills S. Principles and Practice of Phytotherapy. Elsevier, 2013.
    3. Bubela T., Boon H., Caulfield T. Herbal remedy clinical trials in the media: a comparison with the coverage of conventional pharmaceuticals. BMC Med. 2008; 26: 6-35.
    4. Clement Y.N., Williams A.F., Khan K., Bernard T., Bhola S., Fortuné M., Medupe O., Nagee K., Seaforth C.E. A gap between acceptance and knowledge of herbal remedies by physicians: the need for educational intervention. BMC Complement Altern Med. 2005; 18: 5-20.
    5. Cuzzolin L., Zaffani S., Benoni G. Safety implications regarding use of phytomedicines. Eur J Clin Pharmacol. 2006; 62: 37-42.
    6. Decyzja KE : COMMISSION DECISION of 21 November 2008 establishing of a list of herbal substances, preparations and combinations thereof for use in traditional herbal medicinal products. Dz. U. L 328/42 z 6.12.2008.
    7. Draft Guideline on selection of test materials for genotoxicity testing for traditional herbal medicinal products/herbal medicinal products. EMEA/HMPC/67644/2009.
    8. DIRECTIVE 2004/24/EC OF THE EUROPEAN PARLIAMENT AND OF THE COUNCIL of 31 March 2004 amending, as regards traditional herbal medicinal products. Directive 2001/83/EC on the Community code relating to medicinal products for human use; Dz. U. L 136/85 z 30.4.2004.
    9. Ernst E. Herbal medicines – they are popular, but are they also safe? Eur J Clin Pharmacology. 2006; 62: 1-2.
    10. IARC Monographs on the Evaluation of Carcinogenic Risks to Humans. Some Traditional Herbal Medicines, Some Mycotoxins, Naphtalene and Styrene. IRAC Press, Lyon 2002 Vol.82.
    11. Kemper K.J., Gardiner P., Gobble J., Woods C., Kemper K.J. Expertise about herbs and dietary supplements among diverse health professionals. BMC Complement Altern Med. 2006; 28: 6-15.
    12. Kennedy D.A., Seely D. Clinically based evidence of drug-herb interactions: a systematic review. Expert Opin. Drug Saf. 2011; 9(1):79-124.
    13. Lewkowicz-Mosiej T. Leksykon roślin leczniczych. Świat Książki 2003.
    14. Maggini V., Gallo E., Vannacci A., Gori L., Mugelli A., Firenzuoli F.   e-Phytovigilance for   misleading herbal information. Trends Pharmacol. Sci. 2013; 34(11): 594-595.
    15. Medicines and Healthcare Products Regulatory Agency. Public Health Risk with Herbal Medicines: an overview. London 2008.
    16. Public statement on “CPMP list of herbal drugs with serious risks, dated 1992”; EMEA/ HMPC/ 246736/05.
    17. Różański M., Widy-Tyszkiewicz E. Zagrożenia wynikające ze stosowania suplementów diety pochodzenia roślinnego. Polski Przegl. Kardiol. 2008; 10;  Suppl. 1: 49-52.
    18. Suchard J.R., Suchard M.A., Steinfeldt J.L. Physician knowledge of herbal toxicities and adverse herb-drug interactions. Eur J Emerg Med 2004;11:193-197.
    19. Tsai H.H., Lin H.W., Pickard A.S., Tsai H.Y., Mahady G. B. Evaluation of documented drug interactions and contraindications associated with herbs and dietary supplements: a systematic literature review. Int J Clin Pract  2012; 66(11):1056–1078.
    20. Williamson E.M. Drug Interactions Between Herbal and Prescription Medicines. Drug Safety 2003; 26(15): 1075-1092.
    21. Witkowicz J. Nefropatia arystolochowa. Przegląd Lekarski 2009; 66: 253-256.

     
  • Panorama samorządu.  ( 97 pozycji )
     
     
    INFORMATYZACJA W OCHRONIE ZDROWIA
     
      Projekt P1 realizowany przez CSIOZ
    i związany z nim system recept elektronicznych
    w kontekście wdrażania analogicznych systemów w Europie
    oraz prac samorządu aptekarskiego nad ustawą o zawodzie
     
     CZĘŚĆ DRUGA
     


    1) Karta Specjalisty Medycznego (KSM)

       Dostęp do danych zawartych w Internetowym Koncie Pacjenta jest bezpośrednio związany z posługiwaniem się Kartą Specjalisty Medycznego, która powinna być równocześnie stosowana do transmisji danych z wykorzystaniem podpisu cyfrowego. Wysoki poziom bezpieczeństwa dostępu, przechowywania i transmisji danych medycznych pacjentów powinien być jednym z najważniejszych priorytetów przy wdrażaniu Projektu P1. Przesyłanie w sieci Internet danych pacjentów bez zastosowania zaawansowanych algorytmów szyfrujących byłoby wyjątkowo niebezpieczne. Dotychczas odpowiednio wysoki poziom bezpieczeństwa przy akceptowalnych kosztach zapewnia zastosowanie podpisu elektronicznego. Podpis elektroniczny zapewnia trzy bardzo ważne elementy bezpieczeństwa:

    a)    szyfrowanie danych,
    b)    uniemożliwienie zmian (fałszowania) danych w trakcie transmisji,
    c)    jednoznaczną identyfikację nadawcy i odbiorcy.
     
       Ze względu na wyżej wymienione cechy podpisu elektronicznego Karta Specjalisty Medycznego wydawana dla farmaceutów powinna pełnić również bardzo ważną rolę w systemie recept elektronicznych.

       Niestety, w opublikowanym projekcie założeń projektu ustawy o zmianie ustawy o systemie informacji w ochronie zdrowia oraz niektórych innych ustaw z dnia 21 października 2013r. nie ma jednoznacznych zapisów dotyczących wydawania farmaceutom Kart Specjalisty Medycznego. Dlatego uwagi samorządu aptekarskiego do wyżej wymienionego projektu założeń nowelizacji ustawy zawierały bardzo ważne postulaty dotyczące zmian odpowiednich punktów wyżej wymienionego projektu założeń. Jeśli Karta Specjalisty Medycznego ma pełnić funkcję dokumentu potwierdzającego prawo wykonywania zawodu, to powinno to dotyczyć również farmaceutów. Należy również określić, czy karty te będą wykorzystywane do autoryzacji przez farmaceutów realizacji recepty elektronicznej – co byłoby działaniem analogicznym do potwierdzenia np. przez lekarza za pomocą KSM jego udziału w procesie udzielania świadczenia opieki zdrowotnej. Sposób autoryzacji recepty w postaci elektronicznej jest jednym z głównych aspektów w tym zakresie i powinien być określony już na etapie założeń projektu ustawy o zmianie ustawy o systemie informacji w ochronie zdrowia oraz niektórych innych ustaw. Jest to bardzo istotne również z tego względu, że jeśli do autoryzacji przez osoby realizujące recepty elektroniczne w aptece będą wykorzystywane karty KSM, to powinny być one również wydawane technikom farmaceutycznym – analogicznie jak karty te będą wydawane również osobom wykonującym u świadczeniodawcy tzw. czynności techniczne (m.in. rejestratorkom, sekretarkom medycznym, osobom zajmującym się sprawozdawczością).

       Karta Specjalisty Medycznego zawierająca klucze kryptograficzne oraz certyfikaty potwierdzające ważność związanych z nimi kluczy publicznych mogłaby być również wykorzystywana przez farmaceutów do przesyłania do NFZ rachunków refundacyjnych w postaci elektronicznej, bez konieczności przekazywania rachunków w postaci papierowej.
     
    2) Elektroniczna Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego (eKUZ)

       Elektroniczna Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego powinna również odgrywać kluczowe znaczenie w dostępie do Internetowego Konta Pacjenta, ponieważ zgodnie z założeniami Projektu P1 oraz ustawy o systemie informacji w ochronie zdrowia także pacjenci będą mieli dostęp do swoich danych zawartych w Internetowym Koncie Pacjenta. Trudno sobie wyobrazić, aby dane przesyłane z IKN do pacjenta nie były odpowiednio szyfrowane. Ponadto eKUZ pacjenta będzie również wykorzystywana do potwierdzania poszczególnych zdarzeń medycznych (powinna być również stosowana przy realizacji recept elektronicznych).

       W opublikowanym projekcie założeń do ustawy znajduje się zapis zgodnie z którym eKUZ pacjenta nie będzie zawierała zdjęcia. Należy jednak przeanalizować doświadczenia naszego zachodniego sąsiada w tym zakresie, ponieważ w Niemczech wszyscy ubezpieczeni pacjenci (około 70 milionów) muszą posługiwać się od 1 stycznia 2014r. jedynie nowymi kartami ubezpieczenia zdrowotnego, które zawierają również zdjęcie osoby ubezpieczonej.

    UWAGA:

       Ponieważ Karta Specjalisty Medycznego oraz Elektroniczna Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego mają kluczowe znaczenie zarówno dla funkcjonowania Internetowego Konta Pacjenta jak i systemu recept elektronicznych, doświadczenia innych krajów pokazują, że KSM i eKUZ powinny być wdrażane w pierwszej kolejności, z zachowaniem odpowiednio długiego czasu w celu wnikliwego przetestowania ich funkcjonalności ze szczególnym uwzględnieniem odpowiedniego poziomu bezpieczeństwa.

    3) Recepty elektroniczne

       Wdrażanie systemu recept elektronicznych powinno następować w dwóch etapach, dopiero po wcześniejszym wdrożeniu KSM i eKUZ:

    a) Etap 1 – równoległe funkcjonowanie recept papierowych i recept elektronicznych

    b) Etap 2 – wystawianie i realizacja recept w postaci elektronicznej, przy jednoczesnej możliwości drukowania papierowej kopii recepty zarówno przez lekarza jak i farmaceutę w aptece

       Pacjent powinien mieć możliwość realizacji wystawionej recepty elektronicznej w dowolnej aptece. Samorząd aptekarski powinien zdecydowanie sprzeciwić się propozycji zawartej w Projekcie P1 zgodnie z którą pacjent będzie dokonywać wyboru apteki, do której będą przesyłane wystawione recepty elektroniczne.

       W rozdziale 5 projektu założeń projektu ustawy o zmianie ustawy o systemie informacji w ochronie zdrowia oraz niektórych innych ustaw z dnia 21 października 2013r.
     
    5. Przepisy przejściowe i dostosowujące

    a) str. 30 ust 1:

        W ustępie 1 znajduje się zapis, że wdrożenie systemu e-Recept będzie procesem złożonym, długotrwałym i kosztownym, wymagającym kompleksowego przygotowania procesu wdrożenia oraz optymalnego rozłożenia kosztów zmian.

       Jednak przedstawiony projekt założeń nie zawiera żadnych bardziej szczegółowych danych dotyczących etapów wdrażania systemu recept elektronicznych poza zapisem, że:

    „1) dla e-Recept – obowiązku wystawiania jedynie w postaci elektronicznej od 1 sierpnia 2016r. Poziom informatyzacji aptek jest na tyle wysoki, że uprawnia do nałożenia obowiązku e-Recepty (poza sytuacjami wyjątkowymi) wcześniej niż pozostałych dokumentów.”

       Poziom informatyzacji aptek w Polsce jest obecnie rzeczywiście wysoki ale należy pamiętać, że apteki są tylko jednym z elementów tego systemu. Kluczowe znaczenie dla prawidłowego funkcjonowania systemu recept elektronicznych będzie miało również bezawaryjne działanie modułu zleceń Systemu Informacji Medycznej oraz programów komputerowych wykorzystywanych przez wiele tysięcy lekarzy, którzy dotychczas nie wykorzystywali jeszcze komputera nawet do wydruku recept na drukach papierowych (wypisywali recepty jedynie ręcznie). Ewentualne błędy w funkcjonowaniu tego systemu mogą mieć bardzo groźne skutki dla zdrowia i życia pacjentów.

       Dlatego wydaje się zasadne, aby w tym zakresie już na etapie założeń do projektu nowelizacji ustawy o systemie informacji w ochronie zdrowia oraz niektórych innych ustaw wykorzystane zostały doświadczenia z wdrażania systemu recept elektronicznych w Wielkiej Brytanii i określone zostało, że system recept elektronicznych będzie wdrażany w dwóch etapach:

     
    Etap 1
     

       Równolegle będą funkcjonowały recepty papierowe oraz recepty elektroniczne. Lekarz po wprowadzeniu recepty do komputera przesyła ją do modułu zleceń Systemu Informacji Medycznej oraz drukuje receptę papierową, na której drukuje dodatkowo specjalny identyfikator w postaci kodu kreskowego. Poniżej przedstawiam wygląd przykładowej recepty z wyżej wymienionym identyfikatorem w Wielkiej Brytanii.


     
     Żródło: NHS Electronic Prescription Service
     
       Drukowanie przez lekarza recepty na druku bardzo zbliżonym do aktualnie wykorzystywanych druków recept papierowych z jednym kodem kreskowym będzie ułatwiało wdrożenie tego etapu zarówno dla aptek jak i dla pacjentów.

       W trakcie realizacji recepty w aptece farmaceuta skanuje kod kreskowy identyfikatora – w wyniku czego zawartość recepty jest przesyłana do apteki z modułu zleceń Systemu Informacji Medycznej. Następnie aptekarz porównuje zawartość elektronicznie wczytanej recepty z danymi zawartymi na recepcie papierowej. Po wydaniu przepisanych leków odpowiednie dane i adnotacje są przesyłane z apteki do modułu zleceń Systemu Informacji Medycznej. W przypadku np. awarii modułu zleceń Systemu Informacji Medycznej lub innych błędów uniemożliwiających pobranie z tego modułu zawartości recepty apteka realizuje taką receptę jak zwykłą receptę papierową.

     
    Etap 2
     

       Recepty są przepisywane jedynie w postaci elektronicznej. Wydaje się być jednak zasadnym, aby w zależności od decyzji kierownika apteki, w aptece mogły być drukowane również papierowe kopie recept, co w wielu przypadkach ułatwi ich retaksację i ewentualne inne procedury kontrolne poprawności realizacji.

       Etap 2 powinien być wdrażany w życie dopiero wówczas, kiedy zdecydowana większość aptek i podmiotów uprawnionych do wystawiania recept będzie już bez problemów funkcjonować na poziomie Etapu 1. Bezawaryjne funkcjonowanie systemu recept elektronicznych na poziomie Etapu 1 wykaże, że wszystkie bazy danych i moduły transmisji funkcjonują właściwie oraz zarówno podmioty uprawnione do wystawiania recept jak i apteki nie mają problemów z funkcjonowaniem w tym systemie.

       Należy też podkreślić, że w Wielkiej Brytanii nawet po wdrożeniu drugiego etapu systemu recept elektronicznych, zarówno lekarze, jak i farmaceuci będą mieli możliwość drukowania kopii recepty w wersji papierowej nazywanej tokenem.

    UWAGA:

    W rozdziale 4 ustawy z dnia 28 kwietnia 2011r. o systemie informacji w ochronie zdrowia dotyczącym rejestrów medycznych wymienione są następujące rejestry centralne, które mają być utworzone:
     
    -    Centralny Wykaz Usługobiorców,
    -    Centralny Wykaz Usługodawców,
    -    Centralny Wykaz Pracowników Medycznych.
     
       W celu prawidłowego działania systemu recept elektronicznych powinien być również utworzony Centralny Wykaz Produktów Leczniczych i Wyrobów Medycznych, który w postaci bazy danych o ściśle określonym formacie byłby wykorzystywany zarówno przez osoby uprawnione do wystawiania recept jak i farmaceutów – w tym celu wykaz ten powinien być wykorzystywany przez wszystkich producentów oprogramowania dla aptek i lekarzy.

       W chwili obecnej lekarze i farmaceuci w aptekach wykorzystują różne bazy danych w których najważniejszym elementem umożliwiającym ich wzajemne powiązanie jest kod EAN. Ponieważ nawet po wielu latach od wdrożenia systemów informatycznych w aptekach nadal zdarzają się błędy w przyporządkowaniu właściwego kodu EAN do nazwy leku. Można sobie wyobrazić, że problem ten może być znacznie poważniejszy, jeśli wszyscy lekarze będą zobowiązani do wystawiania recept elektronicznych.

       Bardzo istotny jest również fakt, że wdrażanie Etapu 1 systemu recept elektronicznych w Wielkiej Brytanii rozpoczęte zostało w roku 2005 i dopiero od niedawna rozpoczęte zostało wdrażanie Etapu 2, kiedy w realizacji recept elektronicznych na zasadach Etapu 1 uczestniczy już ponad 90% uprawnionych podmiotów. Pomimo tego na początku 2013 roku termin zakończenia wdrażania Etapu 2 w Wielkiej Brytanii został przesunięty na rok 2018. Oznacza to, że pełne wdrożenie Etapu 2 w Wielkiej Brytanii będzie trwało 5 lat, a obydwa etapy będą wdrażane w sumie ponad 10 lat.

       Ponieważ Wielka Brytania to na razie jedyny z większych krajów europejskich, który osiągnął wysoki poziom zaawansowania we wdrażaniu systemu recept elektronicznych należy poważnie rozważyć, czy proponowany termin 1 sierpnia 2016r. wystawiania w Polsce recept jedynie w postaci elektronicznej jest realny.

       Należy też wziąć pod uwagę, że równoległe wdrażanie w krótkim czasie wielu baz danych i modułów systemu platformy P1 obejmujących również eKUZ i KSM może powodować wiele poważnych problemów i faktycznych opóźnień we wdrażaniu systemu. Przewidziany w projekcie założeń zaledwie 6-miesięczny odstęp od zakończenia wydawania KSM i uruchomienie wydawania kart eKUZ zaledwie 8 miesięcy przed obowiązkiem wystawiania recept jedynie w formie elektronicznej wydaje się być okresem zbyt krótkim.

    4) Podsumowanie

       Omówione zagadnienia dotyczące Projektu P1 – „Elektroniczna Platforma Gromadzenia, Analizy i Udostępniania zasobów cyfrowych o Zdarzeniach Medycznych” – przedstawione w bieżącym, jak również w poprzednim numerze Aptekarza Polskiego wskazują wyraźnie, że aktywny udział samorządu aptekarskiego w pracach legislacyjnych nad projektem nowelizacji ustawy o zmianie ustawy o systemie informacji w ochronie zdrowia oraz niektórych innych ustaw z dnia 21 października 2013r. będzie wyjątkowo ważny dla polskich aptekarzy.

       Zarówno nowelizowana ustawa o systemie informacji w ochronie zdrowia, jak i sposób realizacji projektu P1 będą miały kluczowe znaczenie dla wykonywania zawodu przez polskich farmaceutów w przyszłości oraz prac samorządu aptekarskiego nad ustawą o zawodzie aptekarza. Wyjątkowo istotne jest, aby wdrażanie nowych rozwiązań informatycznych w systemie ochrony zdrowia związane było z równoczesnym podnoszeniem pozycji zawodowej farmaceutów. Poszczególne etapy wdrażania tych rozwiązań powinny być wykonywane w odpowiedniej kolejności i okresach czasowych. Ponadto wdrażanie Projektu P1 nie powinno być przyczyną walki konkurencyjnej między aptekami – np. obecnie w projekcie systemu recept elektronicznych opracowanym przez CSIOZ pacjent będzie wybierał aptekę, do której będą przesyłane wystawione recepty elektroniczne. Samorząd aptekarski powinien stanowczo przeciwstawić się tego typu rozwiązaniom.


    mgr farm. Piotr Bohater
    Prezes Dolnośląskiej Izby Aptekarskiej
    Koordynator Departamentu Spraw Zagranicznych NRA
     

     
  • Opieka farmaceutyczna.  ( 21 pozycji )

       Na czym polegała praca aptekarza w czasach Łukasiewicza, a jakie wyzwania stoją przed współczesnymi farmaceutami? Na te pytania odpowiedzi szukali uczestnicy konferencji „Apteka Łukasiewicza, czyli człowiek w centrum uwagi”. W spotkaniu poświęconym wpływowi zmian demograficznych na opiekę medyczną i farmaceutyczną wzięli udział lekarze i farmaceuci z całego regionu, a także przedstawiciele władz miasta oraz społeczności lokalnej – słuchacze Jasielskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku oraz uczniowie szkół średnich.

       Konferencję zorganizował Urząd Miasta Jasła oraz Fundacja Instytut Łukasiewicza. Partnerami wydarzenia była Fundacja PGNiG im. Ignacego Łukasiewicza oraz Naukowa Fundacja Polpharmy. Patronat honorowy nad spotkaniem objął Marszałek Województwa Podkarpackiego, a także Podkarpacka Okręgowa Izba Aptekarska i Politechnika Rzeszowska im. Ignacego Łukasiewicza.

     
    Aptekarz w XIX wieku
     
     
       O tym, co znaczyło być aptekarzem w XIX wieku – czasach Łukasiewicza, opowiedziała Lidia Czyż, zastępca prezesa Podkarpackiej Okręgowej Izby Aptekarskiej, historyk farmacji. – Aptekarz był w centrum uwagi mieszkańców, udzielał porad. Wszystkie leki wytwarzał sam – mówiła Lidia Czyż. Jak dodała, ówczesna apteka była daleka od tego, co dziś często traktowane jest po prostu jak „sklep z lekami”.

       – Lek wykonywany dla indywidualnego pacjenta różnił się od tego, który dziś jest robiony w fabryce, dla wszystkich. W tamtych czasach nie było aptek czy punktów aptecznych na każdym kroku. Apteka powstawała za zezwoleniem wydawanym przez wysokich namiestników, nie było łatwo ją założyć. W całej Galicji było tylko 16 takich miejsc! – podkreślała wiceprezes POIA.
     
     
    Czym zajmowałby się dziś Łukasiewicz?
     
     
       Ignacy Łukasiewicz jako aptekarz miał bardzo wysoką pozycję w społeczności lokalnej, ale mimo to w pewnym momencie całkowicie odstąpił od działalności farmaceutycznej. Pochłonęła go całkowicie praca w przemyśle naftowym oraz działalność filantropijna. Nowe obszary działania uniemożliwiały pełne oddanie sprawom pacjentów – klientów apteki.
     
       – Gdyby Łukasiewicz żył dziś, z pewnością angażowałby się w rozwiązywanie współczesnych problemów społecznych. Takim zagadnieniem jest dziś demograficzne starzenie się społeczeństwa – stwierdził Maciej Zdziarski, prezes Instytutu Łukasiewicza, współorganizatora konferencji, wprowadzając zebranych w tematykę konferencji.
     
     
    Jak chorują seniorzy?
     
     
       Naukową część konferencji rozpoczął wykład dr med. Alicji Klich-Rączki, geriatry z Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego. Wystąpienie poświęcone było problemowi wielochorobowości i wielolekowości w geriatrii. Specjalistka przedstawiła katalog chorób swoistych w starości, zmian inwolucyjnych oraz chorób, które w przypadku osób starszych mają inny przebieg. Trudności diagnostyczne wynikają z atypowych symptomów (np. braku objawów, masek chorobowych), braku wyraźnych zmian w badaniach laboratoryjnych, a także mniejszej wiarygodności wywiadu i utrudnionej współpracy przy badaniach dodatkowych.
     
        Część prelekcji poświęcona została tzw. „wielkim zespołom geriatrycznym”, czyli chorobom swoistym w geriatrii. Należą do nich otępienia, majaczenie, nietrzymanie zwieraczy, upadki oraz tzw. zespół słabości (Frailty). – Człowiek starszy rzadko jest zdrowy. Osoby do 69. roku życia mają średnio 2,8 schorzeń. Najstarsi, po 80. roku życia – 3,7 schorzeń – zauważyła dr Klich-Rączka.
     
     
    Starsi pacjenci „lubią” leki
     
     
        Wielość chorób pociąga za sobą konieczność przyjmowania dużych ilości leków. – Problemem jest nie tylko ich ilość, ale też fakt, że działają na zmieniony w starości organizm – podkreślała geriatra. – W starszym wieku zwiększa się ilość tkanki tłuszczowej, zmniejsza się zawartość wody. Występuje skłonność do obrzęków, pogarsza się wątrobowy metabolizm leków. Są one także słabiej wydalane przez nerki. Ten sam lek może zupełnie inaczej zadziałać ze względu na wiek pacjenta.

       Jak dodała, zadaniem lekarza leczącego starszego pacjenta z wielochorobowością często jest wybór „mniejszego zła”. Standardy postępowania narzucają lekarzom stosowanie określonego rodzaju leków np. w przypadku choroby niedokrwiennej, niewydolności serca czy cukrzycy. – Stwarza to ogromne wyzwanie dla lekarza zajmującego się pacjentem. Musimy pamiętać, że przy jednoczesnym zażywaniu 5 leków ryzyko wystąpienia interakcji wynosi 50%, a w przypadku 8 – 100%. Jeżeli podajemy pacjentowi 10 leków, szkodzimy mu – podkreślała dr Klich-Rączka.
     
     
    Niebezpieczna farmakoterapia
     
     
       Kwestię błędów w farmakoterapii podjęła także dr farm. Agnieszka Neumann-Podczaska z Katedry Geriatrii i Gerontologii Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu. Opowiedziała o zjawisku kaskady preskrypcji. – W geriatrii bardzo często leczymy nie same schorzenia, ale skutki działań niepożądanych leków. Często nie rozpoznajemy tych działań i leczymy je jako chorobę – mówiła dr Neumann-Podczaska.

       Specjalistka zaprezentowała kilka przykładów niebezpiecznych interakcji i działań niepożądanych leków, które są popularne wśród starszych pacjentów, m.in. wyciągów z grejpfruta, dziurawca, a także niesteroidowych leków przeciwzapalnych. Pokazywała, jakiego typu kroki może podjąć farmaceuta, by zapobiec błędom w farmakoterapii seniorów.
     
     
    Opieka farmaceutyczna
     
     
       Odpowiedzią na problemy z farmakoterapią starszych pacjentów jest opieka farmaceutyczna. Katedra Geriatrii i Gerontologii UM w Poznaniu realizuje projekt opieki farmaceutycznej w geriatrii, finansowany przez Narodowe Centrum Nauki. – Chcemy pokazać, jak  praktycznie oceniać poprawność farmakoterapii. Mamy nadzieje, ze to, co uda nam się stworzyć, będzie docelowo narzędziem pracy wszystkich farmaceutów – mówiła dr Neumann-Podczaska.

       Temat opieki farmaceutycznej podjął także dr Wojciech Kuźmierkiewicz, prezes Naukowej Fundacji Polpharmy. – O potrzebie świadczenia takiej opieki przekonuje nas przykład innych krajów. Stworzenie tego modelu w Stanach Zjednoczonych wynikało z potrzeby lepszego wykorzystania farmaceuty i zmiany roli apteki. Farmaceuta może pomóc pacjentowi uniknąć problemów odlekowych w sytuacji, gdy ten chodzi do kilku lekarzy. To, czym może wygrać dziś aptekarz, to opieka farmaceutyczna – stwierdził dr Kuźmierkiewicz.
     
     
    Przestrzeganie zaleceń lekarskich jako wyzwanie
     
     
       Uczestnicy konferencji zgodnie przyznali, że w opiece farmaceutycznej kluczową kwestią jest wsparcie przestrzegania zaleceń lekarskich przez pacjentów (compliance). Sprawą tą od lat zajmuje się Naukowa Fundacja Polpharmy, na zlecenie której kilka lat temu przeprowadzono badania dotyczące poziomu przestrzegania zaleceń lekarskich przez pacjentów. – Próbowaliśmy odpowiedzieć na pytanie, co pacjentów motywuje do przestrzegania zaleceń lekarskich, a co jest barierą, nie pozwalającą stosować się do nich – wyjaśniała Bożenna Płatos, kierownik biura Fundacji.

       Dr hab. med. Przemysław Kardas, profesor Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, przedstawił wyniki badań dotyczących przestrzegania zaleceń lekarskich przez pacjentów. Według tych danych jedna czwarta recept nigdy nie jest realizowana, a połowa pacjentów, którzy wykupują przepisane leki, nie przestrzega zaleceń co do ich stosowania. Ocenia się, że blisko jedna piąta hospitalizacji osób starszych jest uwarunkowana nieprzestrzeganiem zaleceń terapeutycznych.

       Jak dowodził prof. Kardas, Polacy lekceważą zalecenia terapeutyczne zarówno w chorobach bezobjawowych (jak nadciśnienie czy cukrzyca), jak i objawowych (np. infekcje, padaczka, astma). Według specjalisty kluczowa jest edukacja pacjentów i uświadomienie im szkodliwości takiego działania. – Lek, którego nie biorę, nie działa. Lek, który biorę niesystematycznie, nie działa tak dobrze, albo nie działa w ogóle – zauważył prof. Kardas.
     
     
    Komunikacja z pacjentem
     

       Ekspert zwrócił uwagę na rozwiązania sprzyjające systematycznemu leczeniu, które są lub wkrótce będą do dyspozycji lekarzy i pacjentów. Należą do nich Zintegrowany Informator Pacjenta, system Internetowego Konta Pacjenta oraz e-recepta. – Kiedy pacjent leczy się niesystematycznie, cała nasza działalność lekarska i farmaceutyczna jest nic nie warta. Nie da się leczyć wbrew pacjentowi. Skutecznie można leczyć tylko razem z nim – podsumował prof. Kardas.

       Na wagę dobrej komunikacji ze starszym pacjentem zwróciła uwagę także Agnieszka Turkot, psycholog z Kliniki Psychiatrii Dorosłych Collegium Medicum UJ. – Choroba jest częścią historii życia, którą warto poznać, choć często ani lekarz, ani farmaceuta nie mają na to czasu – zauważyła. – Tymczasem często pacjent przychodzący do lekarza często wcale nie przychodzi po lek. Oczekuje raczej zrozumienia, wsparcia – tego, że ktoś zada mu pytanie, dlaczego cierpi.
     

       Konferencję zakończyła dyskusja, podczas której prelegenci mówili o istocie opieki farmaceutycznej i szansach jej zaistnienia w polskich warunkach. Spotkanie odbywało się pod patronatem edukacyjnym „Czasopisma Aptekarskiego”. Patronat medialny nad konferencją objęły tytuły branżowe: „Aptekarz Polski”, „Farmacja Praktyczna”, „Świat farmacji” oraz „Zdrowie Seniora”, a także media regionalne, m.in. Polskie Radio Rzeszów oraz „Gazeta Codzienna Nowiny”.
     
      Materiał prasowy Fundacji Instytutu Łukasiewicza
     
  • Biblioteka farmaceuty.  ( 34 pozycji )
     
     PREPARATY GALENOWE
     
     
     
        Termin „leki galenowe” pochodzi od nazwiska Galena, który jako pierwszy zaczął stosować przetwory z roślin, słusznie twierdząc, że działanie medykamentu zależy od jego formy. Dbał wyjątkowo o wysoką jakość leków, które – według własnego pomysłu – sporządzał. Współcześnie pod mianem „preparaty galenowe” rozumie się uzyskane z surowców naturalnych (pochodzenia roślinnego, zwierzęcego lub mineralnego) leki wytworzone według ściśle określonego przepisu. Źródłem może być farmakopea, chociaż termin ten odnoszony jest również do leków stworzonych według receptur pochodzących z manuałów i receptariuszów. Preparaty galenowe mogą być stosowane jako pojedyncze leki (np. krople miętowe, syrop prawoślazowy), jak również jako półprodukty dla przygotowywanych w aptece leków recepturowych i leków wytwarzanych przez przemysł.

       Autorzy sięgają do najstarszych wydań Farmakopei - także FP III i IV – trudniej dostępnych dla młodszego pokolenia aptekarzy.  Między innymi z wydania III pochodzi monografia wody koprowej, spirytusu lawendowego czy wyciągu kozłkowego gęstego. Wiele przepisów na preparaty galenowe zawarto właśnie w Farmakopei Polskiej IV, jednak nie powtórzono ich w kolejnych wydaniach. Najstarsze zamieszczone receptury pochodzą z FP II i opisują między innymi dziegieć sosnowy, smołę z węgla kamiennego czy przepis na ulepek z jodkiem żelazawym. Autorzy zaczerpnęli także z nowszych wydań, w tym z wydania VIII FP. Dzięki tej kompilacji, w jednym miejscu można znaleźć potrzebne informacje bez konieczności przeglądania kolejnych tomów – dosyć już licznych - Farmakopei.

       Publikacja składa się z 22 rozdziałów, przy czym pierwszy z nich poświęcony jest wodzie i metodom jej otrzymywania. Kolejne działy omawiają roztwory wodne, wody aromatyczne, octy lecznicze, syropy, spirytusy lecznicze, jod i roztwory jodu, soki roślinne, wyciągi, nalewki, oleje i tłuszcze zwierzęce, woski, mydła, plastry, a także dziegcie. W książce Czytelnicy znajdą nie tylko same przepisy, ale także wprowadzenie do konkretnego rozdziału, a w koniecznych przypadkach również omówienie metod przygotowania poszczególnych postaci (na przykład syropów na gorąco i na zimno, nalewek poprzez macerację i perkolację). Same monografie przedstawione są w sposób rozbudowany. Przykładowo omówienie Aqua Calcis posiada oznakowanie na podstawie której farmakopei powstał opis, synonimy, postać i właściwości, przygotowanie, przechowywanie, działanie i zastosowanie oraz komentarz.

       W ostatnim rozdziale autorzy podają kilkanaście niefarmakopealnych przepisów recepturowych - między innymi na płukankę Schwarza, mieszankę Pawłowa, maść Wilkinsona czy maść tranową. Książka zawiera indeks i skorowidz rzeczowy.

       Książka dedykowana jest przede wszystkim studentom, należy jednak ocenić iż będzie przydatna również praktykującym farmaceutom, w tym w szczególności specjalizującym się. W przypadku dziedziny praktycznej, jaką jest wytwarzanie i sporządzanie leków zawsze znajdą się obszary wymagające uzupełnienia własnych wiadomości. Przykładowo w „Preparatach galenowych” znalazłam poszukiwane przeze mnie od dawna informacje dotyczące sterylizacji etanolu, który – wbrew powszechnej opinii – nie jest preparatem samojałowiącym się. Należy mieć nadzieję, że publikacja przyjmie się dobrze i będzie mieć kolejne, poszerzone wydania.
     
    mgr farm. Olga Sierpniowska


    „Preparaty galenowe”
    Wydawnictwo MedPharm Polska
    Wydanie I polskie
    Janusz Pluta, Dorota Haznar-Garbacz
    Bożena Karolewicz, Magdalena Fast
    192 strony
     
     
  • Rozmowy Redakcji.  ( 11 pozycji )


     
     
     
     
     
     
     
     
     
     CHCEMY WZIĄĆ Z WAS PRZYKŁAD
     
       Rozmowa Aptekarza Polskiego z Profesorem Eduardasem Taraseviciusem, prezesem Litewskiego Towarzystwa Farmaceutycznego, gościem Naczelnej Rady Aptekarskiej na obchodach X Ogólnopolskiego Dnia Aptekarza w dniu 18 września 2013 roku w Warszawie.

     - Korzystamy z okazji, że jest Pan Profesor gościem polskich aptekarzy  i chcemy prosić o krótką rozmowę.
     
    - Zgoda na rozmowę. Biorę udział w tym spotkaniu na zaproszenie pana doktora Grzegorza Kucharewicza, prezesa Naczelnej Rady Aptekarskiej. Byłem przyjemnie zaskoczony tym zaproszeniem. Jest mi bardzo miło, że mogę uczestniczyć wraz z polskimi aptekarzami w obchodach X Ogólnopolskiego Dnia Aptekarza. Idea obchodów Dnia Aptekarza, który jest świętem całej rodziny aptekarskiej zyskała poparcie Międzynarodowej Federacji Farmaceutycznej. Święto to jest obchodzone także w innych krajach.
     
    - Czy na Litwie także świętuje się Dzień Aptekarza?

    Tak. Podobnie jak w Polsce nasze święto nawiązuje do postaci Świętych Kosmy i Damiana. Nasze obchody odbędą się kilka dni później, 25 września w kościele Świętego Jana położonym na terenie Uniwersytetu Wileńskiego. W tym kościele znajduje się obraz naszych Świętych Patronów.   
     
    - Ilu członków liczy Litewskie Towarzystwo Farmaceutyczne? Proszę przybliżyć nam profil działania Towarzystwa, któremu Pan Profesor prezesuje.

    - Na Litwie nie ma Izby Aptekarskiej. Przynależność farmaceutów do naszej organizacji jest dobrowolna. Do Towarzystwa należy 500 członków. Farmaceuci związani z sieciami aptek nie zgadzają się w pełni z naszym programem.
    - Pomimo, że nie skupiamy wszystkich litewskich aptekarzy, to mamy pozytywny program dla aptekarstwa. Walczymy z dobrym skutkiem. Oto przykład z ostatnich tygodni. Litewski Parlament uznając przedstawiane przez nasze Towarzystwo argumenty przeciwko wprowadzeniu leków do obrotu pozaaptecznnego odrzucił projekt ustawy zezwalającej na obrót lekami na stacjach benzynowych.

    - Jaka jest sytuacja aptek na Litwie? Proszę przedstawić obraz litewskiego aptekarstwa.

    - Wiele aptek należy do sieci. Około 200 aptek to apteki indywidualne. Na litewskim rynku aptecznym jest ostra konkurencja. Apteki indywidualne są zmuszone do podjęcia narzuconej przez sieci walki konkurencyjnej. Sytuacja ekonomiczna aptek indywidualnych nie jest dobra.
     
     - Czy na Litwie możliwa jest reklama leków oraz reklama aptek?

    - Niestety, reklama jest u nas dozwolona, co uznajemy za niewłaściwe. Reklamują się zwłaszcza apteki sieciowe. Chcemy wziąć z Was przykład i doprowadzić do wprowadzenia zakazu reklamy aptek i ich działalności.

    - Jakie jeszcze postulaty dotyczące ładu na rynku farmaceutycznym przedkłada rządowi i ustawodawcy Litewskie Towarzystwo Farmaceutyczne?

    - Przed kilku laty nasze Towarzystwo złożyło w ministerstwie zdrowia projekt nowelizacji prawa w celu ustanowienia racjonalnej struktury i liczby aptek. Domagamy się wprowadzenia tak zwanej geografii i demografii.

    - Jak się układają kontakty Towarzystwa z polskim samorządem aptekarskim?

     
     - Są to kontakty częste. Już niedługo, w listopadzie, na Uniwersytecie Kowieńskim odbędzie się międzynarodowa konferencja farmaceutyczna. Spodziewamy się gościć na tej konferencji przedstawicieli Naczelnej Izby Aptekarskiej. Serdecznie ich zapraszamy. Wydarzeniem towarzyszącym konferencji będzie otwarcie nowej siedziby Wydziału Farmaceutycznego Uniwersytetu w Kownie.

    - Czego życzy Pan Profesor polskim aptekarzom z okazji Dnia Aptekarza?

    - Życzę zadowolenia i satysfakcji z pracy dla pacjentów. Życzę poprawy sytuacji ekonomicznej aptek. Naczelnej Izbie Aptekarskiej życzę, żeby podjęła działania w celu przystąpienia do Międzynarodowej Federacji Farmaceutycznej (FIP), która jest prężną organizacją. Organizowane przez FIP kongresy są ważnymi wydarzeniami wytyczającymi kierunki rozwoju farmacji na świecie. Wszystkim okręgowym izbom aptekarskim życzę jedności w działaniach na rzecz realizacji programowych celów waszego samorządu.

    Rozmawiał Zbigniew Solarz
    Tekst rozmowy nieautoryzowany
     
  • Listy do Redakcji  ( 30 pozycji )

    Drodzy Aptekarze i Farmaceuci,

     w związku ze zbliżającym się X Ogólnopolskim Dniem Aptekarza pragnę złożyć Wam serdeczne podziękowania za trud codziennej, niezwykle odpowiedzialnej pracy. Każdego dnia okazujecie pacjentom, że ich zdrowie jest najważniejsze, służąc im fachową opieką farmaceutyczną.
     
    Święto Kosmy i Damiana, prekursorów farmacji klinicznej, patronów aptekarzy i farmaceutów to doskonała okazja, aby zwrócić uwagę na wysiłek, który – jako ich naśladowcy – wkładacie w wykonywane obowiązki i należycie go docenić.

    Obchody na cześć patronów farmacji mają wielowiekową tradycję. Uszanowanie tej szczególnej profesji wiąże się z ogromnym znaczeniem zawodu aptekarza. Spoczywa na Was duża odpowiedzialność związana z przywracaniem zdrowia innym. Wykonujecie zawód zaufania publicznego, a jedną z najważniejszych cech Waszej profesji jest potrzeba nieustannego kształcenia się i zdobywania aktualnej wiedzy w dynamicznie rozwijającej się dziedzinie nauki, jaką jest farmacja. Cieszy mnie nie tylko Wasza dokładność i profesjonalizm, lecz także wrażliwość i zrozumienie, które okazujecie w kontakcie z pacjentami – są to dzisiaj niezwykle cenne i potrzebne umiejętności.
     
    W tym szczególnym dniu powinniśmy pamiętać również o samorządzie aptekarskim, któremu składam wyrazy szacunku i uznania za ich aktywną działalność na rzecz rozwoju środowiska zawodowego oraz podziękowania za partnerską współpracę. Mam nadzieję, że będzie się ona stale rozwijać.    

    Z życzeniami wszelkiej zawodowej i osobistej pomyślności
     


     
     
    Patroni Aptekarzy i Farmaceutów
     
    Kosma i Damian (26 września)
     
     
        Wspominamy w liturgii Kościoła, jak co roku w dniu 26 września świętych patronów Aptekarzy i Farmaceutów. Wiemy, że z powołania byli medykami i ponieśli śmierć męczeńską w obronie wiary i wartości chrześcijańskich w czasie prześladowań za cesarza rzymskiego Dioklecjana ok. 287 roku. Weszli do historii medycyny jako bezinteresowni lekarze. Ich posługa lekarska opierała się na wdzięczności wobec Boga za otrzymane dary. Kierowali się wyłącznie motywem miłości do człowieka chorego i bezwarunkowym obowiązkiem jego leczenia. Ich świadectwo chrześcijańskiej bezinteresowności pociągnęło wiele osób do wiary i naśladowania zasad Ewangelii. Ich oddanie chorym ukazało lepiej świętość życia ludzkiego i bezwarunkowy obowiązek jego ochrony. W naszych czasach służba medyczna i męczeństwo świętych braci bliźniaków inspiruje do przemyślenia jakości naszej posługi na rzecz chorych i cierpiących.

       Warto zwrócić uwagę na fakt, że Kosma i Damian ponieśli okrutną śmierć męczeńską, mimo że nieśli bezinteresowną pomoc wszystkim chorym bez różnicy. Prześladowanie chrześcijańskiego lekarza z powodu jego przekonań może sugerować, że w samej praktyce medycznej nie zawsze liczy się dyspozycyjność i poświęcenie. Obserwujemy również dzisiaj przypadki prześladowania przedstawicieli Służby Zdrowia z powodu swej przynależności religijnej i głoszonych przekonań etycznych. Lekarz, który przez 20 lat pracuje ofiarnie przy łóżku chorego w jednym z krajów afrykańskich, zostaje obciążony odpowiedzialnością za ludobójstwo tylko dlatego, by pozbawić go autorytetu moralnego i medycznych kompetencji. Wystarczy także pomyśleć o marginalizacji aptekarzy, którzy mają odwagę współdziałać na rzecz poszanowania życia ludzkiego od momentu poczęcia aż do naturalnej śmierci. Chociaż są oni nieliczni i mało popularni w swoim środowisku, zasługują na szczególne uznanie za odwagę sprzeciwu wobec niszczenia zdolności ludzkiej prokreacji, albo jej radykalnego podporządkowania prawom biotechnologii i w gruncie rzeczy dehumanizacji.

       Nadchodzące święto Patronów pracowników Służby Zdrowia niech będzie dla mnie okazją do przekazania gorących pozdrowień i serdecznych życzeń dla wszystkich Aptekarzy i Farmaceutów polskich.

    Ks. Stanisław Warzeszak,
    Dyrektor Krajowy Duszpasterstwa Służby Zdrowia

     
  • Warto wiedzieć.  ( 28 pozycji )
    Warszawa, 12.12.2013 r.

    KOMUNIKAT Nr 5/2013
    GŁÓWNEGO INSPEKTORA FARMACEUTYCZNEGO

    w sprawie obowiązków hurtowni farmaceutycznych, wynikających z ustawy - Prawo farmaceutyczne.

       W związku z nowelizacją ustawy z dnia 6 września 2001 r. - Prawo farmaceutyczne, wprowadzoną ustawą z dnia 27 września 2013 r. o zmianie ustawy- Prawo farmaceutyczne oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. z 2013 r. poz. 1245), która weszła w życie dnia 25 listopada 2013 r., Główny Inspektor Farmaceutyczny przypomina, iż art. 1 pkt 26 tejże ustawy dodał nowy rozdział „Nadzór nad bezpieczeństwem stosowania produktów leczniczych, z wyłączeniem produktów leczniczych weterynaryjnych”.

       We wskazanym powyżej rozdziale znajduje się przepis art. 36z ust. 1, który stanowi: „1. Podmiot odpowiedzialny oraz przedsiębiorcy zajmujący się obrotem hurtowym produktami leczniczymi są obowiązani zapewnić, w celu zabezpieczenia pacjentów, nieprzerwane zaspokajanie zapotrzebowania podmiotów uprawnionych do obrotu detalicznego produktami leczniczymi i przedsiębiorców zajmujących się obrotem hurtowym produktami leczniczymi w ilości odpowiadającej potrzebom pacjentów.”

       Jednocześnie wskazuję, iż zmianie uległ również art. 81 ust. 1 pkt 2 ustawy - Prawo farmaceutyczne, który otrzymał brzmienie: "Główny Inspektor Farmaceutyczny, cofa zezwolenie na prowadzenie hurtowni farmaceutycznej, jeżeli przedsiębiorca naruszył przepis art. 36z w odniesieniu do produktów leczniczych objętych refundacją.”

       Mając na uwadze powyższe regulacje, Główny Inspektor Farmaceutyczny informuje, iż w każdym przypadku powzięcia informacji o niewypełnianiu obowiązku wynikającego z art.. 36z ustawy - Prawo farmaceutyczne, będą wszczynane stosowne postępowania administracyjne w przedmiocie cofnięcia zezwolenie na prowadzenie hurtowni farmaceutycznej.

    Główny Inspektor Farmaceutyczny
    Zofia Ulz
     
  • Edukacja  ( 17 pozycji )

       Często wybiegam myślami w przyszłość. Właściwie robię to nieustannie. To jedna z moich wielu wad i jestem w pełni tego świadoma. Choć podejmuję próby walki z nią, to zawsze kończą się one porażką. Wciąż słyszę te same słowa: „Nie pisz scenariuszy!”, „Nie planuj!”, „Żyj chwilą!”. Wiem, ale to jest silniejsze ode mnie. Myślę, że to ta właśnie cecha umożliwiła mi na łamach poprzedniego „Aptekarza Polskiego” pisać o perspektywach, które czekają nas, przyszłych absolwentów farmacji. Jednak za nim zderzymy się z pracą zawodową, ważne jest, aby opanowaną – przez okres pięciu lat studiów – wiedzę poprzeć doświadczeniem. Pierwszym poważnym sprawdzianem będzie półroczny staż, ale to dopiero przed nami. Mamy za sobą natomiast krótką, bo jednomiesięczną, ale myślę, że znaczącą praktykę. Dlatego tym razem wracamy do przeszłości…
     
        Z niezrozumiałych dla wielu względów, na praktykę zdecydowałam się w lipcu. Nierzadko żar lał się z nieba, co jeszcze bardziej potęgowało emocje, które mną targały. Podekscytowanie, radość mieszały się ze strachem, lękiem i niepokojem. Wybór apteki był przypadkowy, więc tak naprawdę nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać. Odwagi dodawał mi mój biały fartuch. Nowy, nieskazitelnie czysty, starannie wyprasowany. To niedorzeczne można powiedzieć. Dla mnie jednak był on symbolem drogi, którą przebyłam – od pomocy aptecznej do praktykantki.
     
        Podobnie jak moi znajomi, zaczęłam od metkowania. To pierwsze przydzielone nam zadanie. Dla niektórych jedyne… bo wypełniało im całe dnie. W moim przypadku było inaczej: jak się okazało, nie zapomniałam tego, czego nauczyłam się kilka lat temu. Pudełka od hurtowników szybko się opróżniały, na rzecz aptecznych koszyków, które zapełniały się odpowiednio oznakowanymi lekami. Sprawnie wykonana praca umożliwiła mi zapoznanie się z apteką, bo wbrew sceptycznemu nastawieniu pracowników, podjęłam się próby rozmieszczenia towaru. Wiedziałam, że na pewno nie uda mi się tego zrobić bezbłędnie, ale to jedyna droga, żeby poznać miejsce, w którym spędzę kolejny miesiąc. Sprawiało mi to dużą radość, ponieważ tym razem wiedziałam, co trzymam w dłoni i świadomie umieszczałam preparat na odpowiednią półkę – pierwszy raz w życiu!
     
        Mój entuzjazm z czasem gasł. Mimo obszernego programu do zrealizowania, właściwie ciągle robiłam to samo. Zajmowałam się dostawami towaru, ale przede wszystkim oczekiwałam na wykonanie leku recepturowego. Niestety daremne było to czekanie, bo akurat w mojej aptece takich recept brakowało. Na nic zdała się moja ciekawska natura i tendencja do zadawania zbyt wielu pytań – mój opiekun nie miał w sobie cech nauczyciela, a przekazywanie mi szczątków wiedzy przychodziło z ogromnym trudem. Wiem, że to ciężkie zadanie i nie każdy ma takie zdolności. Jestem córką nauczycielki, która wybrała ten zawód świadomie, a dzielenie się wiedzą przychodzi jej z łatwością. Mnie się ta sztuka nie udała, dlatego ku zdziwieniu wszystkich, nie poszłam w ślady mamy. Dlatego też jestem w tej kwestii wyrozumiała. Jednak jestem typem „zadaniowca” i zawsze podejmuję próby. Niestety ja takich chęci nie zauważyłam… Robiłam więc to, co najlepiej mi wychodzi, czyli obserwowanie. W ten sposób się uczyłam. Na szczęście, choć na zaledwie dwa ostatnie tygodnie wróciła z urlopu magister, która wykazała większe zaangażowanie, bo chyba zauważyła u mnie ten „pęd do wiedzy”. Dzięki niej stanęłam za pierwszym stołem – pierwszy raz w życiu!
     
        Kilka dni spędzonych przy okienku, tym razem nie jako obserwator, ale czynny uczestnik, było fantastycznych! Właśnie wtedy poczułam, że to jest moje miejsce, tym chcę się zajmować i dokonałam dobrego wyboru! Nauczyłam się obsługi programu komputerowego, sprawdzania recept i ich czytania. A po odpowiednie leki nie szłam, a biegłam do magazynu. Stojąca za moimi plecami magister nierzadko mnie uspokajała, żebym zwolniła, bo pacjenci się przyzwyczają i jak odejdę, to będą od niej oczekiwać takiego tempa. Te nadwyżki energii czerpałam od ludzi, z którymi nawiązywałam pierwszy, nieśmiały kontakt. Wykazywali dużo cierpliwości, wyrozumiałości, a pojawiające się na mojej twarzy wypieki wywoływały u nich uśmiech. Czasami i mnie się on udzielał, gdy np. zawstydzony chłopak przyszedł i poprosił mnie o… szczoteczkę do zębów. Nic nie byłoby w tym dziwnego, gdyby nie jego zalana rumieńcem twarz, kiedy zapytałam, jaki kolor sobie życzy, a on pozwolił mi samej zdecydować. Takie miłe i sympatyczne sytuacje ułatwiały przyswajanie wiedzy, choć zdarzały się też przykre i trudne momenty. Sprzedaż strzykawek, igieł i kontakt z narkomanem – pierwszy raz w życiu!
     
        W jednym ze swoich felietonów Maciej Stuhr napisał: Niezależnie od tego, ile mamy lat, los wciąż stawia nas w pewnych sytuacjach po raz pierwszy w życiu. I całe nasze doświadczenie, opinie, nawyki trzeba na nowo weryfikować. Może nie trzeba, ale czasem warto. Właśnie te „pierwsze razy w życiu” powodują, że życie zaczynamy przeżywać od nowa. Że znów patrzymy w przyszłość. I dlatego nie bójmy się tego robić, bo tylko patrząc w przyszłość i korzystając z doświadczenia przeszłości, możemy osiągać zamierzone cele.

    Anna Rogalska
    studentka V roku
    Wydziału Farmaceutycznego
    Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu
     
    Fot. Fotolia.pl
     
  • Lex Apothecariorum.  ( 45 pozycji )

       Po raz kolejny w odstępie kilku lat Europejski Trybunał Sprawiedliwości potwierdził, że istnieją obszary, w których każdy kraj należący do Wspólnoty może wprowadzać ograniczenia i limity swobód stanowiących podstawowe kanony funkcjonowania Unii Europejskiej. Takim obszarem jest z pewnością ochrona zdrowia obywateli, którego nieodzownym elementem jest system zaopatrywania pacjentów w niezbędne do leczenia i utrzymywania prawidłowego stanu zdrowia produkty lecznicze, czyli system apteczny. Prawo unijne kształtowane przez precedensy sądu w Luksemburgu, jak również wynikające z treści dyrektyw unijnych dość jednoznacznie wskazuje, że materia wykonywania zawodu farmaceuty oraz prowadzenia apteki nie jest skoordynowana i jednakowa, a państwa członkowskie UE mają zapewnioną daleko idącą w tej dziedzinie kompetencję wyłączną. Wystarczy w tym miejscu odwołać się do treści samego Traktatu o Funkcjonowaniu UE, który w art. 168 ust. 7 przyznaje ustawodawstwu krajowemu samodzielność w dziedzinie regulowania systemu usług służby zdrowia i funkcjonowania aptek. Wyłączenia te są powielone m.in. w tzw. dyrektywie usługowej Bolkensteina (2006/123/WE; motyw 22) oraz dyrektywie o uznawaniu kwalifikacji zawodowych (2005/36/WE; motyw 26).

       14 lutego 2014 roku ETS w wyroku wydanym pod sygnaturą C 367/12 uznał, że specyficzne kryteria demograficzne stosowane w Austrii przy wydawaniu zezwoleń na otwieranie nowych aptek są niezgodne z unijną swobodą przedsiębiorczości (art. 49 TU). Trybunał nie zakwestionował jednak ustawodawstwa krajowego, ustalającego kryteria geograficzne i demograficzne przy koncesjonowaniu aptek jako zasady ogólnej. W Austrii otwarcie nowej apteki wymaga uprzedniego wydania zezwolenia (otrzymanego od Izby Aptekarskiej), które uzależnione jest od istnienia „potrzeby” w tym zakresie. Poprzez pojęcie „potrzeby” należy w świetle prawa austriackiego rozumieć taką sytuację, w której liczba pacjentów zamieszkujących w promieniu czterech kilometrów od istniejącej apteki jest wyższa niż 5500 osób. Jeżeli liczba mieszkańców jest mniejsza, koniecznie należy brać pod uwagę potrzeby lokalnej społeczności. W związku z tym ETS uznał, że pacjenci nie powinni być zmuszani do pokonywania zbyt dużych odległości przy pomocy środków transportu, aby móc skorzystać z usług aptek usytuowanych w innych miejscowościach, znacznie oddalonych od ich miejsca zamieszkania. Trybunał stanął zatem na stanowisku zdroworozsądkowym. Stwierdził mianowicie, że rola aptekarza jest rolą służebną wobec pacjenta. Stosowanie zaś każdorazowo sztywnego kryterium geograficznego przy otwieraniu nowej apteki może wyraźnie kłócić się z nadrzędnym celem wykonywania zawodu farmaceuty, jakim jest pomoc pacjentom (i przy okazji naruszać unijną swobodę przedsiębiorczości). Austriackie prawo zakłada bowiem, że nie ma „potrzeby” otwarcia nowej apteki w każdej sytuacji, w której fakt ten spowodowałby zmniejszenie liczby pacjentów do zaopatrzenia na stałe w już istniejącej aptece poniżej pewnego, ustalonego ustawowo progu. Przepisy te, co wytknął Austrii Trybunał, nie przewidywały jakiegokolwiek odstępstwa od tak określonego ograniczenia geograficznego, co w konsekwencji działać może ze szkodą dla samych pacjentów.

       W cytowanym orzeczeniu ETS nie pierwszy zresztą raz potwierdził, że nie w każdej dziedzinie gospodarki znajdują zastosowanie reguły wolnorynkowe. Ich wprowadzenie do sektora ochrony zdrowia publicznego osłabia system, który ma niebagatelne znaczenie dla sytuacji zdrowotnej samego społeczeństwa. Dzieje się to między innymi poprzez zmuszanie poszczególnych podmiotów na rynku tym funkcjonujących do konkurowania na zasadach ogólnych, czyli - będąc ścisłym – ceną, a nie w sposób w tym wypadku najwłaściwszy, tj. poprzez jakość świadczonych usług. Większość państw europejskich uwzględnia te możliwości, na jakie Traktat Unijny zezwala, i w sposób prawidłowy chroni swoich obywateli przed niekorzystnym wpływem deregulacji w segmencie ochrony zdrowia, stawiając ponad wszystko na jakość, co w wypadku sektora farmaceutycznego oznacza choćby pozostawienie aptek w rękach farmaceutów (czyli daleko idącą regulację rynku). Tymczasem w Polsce, nie widząc żadnych w tym temacie zagrożeń, optuje się za całkowicie wolnorynkowym obrotem detalicznym produktami leczniczymi, przekazując apteki w ręce ludzi spoza zawodu, nie zdając sobie do końca sprawy z tego, jak ogromną przez to wyrządza społeczeństwu krzywdę. Takie postępowanie polskich władz dziwi, jeśli dla porównania spojrzymy na to, co robią inne kraje europejskie, które gospodarkę wolnorynkową w sektorze zdrowotnym dawno odłożyły do lamusa, bądź też czym prędzej pragną od niej odstąpić. Dla przykładu można tu wskazać rząd Łotwy, który jako pierwszy po okresie totalnej liberalizacji rynku farmaceutycznego ponownie z początkiem roku 2011 wprowadził odpowiednie regulacje, czy jakże znamienny przypadek deregulacji sektora farmaceutycznego w Norwegii, gdzie w konsekwencji oddania sektora farmaceutycznego w prywatne ręce, wbrew zapowiedziom pogorszeniu uległa dostępność oraz spadła jakość świadczonych usług farmaceutycznych. Z kolei znacząco wzrosły ceny wszystkich produktów leczniczych. Można też wskazać na Szwecję, która mimo zapowiedzi prywatyzacji aptek z początkiem 2009 roku postanowiła zweryfikować swe stanowisko i w konsekwencji prywatyzację przeprowadziła później, jednak już w zupełnie inny sposób, bo na kompetencjach opartych wyłącznie na farmaceutach. Przykładów można by mnożyć. Większość krajów Unii Europejskiej stosuje kryteria geograficzne bądź demograficzne jako warunek wydania zezwolenia na prowadzenie apteki (np. Grecja, Hiszpania, Włochy, Finlandia czy wspomniana wcześniej Austria). W Finlandii ustawa o lekach wprowadza ograniczenia ilościowe, dzięki którym jeden farmaceuta prowadzić może co najwyżej trzy apteki. Z kolei w Niemczech w „czystej postaci” obowiązuje reguła „apteka dla aptekarza”, która oprócz wprowadzenia kryterium ilościowego, podobnego do tego, które funkcjonujące w Finlandii (jeden aptekarz – maksymalnie trzy apteki lub filie apteczne), sankcjonuje zasadę, że apteka może być prowadzona jedynie przez aptekarzy skupionych w spółce cywilnej bądź w spółce jawnej. Regulowanie rynku farmaceutycznego tak dzisiaj, jak i od wielu lat, jest po prostu europejską normą.

       Warto też w tym miejscu odwołać się do opisywanej na początku tekstu słynnej dyrektywy Bolkensteina z 12 grudnia 2006 roku, 2006/123/WE, która była efektem francuskiego „nie” w referendum z 2005 roku, a która jasno odpowiadała na pytanie, czy zawody i usługi medyczne są usługami takimi, jak wszystkie inne, i z tego tytułu powinny podlegać  wspólnym przepisom, bądź też winny zostać spod ujednolicenia wyłączone. Wynik francuskiego referendum dobitnie wskazał wyjątkowość i rangę usług medycznych. Pokazał również mentalności i dojrzałość społeczeństw zachodnich.

       Mając na względzie decyzję Parlamentu Europejskiego, który postanowił wyłączyć z całego pakietu usług usługi i zawody medyczne, w tym obrót detaliczny produktami leczniczymi oraz wykonywanie zawodu aptekarza, nie dziwią naszego (farmaceutów) środowiska kolejne orzeczenia ETS, w których sąd ten stwierdza, że w celu zapewnienia odpowiedniego poziomu zdrowia oraz usług sektora zdrowotnego na najwyższym poziomie, można, a nawet należy wprowadzać ograniczenia, limity i zakazy. Mamy nadzieję, że krajowi decydenci przestaną w końcu nasłuchiwać ekspertów ds. wolnego rynku, czy innych osób, nienakierowanych na uzdrowienie segmentu zdrowia publicznego i uświadomią sobie zawczasu, że wolny rynek nie jest tym, co dla samego pacjenta jest najkorzystniejsze. Na rozregulowanym i przez nikogo efektywnie niekontrolowanym rynku produktów leczniczych i aptek działających na zasadzie supermarketów pacjent zawsze traci, a wraz z nim – traci całe społeczeństwo. Regułę tę pojęła, zrozumiała i zaakceptowała w swoim czasie Komisja Europejska, kiedy przegrała boje o sektor zdrowotny w Parlamencie Europejskim i zmuszona została do wyłączenia usług zdrowotnych z całego segmentu usług na rynku wewnętrznym.  

       W Polsce przedstawiciele kolejnych rządów, zasłaniając się swoiście i najczęściej mylnie rozumianymi wartościami konstytucyjnymi, sprawy widzą diametralnie inaczej. Twierdzą oni, że wolny rynek i wolna konkurencja rozwiążą wszystkie problemy związane z funkcjonowaniem systemu ochrony zdrowia społeczeństwa, zapominając, że wolność gospodarcza nic nie znaczy bez wysokiej etyki zawodowej, poszanowania dla wartości naczelnych i samej litery prawa. Na szczęście dla innych rządów europejskich polskie podejście do tej sprawy nie znalazło większego poparcia, gdyż jedynie przedstawiciele Czech i Holandii opowiedzieli się za podobnymi jak w Polsce rozwiązaniami. Dobrze, że ogromna większość członków UE, w tym duże i liczące się kraje europejskie, stanowczo poparły tradycyjny europejski model aptekarstwa, oparty na kompetencjach zawodowych farmaceutów, historycznie uwarunkowany i zaspokajający potrzeby, a także oczekiwania społeczeństwa.

       Wyrok ETS z 14 lutego 2014 roku pomaga zrozumieć dominujące w Unii Europejskiej pojmowanie właściwie zorganizowanego oraz prawidłowo funkcjonującego systemu ochrony zdrowia. Należy też wspomnieć o innych wyrokach tego sądu. Najdonioślejszym z nich jest z pewnością orzeczenie z 2009 roku, w którym Trybunał uszanował obowiązującą w niemieckim prawie zasadę „apteka dla aptekarza”, stwierdzając jej niesprzeczność z zasadą swobody przedsiębiorczości (wyrok z 19 maja 2009 roku, połączone sprawy C 171/07 i C 172/07, Apothekerkammer des Saarlandes). Ale hołdowanie przez unijny sąd tradycyjnemu modelowi aptekarstwa, jak również wyłączenie przezeń materii prowadzenia apteki spod reguł wolnego rynku funkcjonowało w jego linii orzeczniczej tak wcześniej, jak i później. Ostatnie orzeczenia ETS odnoszące się do kwestii prowadzenia aptek przesądzają dobitnie, że stosowanie przez państwo członkowskie kryteriów geograficznych, demograficznych, ilościowych czy „jakościowych” przy koncesjonowaniu aptek nie narusza wyrażonej w art. 49 TU zasady swobody przedsiębiorczości (por. wyrok z 1 czerwca 2010 roku w połączonych sprawach C 570/07 i C 571/07, odnoszący się do hiszpańskich przepisów farmaceutycznych, bardzo podobnych do przedstawionego powyżej casusu austriackiego; wyrok z 21 czerwca 2012 roku w sprawie C‑84/11 dotyczący przepisów fińskich; wyrok ETS z 29 września 2011 roku w sprawie C-315/08 Grisoli przeciwko Regione Lombardia, wyrok z 17 grudnia 2010 roku w sprawie C-217/09 czy też ubiegłoroczne orzeczenie ETS-u z dnia 5 grudnia 2013 roku w połączonych sprawach C-159/12 do C-161/12, odnoszące się do włoskich przepisów regulujących funkcjonowania aptek). W tym miejscu i niejako na marginesie należy dodać, że skarżąca w październiku 2013 roku Polskę do Komisji Europejskiej Konfederacja „Lewiatan” w swojej skardze całkowicie pominęła wymienione powyżej orzecznictwo Trybunału w Luksemburgu dotyczące prowadzenia aptek, chociaż kwestionowała ona właśnie przepis art. 94a ustawy - Prawo farmaceutyczne, który przecież wprost odnosi się do funkcjonowania aptek. Daje to wyobrażenie o intencjach twórców skargi.

       Polska, funkcjonująca w filozofii gospodarki wolnorynkowej i jej implementacji do obszaru systemu ochrony zdrowia publicznego, jako kraj ponosi z tytułu takiego wyboru ogromne straty. Trzeba mieć na uwadze to, że przez takie działanie państwo samo ubezwłasnowolnia się w zakresie kontroli nad obrotem produktami leczniczymi. Sytuacja prawna rynku aptecznego na dzień dzisiejszy wygląda bowiem tak, że mamy zbyt słabo egzekwowany przepis oddzielający hurt od detalu, przez co tracimy kontrolę nad podmiotami zajmującymi się tym obrotem. Zawarty w art. 99 ustawy - Prawo farmaceutyczne przepis antykoncentracyjne jest skomplikowany i w praktyce niestosowany przez organy nadzoru farmaceutycznego w procesie wydawania zezwolenia aptekom. Ten aspekt sprawił, że wbrew deklaracjom i wcześniejszym intencjom rynek aptekarski, faktycznie został zmonopolizowany po 2001 roku. Pochodną tego jest szerokie naruszenie zasady równości, w tym – równego traktowania podmiotów prowadzących apteki, pomimo że prawo takie gwarantuje każdemu przedsiębiorcy aptecznemu nie tylko ustawa o swobodzie działalności gospodarczej (art. 6 ust. 1), ale przede wszystkim Konstytucja RP (art. 32 ust. 1). Ta nierówność znajduje swój finał w różnorodności cen (w hurcie i w detalu) oraz uniemożliwia pacjentom dostępu do pełnej gamy produktów leczniczych zarejestrowanych na terenie RP.

       Porządkowanie rynku aptek nie jest zatem „fanaberią” farmaceutów, lecz koniecznością. To, że de lege lata nie mamy na wzór niemiecki czy fiński obowiązującej zasady „apteka dla aptekarza” jest przejawem błędnego wyboru koncepcji ze strony ustawodawcy, ale również brakiem świadomości o tym, że produkty lecznicze nie są i nigdy nie będą zwykłym towarem rynkowym, na co farmaceuci zwracają uwagę od lat. Odpowiedzialność za zdrowie społeczeństwa nie ciąży tylko na barkach kolejnych ministrów zdrowia; ciąży przede wszystkim na pracownikach medycznych, w tym na farmaceutach, ludziach specjalnie do tego przygotowywanych i wyszkolonych przez lata nauki i praktyki. W miejscu ich pracy – w aptekach – wymagane są wysokie standardy jakości (nie tylko w odniesieniu do lokalu apteki, ale i personelu. Nie bez znaczenia są również uwarunkowania etyczne i zawodowe). W realiach wolnego rynku – a więc żywiołowego wydawania kolejnych zezwoleń aptecznych – nie można osiągnąć wymagań stawianych przez założenia polityki zdrowotnej, prawo farmaceutyczne i etykę aptekarską. Zrozumiały to już dawno temu bogate i uporządkowane kraje tzw. starej Unii, które jako normę stosują zasady demografii i geografii, czemu hołduje w zacytowanych powyżej orzeczeniach ETS (pomimo faktu, że sąd ten na co dzień wyrokuje bardzo liberalnie, ukracając najdrobniejsze nawet próby ochrony własnego rynku przez państwa członkowskie). Pauperyzacja aptek, będąca m.in. skutkiem ich nadmiernej ilości sprawia, że nie są one w tanie wypełnić właściwych im zadań w sektorze zdrowotnym wobec społeczeństwa. W naszym kraju deprecjonowany jest zawód farmaceuty, który – dla odmiany – w odbiorze społecznym mieszkańców zachodniej Europy budzi podziw i szacunek.

       Cytowane powyżej wyroki ETS odnoszące się do spraw farmaceutycznych powinny być dobrze znane decydentom, do czego w tym miejscu i korzystając z okazji zachęcamy. Stanowisko farmaceutów w omawianych kwestiach nie musi być popierane wyrokami, które orzekane są sądy unijne. Niemniej jednak orzeczenia te mają swoje głębokie uzasadnienie aksjologiczne, są racjonalne i poparte doświadczeniami polityki zdrowotnej państw zachodnich z ostatnich kilkudziesięciu lat. I bez nich jednak wiemy, że w każdym elemencie systemu gospodarki produktami leczniczymi wymagana jest precyzyjna organizacja oparta na planowaniu i obwarowaniu licznymi ograniczeniami oraz właściwą regulacją. Bez niej szereg wyrosłych na rynku farmaceutycznym patologii, związanych z jego rozregulowaniem, nie zostanie zlikwidowanych. A podjęte w tym kierunku działania, wdrożone tzw. ustawą refundacyjną, pozostaną jedynie półśrodkami, sprawią, że efektywna, a przede wszystkim racjonalna polityka w obszarze zdrowia publicznego, pozostanie na etapie założeń czy niedoścignioną mrzonką. Co najważniejsze jednak, najbardziej ucierpią z tego powodu pacjenci, a w szerszej perspektywie – społeczeństwo.

    mgr Piotr Sędłak, aplikant radcowski
    dr n. farm. Tadeusz Bąbelek
    dr n. farm. Grzegorz Pakulski
     

    Fot. Fotolia.pl

     

  • Farmacja na świecie.  ( 28 pozycji )
    Informacja Departamentu Spraw Zagranicznych NRA
     
     
    Wdrożenie systemu dopłat
     
    do dyżurów aptek w Niemczech
     
    od 1 sierpnia 2013r.
     
     
       W dniu 5 lipca 2013r. izba wyższa niemieckiego parlamentu – Bundesrat – przyjęła większością głosów Ustawę w sprawie wsparcia dla zapewnienia dyżurów pełnionych przez apteki (Gesetz zur Förderung der Sicherstellung des Notdienstes von Apotheken). Jest to wyjątkowo ważna dla aptekarzy ustawa, ponieważ po jej wejściu w życie 1 sierpnia 2013r. Niemcy są pierwszym krajem europejskim, w którym dyżury nocne aptek są w znacznym stopniu refundowane z budżetu funkcjonujących w tym kraju kas chorych. Wejście w życie tej ustawy jest również wydarzeniem przełomowym z tego powodu, że po raz pierwszy niemieckie apteki będą uzyskiwać przychody nie tylko w wyniku wydanych leków, ale również wykazując gotowość do oferowania usług farmaceutycznych w porze nocnej. Będą to przychody znaczące, ponieważ w przypadku wielu aptek pełniących np. 4 dyżury w miesiącu – otrzymując średnio około 250 Euro dopłaty za każdy pełniony dyżur - ich dochód wzrośnie o około 12 tysięcy Euro rocznie.

       Ten spektakularny sukces niemieckiego samorządu aptekarskiego jest efektem wielu miesięcy konsekwentnych i pełnych determinacji działań, w których istotnym argumentem były przedstawione szczegółowe wyniki analiz ekonomicznych oraz badań ankietowych pacjentów. Dzięki temu udało się przekonać ministerstwo zdrowia i parlamentarzystów do wprowadzenia tak korzystnego dla pacjentów i aptekarzy systemu.

       Jednak ogromnym wyzwaniem było również wdrożenie w życie głównych elementów tego systemu przez Zrzeszenie Niemieckich Aptekarzy w ciągu zaledwie kilku tygodni od opublikowania ustawy w dzienniku urzędowym niemieckiego parlamentu w dniu 18 lipca 2013r. Zarówno najważniejsze aspekty prac nad wyżej wymienioną ustawą, jak i doświadczenia z jej wdrożenia były szczegółowo omawiane w trakcie pierwszego dnia Zjazdu Niemieckich Aptekarzy w Düsseldorfie w dniu 18 września 2013r. Bardzo istotny jest również fakt, że w zakresie wykonywania ustawy Zrzeszenie Niemieckich Aptekarzy uzyskało kompetencje urzędu federalnego.

       W tym miejscu przypomnę, że w Niemczech funkcjonują dwie organizacje wchodzące w skład samorządu aptekarskiego – Izba Aptekarska (Apothekerkammer) oraz Zrzeszenie Aptekarzy (Apothekerverband). Na czele 17 okręgowych izb aptekarskich stoi Prezes Niemieckiej Izby Aptekarskiej (obecnie funkcję tą pełni Andreas Kiefer), a na czele 17 okręgowych zrzeszeń aptekarzy stoi Prezes Zrzeszenia Niemieckich Aptekarzy (obecnie funkcję tą pełni Fritz Becker). Przynależność do okręgowej izby aptekarskiej jest obowiązkowa, natomiast członkami okręgowych zrzeszeń aptekarzy są przede wszystkim właściciele aptek – są oni dobrowolnymi członkami tego stowarzyszenia zajmującego się głównie prawno-ekonomicznymi aspektami funkcjonowania aptek. Na poziomie ogólnokrajowym, zarówno izby aptekarskie, jak i zrzeszenia aptekarzy reprezentuje Zarząd Niemieckich Izb Aptekarskich (Bundesvereinigung Deutscher Apothekerverbände - ABDA) z siedzibą w Berlinie, którego Prezesem jest od grudnia 2012r. Friedemann Schmidt. Zarówno Prezes Niemieckiej Izby Aptekarskiej jak i Prezes Zrzeszenia Niemieckich Aptekarzy wchodzą w skład Prezydium Zarządu Niemieckich Izb Aptekarskich.
     

       W czerwcu b.r. w obszernym sprawozdaniu przedstawiłem główne założenia funkcjonowania systemu dopłat do dyżurów pełnionych przez niemieckie apteki. Sprawozdanie to zostało też w całości opublikowane  na stronie internetowej Naczelnej Izby Aptekarskiej oraz na stronie Dolnośląskiej Izby Aptekarskiej. Zachęcam do przeczytania jeszcze raz tego sprawozdania, ponieważ ułatwi to zrozumienie treści przetłumaczonej przeze mnie ustawy, którą załączam w osobnym dokumencie. Treść ustawy nie jest długa i pokazuje, że tak ważną kwestię dla aptekarzy w wielu krajach europejskich można prawnie odpowiednio uregulować z ogromną korzyścią również dla wielu milionów pacjentów. Mam nadzieję, że przedstawiona treść uchwalonej ustawy będzie również ważnym argumentem dla naszego samorządu aptekarskiego w negocjacjach z Ministerstwem Zdrowia oraz Narodowym Funduszem Zdrowia dotyczących dopłat do dyżurów pełnionych przez polskie apteki.

       Dlatego w tym miejscu przypominam tylko najważniejsze elementy zawarte w wyżej wymienionym sprawozdaniu, uzupełnione o najnowsze informacje uzyskane w trakcie Zjazdu Niemieckich Aptekarzy w Düsseldorfie – również podczas licznych dyskusji z osobami bezpośrednio odpowiedzialnymi za wdrożenie i funkcjonowanie tego systemu.

    a) W celu dofinansowania dyżurów aptek utworzony został specjalny Fundusz na poziomie ogólnokrajowym, z którego każda apteka pełniąca dyżur w porze nocnej w godzinach od 20:00 do 6:00 będzie otrzymywać stałą dopłatę za każdy dyżur niezależnie od ilości pacjentów w trakcie dyżuru. Fundusz ten będzie utworzony i zarządzany przez Zrzeszenie Niemieckich Aptekarzy (Deutscher Apothekerverband), które wchodzi w skład Zarządu Niemieckich Izb Aptekarskich (Bundesvereinigung Deutscher Apothekerverbände – ABDA). Finansowanie wyżej wymienionego funduszu możliwe jest dzięki zwiększeniu opłaty stałej za każde wydane przez aptekę opakowanie leku na receptę o 0,16 Euro.
     
    b) Jednak dodatkowa opłata dla apteki w wysokości 0,16 Euro za każde wydane opakowanie leku nie będzie zostawać w tej aptece, ponieważ w takim przypadku głównymi beneficjentami nowego systemu byłyby apteki w dużych miastach, które wydają więcej leków w ciągu roku i pełnią mniej dyżurów. Z tego powodu dodatkowa opłata w wysokości 0,16 Euro będzie przekazywana do centralnego Funduszu zarządzanego przez Zrzeszenie Niemieckich Aptekarzy, z którego będą wypłacane ryczałtowe dopłaty za każdy pełniony dyżur nocny przez aptekę.

    c) Dokładna kwota dopłat do dyżurów nie jest jeszcze ostatecznie określona, ponieważ będzie ona stanowiła iloraz całkowitych przychodów funduszu - pomniejszonych o koszty jego obsługi – i liczby wykonanych dyżurów w danym okresie. Wyniki wstępnych obliczeń pokazują, że średnia kwota dopłaty będzie wynosić około 250 Euro za każdy dyżur.
     
    d) Rozliczanie refundacji dyżurów nocnych aptek będzie się odbywało w cyklu kwartalnym. Apteki będą przekazywały do centralnego Funduszu informację o ilości wydanych w danym kwartale opakowań leków na receptę oraz liczbie pełnionych dyżurów nocnych. Otrzymywana z centralnego funduszu ryczałtowa dopłata będzie pokrywała większą część kosztów pełnionego dyżuru.
     
    e) Zgodnie z założeniami ustawy wprowadzenie systemu refundacji dyżurów aptek spowoduje dodatkowe obciążenie dla kas chorych w ramach ustawowego ubezpieczenia społecznego w wysokości około 100 milionów Euro rocznie, a dla prywatnych kas chorych w wysokości 12 milionów Euro rocznie. Kwoty te zostały wyliczone w oparciu o całkowitą liczbę opakowań leków na receptę wydanych w Niemczech w roku 2012 w aptekach ogólnodostępnych - zgodnie z danymi podanymi przez IMS Health było to 704,981 milionów opakowań.
     

       W dniu 18 września 2013r., w trakcie Zjazdu Niemieckich Aptekarzy, podane zostały liczne szczegóły dotyczące wdrożenia systemu. Zarząd Funduszu ma już swoją siedzibę w której bieżące czynności będzie wykonywać 10 pracowników. Kończą oni już prace umożliwiające kontakt z 17 okręgowymi izbami aptekarskimi (które będą przekazywać dane dotyczące rozkładu i liczby wykonanych dyżurów przez poszczególne apteki) oraz centrami obliczeniowymi obsługującymi rozliczenia refundacyjne prawie 21 tysięcy aptek. Wstępne analizy pokazują, że kwartalnie system będzie przetwarzał około 160 tysięcy zestawów danych w wyniku czego będzie dokonywanych około 80 tysięcy przelewów pieniężnych.
     
       W początkowym okresie funkcjonowania systemu Zarząd Funduszu może wziąć kredyt w banku, aby możliwie szybko uzyskać środki obrotowe na potrzeby wypłat dla aptek. Jednak kredyt ten będzie musiał zostać spłacony najpóźniej do końca b.r. Ponadto w dłuższej perspektywie nie może być żadnych finansowych ani personalnych połączeń między zarządem funduszu i Zrzeszeniem Niemieckich Aptekarzy. Z wpływów do funduszu mogą być finansowane tylko dopłaty do dyżurów i koszty zarządzania Funduszem.
     
       Zarządzanie Funduszem będzie również wymagało spełnienia rygorystycznych norm w zakresie ochrony danych. Nie może być żadnych przypadków „zmieszania” danych będących pod nadzorem Zarządu Niemieckich Izb Aptekarskich oraz Zarządu Funduszu. Fundusz będzie podlegał tym samym restrykcjom prawnym i odpowiedzialności, co Federalne Ministerstwo Zdrowia.
     
       W przypadku aptek korzystających do rozliczania refundacji z obsługi centrów obliczeniowych – większość prac związanych z przekazywaniem danych do Funduszu będą wykonywały centra obliczeniowe. Wówczas tylko część danych dotyczących liczby wydanych w ciągu kwartału opakowań leków na receptę apteki będą podawać w formie własnych deklaracji – będzie to dotyczyło np. leków wydanych za pełną odpłatnością. Jednak w przypadku niewielkiej ilości aptek, które nie korzystają z obsługi centrów obliczeniowych, będą one musiały wszystkie niezbędne dane przekazywać w formie własnych deklaracji. Deklaracie te będą przekazywane na specjalnych formularzach, których format został już zatwierdzony. Odpowiednie formularze zostały już przesłane pocztą do aptek. Poniżej przedstawiony został przykład takiego formularza.


       Po upływie roku od wejścia w życie nowego systemu dopłat do dyżurów aptek zostanie przeprowadzona dokładna analiza funkcjonowania systemu i ewentualnie wprowadzone zostaną niezbędne korekty tego systemu. Niewątpliwie zanim funkcjonowanie systemu dopłat do dużurów aptek stanie się rutynową czynnością, należy jeszcze włożyć dużo pracy, jednak najważniejszy krok w tym zakresie został już w Niemczech zrobiony.
     
       Mam nadzieję, że również w Polsce samorząd aptekarski rozpocznie merytoryczną debatę w tym zakresie. Zachęcam do szczegółowego zapoznania się z treścią przetłumaczonej Ustawy w sprawie wsparcia dla zapewnienia dyżurów pełnionych przez apteki.
     
     mgr farm. Piotr Bohater
    Koordynator Departamentu Spraw Zagranicznych NRA
    Prezes Dolnośląskiej Izby Aptekarskiej

     
    Wrocław 16.10.2013 r.
     
  • Galeria.  ( 22 pozycji )
     
    XIV Mistrzostwa Polski Farmaceutów
     
    w Narciarstwie Alpejskim Karpacz 2014r.
     
    FOTORELACJA
     



     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     fot. Remigiusz Komarczewski
     
  • Manuał aptekarski.  ( 213 pozycji )

       Choroba jest to taki stan organizmu, kiedy to czujemy się źle, a owego złego samopoczucia nie można jednak powiązać z krótkotrwałym, przejściowym uwarunkowaniem psychologicznym lub bytowym, lecz z dolegliwościami wywołanymi przez zmiany strukturalne lub zmienioną czynność organizmu. Przez dolegliwości rozumiemy przy tym doznania, które są przejawem nieprawidłowych zmian struktury organizmu lub zaburzeń regulacji funkcji narządów -  to jedna z najnowszych definicji choroby zatwierdzona prze WHO. Okazuje się, że jednoznaczne określenie zdrowia i choroby nie jest najłatwiejszym zadaniem. Do obowiązującej obecnie definicji dochodzono przez parę wieków i jeszcze do niedawna posługiwano się wyjaśnieniem, iż choroba jest przeciwieństwem zdrowia. Ale nie same pojęcia są dylematem ludzkości… Znacznie większym problemem są choroby, które dotykają nas niezmiennie od początku istnienia ludzkości, stając się jednocześnie głównym powodem do poszukiwań nowych środków leczniczych. Wiedza na temat fizjologii człowieka, chorób i środków leczniczych przebyła bardzo długą drogę, ale możemy obecnie cieszyć się tym, że nie zagrażają nam już epidemie, które dziesiątkowały niegdyś całe wsie i miasta.
     
     
    Morowe powietrze
     
     
       Jedną z bardziej dotkliwych chorób była dżuma nazywana również „czarną śmiercią”, "powietrzem morowym” lub po prostu „morem”. Dżuma obok tyfusu, ospy, cholery i durów określana była również ogólną nazwą „zaraza” lub łacińskim słowem pestis. Epidemie przetaczające się przez całą Europę, w średniowieczu przyczyniały się do zmniejszenia populacji ludzkiej nawet o 80%. Wraz z ludźmi, głównie biednymi, umierały zwierzęta. Jedynym ratunkiem przed morem była jak najszybsza ucieczka w bezpieczne, najlepiej odludne miejsce. Najbogatsi mieszczanie, szlachta i królowie wyjeżdżali do swoich posiadłości ulokowanych najczęściej w głębokiej puszczy. Pozostała ludność zdana była na własne siły oraz tych, którzy potrafili się poświęcać, niosąc pomoc. Mając na uwadze, iż stan wiedzy medycznej znacznie odbiegał od dzisiejszego poziomu, warto zwrócić uwagę na postrzeganie choroby w wieku XVI i XVII, a zwłaszcza na sposoby zapobiegania i leczenia dżumy.
     
       Jedną z ważniejszych osób w dziejach polskiej medycyny i walki z dżumą był Maciej Miechowita (1457-1523). Jako typowy przykład uczonego humanisty doby odrodzenia, Miechowita wsławił się w kilku dziedzinach naukowych. Doceniane są jego zasługi i dorobek w zakresie historii, astronomii, astrologii i medycyny. Sięgając do rozpraw „Contra sevam pestem reginem” oraz „Conservatio sanitatis”, poznajemy przede wszystkim zalecenia związane z codzienną higieną w okresie epidemii. Maciej Miechowita zwraca uwagę na przestrzeganie właściwej diety, a zwłaszcza na to, by unikać produktów, które ulegają zepsuciu jak: owoce, ryby, przetwory mleczne. Przestrzega również przed rozwiązłością seksualną, jako jedną z możliwych dróg przenoszenia zaraz, a także przed wiatrami. Szczególnie niebezpieczne miały być wiatry wiejące z miejsc objętych zarazą i znad bagien, a ponadto wiatry południowe i zachodnie. W celu uchronienia się od „zarazy”, Miechowita zalecał przede wszystkim dbać o świeżość i suchość powietrza, czemu służyć miały wiatry północne i wschodnie - należało wówczas otwierać okna w celu wietrzenia domu, a ponadto stosować okadzania domostw i ubioru, ziołami. Przede wszystkim należało jednak dbać o ciało i poddawać je regularnemu oczyszczaniu poprzez puszczanie krwi, stosowanie środków przeczyszczających czy nawet prowokowanie wymiotów. Te podstawowe wytyczne powtarzane są przez kolejne lata walki z morem i odnaleźć je możemy między innymi na kartach takich opracowań jak: „Książki o zachowaniu zdrowia człowieczego od zarazy morowego powietrza doktora Antoniego Sznebergiera z łacińskiego na język polski teraz nowo przez Jana Antoninusa przełożone” (1562) czy też w „Herbarzu, to jest ziół tutecznych, postronnych i zamorskich opisanie…” (1568) Marcina Siennika.
     
     
    Burmistrzowie powietrzni
     
     
       Prawdopodobnie dopiero w okresie nowożytnym wprowadzona została funkcja burmistrza powietrznego, czyli człowieka, który wybierany był do sprawowania nadzoru nad ludnością w czasie zarazy. Bardzo często zadanie to powierzano aptekarzom. Jak podaje Wojciech Roeske w opracowaniu „Polskie apteki”, znane było niegdyś powiedzenie: cóżeś ty za aptekarz, skoro przed morem uciekasz… Sprawowanie opieki nad „zapowietrzonym” terenem zostało powierzone aptekarzom, królewskim przywilejem w 1612 roku, choć zadanie to wykonywane było już wcześniej. Niestety poświęcenie aptekarzy dla ratowania zadżumionych bardzo często niosło za sobą przykre konsekwencje, a mianowicie chorobę i śmierć członków rodziny. Również sam burmistrz powietrzny musiał liczyć się ze skutkami przebywania wśród chorych. W historii walki z epidemią morowego powietrza zapisali się przede wszystkim: Łukasz Drewno oraz Jan Alembek.

       Łukasz Drewno (1565-1652) był warszawskim aptekarzem, pełniącym w latach 1624-1625 obowiązki burmistrza powietrznego. Szczególne uznanie przypisuje się mu ze względu na to, iż pozostał w mieście jako jedyny przedstawiciel służb medycznych, wprowadził nadzór nad chorymi, a także już zmarłymi osobami. Zwracał jako jeden z pierwszych uwagę na możliwości zapobiegania chorobie przede wszystkim poprzez izolowanie zdrowych od chorych. Prowadził w tym czasie ewidencje chorych i zmarłych, a także zapisywał jakie leki podawane były w okresie zarazy.

       Kolejnym „sławnym” aptekarzem burmistrzem powietrznym był Jan Alembek, walczący z epidemią we Lwowie. Po opanowaniu zarazy w 1625 roku napisał książkę: „Apteka mego doszwiatszenia jak w Niemczych, tak w Polszcze y we Włoszych czasu powietrza morowego” w której przedstawił swoje obserwacje związane z dżumą i uwagi na temat przebiegu choroby, sposobów wykrywania, leczenia oraz zapobiegania. Do podstawowych sposobów zapobiegania dżumie (wymienianych już przez Macieja Miechowitę) należało przestrzeganie następujących zaleceń: unikanie zmęczenia (fatiga), głodu (fames), owoców (fructus), kobiet (femines), powiewów wiatrów (flatus). A do tego należało stosować upusty krwi phlebotomi, oczyszczać powietrze, palić ogień ze zdrowych drzew, stosować kadzidła, które miały na celu osuszać powietrze i oczyszczać ciało z wydzielin. Pomocnym środkiem zapobiegawczym, miało być stare węgierskie wino, a także wywoływanie wymiotów. Co ciekawe, Jan Alembek, zwrócił również uwagę na większą podatność kobiet na „zachwycenie powietrza”, polecał zatem… pozbywanie się niewiast z domów!

       Prócz wymienionych sposobów zapobiegania i walki z dżumą, powszechnym "lekarstwem" miała być również modlitwa, jako że jedną z częściej wymienianych przyczyn była „kara boska”. Przypominał o tym Marcin Siennik, pisząc: iż czasów tych często Pan Bóg świat karze powietrzem morowym na kogo ma przypuścić z wolej swej raczy, żaden z tego wydź nie może. Zasię kogo z łaski swej strzec raczy, inej mu obrony nie potrzeba (…) wszakże jednak jako nie wszytki Pan Bóg upadku dopuszcza, tak też nie wszystkich od upadku strzeże!
     
     
    Przeciwko zarazie…
     
     
       Nadzór nad chorymi, zakładanie szpitali i cmentarzy morowych, palenie odzieży i posłania to przykłady walki z rozprzestrzeniającymi się zarazami. Prócz tych działań i dbania o higienę, podejmowano się również zapobiegania i leczenia, mając do dyspozycji jedynie środki naturalnego pochodzenia.

       Jednym ze sposobów rozpoznawania i prognozowania przebiegu choroby było wylewanie uryny na świeże zielone pokrzywy. Jeżeli pokrzywy pozostawały w dobrym stanie, wówczas chory miał szanse na wyzdrowienie. Kolejną metodą diagnostyczną, było wylanie uryny na miednicę lub zlewkę i dodanie niewielkiej ilości mleka kobiety karmiącej. Jeżeli mleko opadało na dno - chorego czekała śmierć. Oczywiście w zależności od dostępnych środków podejmowano się prób leczenia, a każdy zdrowy starał się uchronić przed zarazą. Jednym z ważniejszych medykamentów były korzenne przyprawy i wonności. Bogaci ludzie nosili przy sobie ambrę w specjalnie do tego celu przystosowanych „balsaminkach” zawieszonych na szyi, która miała na celu odkażanie powietrza. Ubodzy, jak czytamy w „Herbarzu…” Siennika: mogli gwoździki warzyć w occie, a zawieszać w chuste i woniać, albo jałowiec, piołun, koriander, kozłek, z tych którekolwiek namoczyć w winie albo w occie, a zawinąć także w chustke i woniać nosząc albo w tym winie gabkę rozmocz a woniaj. Bardzo często zalecanym lekarstwem mającym uchronić przed „morem” były różnorakie octy winne. Do najsławniejszych należał tak zwany „ocet siedmiu złodziei”, który przygotowywany był poprzez moczenie piołunu, rozmarynu, szałwi, mięty, ruty, cynamonu, goździków, gałki, czosnku i kamfory w occie. Ocet ten jak podawał jeszcze w wieku XIX  „Nowy chemik paryzki” służył do obmycia rąk, twarzy i szyi, a w przypadku przebywania w „miejscu zapowietrzonym” należało trzymać w ustach gąbkę nasączoną w tymże occie lub też okadzać nim powietrze wylewając na rozżarzony metal. Nazwa tego specyfiku („ocet siedmiu złodziei” lub też czasem „ocet czterech złodziei”) nawiązuje do historii, jakoby tajemnica przygotowania i stosowania,  została  ujawniona przez grasujących w okresie zarazy złodziei, rabujących mienie umierających na dżumę ludzi.

       Równie ciekawym sposobem ochrony przed „zapowietrzeniem” było spożywanie grzanek posypanych proszkiem przygotowanym według zalecenia ”Herbarza…” Siennika: Weźmi drzewa aloes, kubeby, kardamonu każdego łot. cynamonu, imbiru, cytwaru każdego pół łota, gwoździków, muszkatołowego kwiatu, polnej driakwie każdego ćwierć. Wężowego korzenia (…) podróżniku oboiego, kości serca jeleniego albo kości jednorożcowej każdego po ćwierci, złota czystego pięć tabliczek, cukru białego czystego dziesięć łotów, z tych wszystkich rzeczy uczynić proch a tym prochem posypować grzanki. A tak jedz. Zachowywa człowieka w dobrym zdrowiu i broni serca od zakażenia powietrza morowego.

       W „Herbarzu” Marcina Siennika w rozdziale: „O rządzeniu czasu morowego powietrza” odnajdujemy akapit "Lekarstwa z apteki, serce tak posilaj”, w którym wymienione są między innymi: lekwarz różany, lekwarz wołowego języka, lekwarz z kwiatu boragowego, który czynią z kością serca jeleniego z tabliczkami złotemi. Ponadto autor poleca: wódki palonej pić jest rzecz dobra. Naprzód wódka szczawiowa, wódka wężowego korzenia, podróżnikowa, ziela wężownikowego, wołowego języka, rojownikowi, boragowa, osładzając je cukrem (…) a chociaż nie będziesz miał tych wszystkich, ale aby wżdy jedne z tych którykolwiek. Dla uboższej części zalecane były środki znacznie łatwiej dostępne jak: driakiew polna, podróżnik, rojownik, kurze ziele, które należało uwarzyć wraz z kwaśnymi jabłkami, dodając w następnej kolejności: kwiatu różanego i dziewannowego. Przygotowane lekarstwo należało pić trzy godziny przed obiadem, i dwie godziny przed wieczerzą. Jedną z ważniejszych roślin stosowanych zapobiegawczo oraz leczniczo był biedrzeniec, który (o ile środki finansowe na to pozwalały) należało stosować z białym winem lub po prostu przygotowywać wywar wodny. Bogatsza część społeczeństwa miała do dyspozycji teriak, driakiew i bezoar oraz  następujące lekarstwa: skórki jabłka cytrynowego oraz cytwar, które należało przeżuwać lub po prostu trzymać w ustach.

       Obok szeregu przepisów na medyczne specyfiki bazujące na roślinach, surowcach zwierzęcych i minerałach, porad dietetycznych, odnajdujemy na końcu rozdziału poświęconego morowemu powietrzu, następującą wskazówkę: jest rada najużyteczniejsza, aby człowiek rychło miejsce zmienił gdy baczy, że jest powietrze zarażone. Przyjechawszy do zdrowego powietrza, aby tam trwał długo, a mieszkając w nim aby się słusznie chował.

       Niniejszy artykuł  jedynie w zarysie  oddaje sytuację ludzi w czasach, kiedy nie znane były ani współczesne metody diagnostyczne, ani środki lecznicze, którymi dziś dysponujemy. Samo zjawisko choroby, a tym bardziej zarazy musiało być czymś przerażającym dla ówczesnego człowieka. I nie ma się co dziwić, epidemie dżumy dziesiątkowały całe miasta,  zmieniając wielokrotnie bieg historii.

       I choć mamy XXI wiek, a osiągnięcia medycyny są godne podziwu, to w dalszym ciągu choroba jest nieodłącznym towarzyszem człowieka. Niewątpliwie znacznie łatwiej jest współcześnie przechodzić przeziębienie czy ból głowy, mając do dyspozycji szereg środków znoszących te dolegliwości, ale czy poradzilibyśmy sobie z sytuacją, gdy dochodzi do wybuchu epidemii? Z pewnością środki i wiedza, którą obecnie dysponujemy daje nam większe poczucie bezpieczeństwa niż kilkaset lat temu. Historia medycyny i farmacji pokazuje jednak jak długa była droga do współczesnych „luksusów”, choć nie ma co ukrywać, mimo postępu wiedzy i techniki, cały czas przed nami wiele zagadek związanych ze zdrowiem i życiem. W dalszym ciągu wyjaśnienie przyczyn i mechanizmów niektórych chorób pozostaje niezbadane, z pewnością również dużo środków leczniczych jeszcze do odkrycia…
     
    mgr farm. Joanna Typek
     
  • Wszechnica aptekarska.  ( 90 pozycji )

       W październiku ubiegłego roku zainicjowaliśmy na łamach „Aptekarza Polskiego” cykl artykułów poświęconych wybranym zagadnieniom recepturowym i były to witaminy rozpuszczalne w tłuszczach (A, E, D) stosowane powszechnie, szczególnie w dermatologicznym leku recepturowym. Do tematu zapewne wrócimy jeszcze w przyszłości, szczególnie, jeśli w temacie witamin pojawią się nowości na rynku, albo jeśli szanowni Czytelnicy będą chcieli podzielić się z nami swoim wątpliwościami lub problemami. Niniejszym artykułem chcielibyśmy zapoczątkować kolejną serię, która mamy nadzieję trwale zagości na łamach naszego zawodowego miesięcznika. Chcemy przypomnieć, ale również przytoczyć aktualną wiedzę w zakresie substancji aktywnych biologicznie, z którymi codziennie przychodzi nam borykać się za tak zwanym II stołem, czyli w recepturze. Mamy nadzieję, że prezentowane materiały będą stanowić podręczne źródło wiedzy niezbędne do pracy w aptece, jak również w czasie nauki do specjalizacji czy pogłębiania wiedzy w ramach szkoleń ciągłych. I tak, w pierwszym artykule otwierającym serię chcemy się bliżej przyjrzeć problemowi łuszczycy z recepturową cignoliną w roli głównej.
     
     
     
       Żywienie molekularne, kuchnia, gastronomia molekularna kojarzy się w większości z tymczasowym trendem dla osób, które mają ochotę wydać małą fortunę na przygotowany w sposób wymyślny i podany w sposób „królewski” posiłek w ekskluzywnej restauracji. Od roku 1980 powstało już około 20000 przepisów na wytwarzanie żywności molekularnej. To trochę jak science-fiction, odbierany w społeczeństwie jako sztuka, nauka, moda, którą jedni się zachwycają, inni krytykują jako asortyment dostępny jedynie dla pewnych kręgów. Owszem, większość z nas chętnie podziwia takie posiłki zarówno w restauracjach, telewizji, na zdjęciach w Internecie, jednakże uważamy, że w warunkach domowych nie ma czasu, ale częściej odwagi na wielogodzinne przygotowania każdego z elementów potrawy, kształtowania w wymyślne formy, nie wspominając już o chęciach przekształcania naszej kuchni w laboratorium. Istnieje także obawa, że rozwój nauki oznacza rozwój pigułek żywieniowych, przez co oznacza porzucenie powszechnie konsumowanych produktów spożywczych. Z tego też względu od roku 2005 potrawy wyprodukowane na bazie kuchni molekularnej nazywane są od nazwisk słynnych chemików – ich twórców. Jako przykład można podać Gibbss, Vauquelin czy Baumé eggs. Jest to jeden ze sposobów, aby walczyć ze strachem i obawami społeczeństwa oraz element pewnego upowszechniania i promowania tej nauki.
     
     
     

    Leki i wyroby medyczne

    dla osób

    uprzywilejowanych

     

        Wśród pacjentów odwiedzających apteki znajdują się osoby uprzywilejowane posiadające rozszerzone uprawnienia do zaopatrzenia w leki lub inne produkty wydawane w aptekach. Ze względu na fakt, że zasady zaopatrzenia tych pacjentów stanowią wyjątki od powszechnie obowiązujących reguł, co może być przyczyną niechcianych pomyłek, postanowiliśmy opublikować materiał szkoleniowy dotyczący realizacji recept wystawionych dla pacjentów uprzywilejowanych.
     
       Poniższe opracowanie, którego autorami są doświadczeni aptekarze dr Stanisław Piechula i mgr Michał Grzegorczyk jest usystematyzowanym zbiorem rozproszonych przepisów, które maja zastosowanie w przypadkach realizacji recept dla pacjentów uprzywilejowanych. Opracowanie zostało zaktualizowane 23 marca 2014 roku. Teksty aktów prawnych są udostępnione na stronie internetowej Sejmu RP w Internetowym Systemie Aktów Prawnych - ISAP. Wybór przepisów prawa dostępny jest także na stronie internetowej Naczelnej Izby Aptekarskiej w serwisie Lex Apothecariorum.
     
    Przepisy dotyczące uprzywilejowanych:

    ■ Rozporządzenie w sprawie recept lekarskich

    Tu wyraźnie określono JEDYNE uprawnienia, dla których NALEŻY SPRAWDZIĆ wymienione dokumenty gdy lekarz wypisał receptę dla osoby uprzywilejowanej, przy innych uprawnieniach wpisanych przez lekarza dokumentów SPRAWDZAĆ NIE TRZEBA:

    § 22. Leki dla osób, o których mowa w art. 43, art. 45, art. 46, art. 66 ust. 1 pkt 2 ustawy, wydaje się na podstawie legitymacji „Zasłużonego Honorowego Dawcy Krwi” lub legitymacji „Zasłużonego Dawcy Przeszczepu”, o których mowa odpowiednio w art. 7 ust. 1 ustawy z dnia 22 sierpnia 1997 r. o publicznej służbie krwi (Dz. U. Nr 106, poz. 681, z późn. zm.) i art. 22 ustawy z dnia 1 lipca 2005 r. o pobieraniu, przechowywaniu i przeszczepianiu komórek, tkanek i narządów (Dz. U. Nr 169, poz. 1411, z 2009 r. Nr 141, poz. 1149, z 2010 r. Nr 182, poz. 1228 oraz z 2011 r. Nr 112, poz. 654), książki inwalidy wojennego (wojskowego), o której mowa w art. 23c ust. 1 ustawy z dnia 29 maja 1974 r. o zaopatrzeniu inwalidów wojennych i wojskowych oraz ich rodzin (Dz. U. z 2010 r. Nr 101, poz. 648 i Nr 113, poz. 745, z 2011 r. Nr 112, poz. 654 oraz z 2012 r. poz. 118), legitymacji osoby represjonowanej, o której mowa w art. 12 ust. 5 ustawy z dnia 24 stycznia 1991 r. o kombatantach oraz niektórych osobach będących ofiarami represji wojennych i okresu powojennego (Dz. U. z 2002 r. Nr 42, poz. 371, z późn. zm.) lub innego dokumentu potwierdzającego prawo do korzystania z tych uprawnień. Osoba wydająca zamieszcza wówczas na rewersie recepty numer i rodzaj dokumentu potwierdzającego uprawnienia oraz składa swój podpis.

    CZYTAJ CAŁOŚĆ...


     

  • Przegląd prasy.  ( 19 pozycji )

     

    Poniżej zaprezentowany „Przegląd prasy” został przygotowany na podstawie trzech periodyków  obejmujących swoją tematyką farmację i medycynę szpitalną i ma na celu m.in. zachęcenie farmaceutów szpitalnych i klinicznych (ale nie tylko!) do sięgania po te źródła. Wiele wartościowych tekstów jest dostępnych bezpłatnie również on-line.
     
     
    LEKI WŁASNE PACJENTÓW W SZPITALU
     
     
       Badacze z Danii zajęli się mało zbadanym problemem stosowania w czasie pobytu w szpitalu przez chorych leków przyniesionych przez nich z domu (PODs – patients’ own drugs, co można przetłumaczyć jako leki własne pacjentów). Po pierwsze przeprowadzili analizę częstotliwości z jaką pacjenci korzystają z własnych medykamentów przebywając na oddziale. Po drugie zajęli się kwestią jeszcze istotniejszą, mianowicie zbadali jakość tych leków biorąc pod uwagę ich wygląd, opakowanie, możliwość zidentyfikowania zawartości, zgodność warunków w jakich były przechowywane z zaleceniami producenta oraz datę ważności. Autorzy zwrócili uwagę na istotne wady i zalety umożliwienia pacjentom szpitali korzystania z własnych leków, włączając  w to także preparaty ziołowe i suplementy diety. Problem jest bieżący także w naszym kraju. Apteki szpitalne zaopatrzone są na ogół w ograniczoną receptariuszem szpitalnym liczbę i rodzaj leków. Umożliwiając pacjentom przynoszenie własnych produktów leczniczych do szpitala należy brać pod uwagę nie tylko aspekt ekonomiczny, ale również zapewnienie ciągłości i bezpieczeństwa farmakoterapii.  

    [1] Nielsen TRH, Kruse MG, Andersen SE „The quality and quantity of patients’ own drugs brought to hospital during admission” European Journal of Hospital Pharmacy: Science and Practice, October 2013, Volume 20:297-301, Issue 5

     
    STANDARDY AKREDYTACYJNE W FARMAKOTERAPII
     
     
       Uważa się, że jedną z najskuteczniejszych metod zarządzania jakością dla poprawy bezpieczeństwa pacjentów szpitali jest dostosowanie się tych ostatnich do wypracowanych norm, wytycznych i standardów. Na tym polu jest także dużo pracy dla farmaceutów klinicznych i szpitalnych. W artykule „Standardy zarządzania jakością w farmakoterapii” m.in. można zapoznać się z zasadami punktacji standardów akredytacyjnych z zakresu farmakoterapii. Na ich podstawie można się zorientować, w jakim zakresie farmaceuci zatrudnieni w szpitalu mogą brać udział w tworzeniu podstawowych procedur tj. zasady stosowania leków spoza receptariusza szpitalnego, zasady pozyskiwania leków w trybie nagłym czy współpraca w zakresie dokumentowania i raportowania działań niepożądanych.

    [2] mgr Urszula Religioni „Standardy zarządzania jakością w farmakoterapii” Farmakoekonomika szpitalna, nr 24/2013

     
    ZAKAŻENIA CLOSTRIDUM DIFFICILE
     
     
        Biegunki poantybiotykowe to jeden z poważniejszych problemów epidemiologicznych w szpitalu. Szczególnie niebezpieczne mogą być endemiczne zakażenia szpitalne o etiologii C. difficile.  Wyzwaniem jest eliminacja ze środowiska endospor, wyjątkowo odpornych na eradykację. Pacjenci, zarówno objawowi jak i nosiciele, ręce personelu oraz środowisko szpitalne stanowią drogi roznoszenia się patogenu. Autorzy tekstu „Clostridium difficile – problem kliniczny i epidemiologiczny” podają i omawiają epidemiologię zakażenia, a także metody jej kontroli w warunkach szpitalnych - zarówno te tradycyjne, jak i nowoczesne.

    [3] Grzegorz Ziółkowski, Barbara Ziółkowska, Mirosława Malara, Beata Ochocka „Clostridium difficile – problem kliniczny i epidemiologiczny” Forum zakażeń 2013;4(4):235-240
     
    mgr farm. Olga Sierpniowska
     
     
     
     
  • Sport to zdrowie.  ( 19 pozycji )
     
  • Chwila oddechu.  ( 85 pozycji )
     
  • Barometr PharmaExperta.  ( 69 pozycji )
      Rynek farmaceutyczny w lutym br. zanotował sprzedaż na poziomie 2 256 mln PLN. To o 63,1 mln PLN (+2,88%) więcej niż w analogicznym okresie 2013r. Natomiast w porównaniu do stycznia 2014r. wartość sprzedaży zmniejszyła się o 125,2 mln PLN (-5,26%). 

       W lutym 2014 największy wzrost zanotował segment sprzedaży odręcznej, której wartość wzrosła o 42,0 mln PLN (+4,70%) względem analogicznego okresu ub. r. Wartość segmentu leków refundowanych wzrosła o 16,7 mln PLN (+2,10%), a wartość sprzedaży leków pełnopłatnych na receptę zwiększyła się o 2,8 mln PLN (+0,57%). Natomiast w porównaniu do stycznia 2014 r. nastąpił spadek wartości sprzedaży we wszystkich segmentach rynku. Segment leków refundowanych odnotował zmniejszenie się wartości sprzedaży o 18,5 mln PLN (-2,24%), a wartość sprzedaży leków pełnopłatnych spadła o 23,6 mln PLN (-4,55%). Największy spadek wartości sprzedaży był udziałem produktów w sprzedaży odręcznej.
    Ich sprzedaż zmniejszyła się o 76,6 mln PLN (-7,57%).

    Zestawienie wartości sprzedaży
    poszczególnych segmentów rynku farmaceutycznego
    (dane w mln PLN)

    Tabela 1: luty 2014 vs luty 2013
    *kliknij, aby powiększyć
     
    Tabela 2: luty 2014 vs styczeń 2013

    *kliknij, aby powiększyć
     
     
    Statystyczna apteka
     
     
       W lutym 2014r. wartość sprzedaży dla statystycznej apteki wyniosła 164,5 tys. PLN. W porównaniu do lutego 2013r. wartość sprzedaży statystycznej apteki zwiększyła się o 2,5 tys. PLN (+1,54%). Natomiast względem stycznia 2014r. wartość sprzedaży spadła o 9,5 tys. PLN (-5,56%).

       W porównaniu do analogicznego okresu z 2013r. wartość sprzedaży statystycznej apteki zwiększyła się w segmencie sprzedaży odręcznej (+3,34%) i w segmencie leków refundowanych (+0,78%). Natomiast wartość sprzedaży leków pełnopłatnych zmniejszyła się w tym okresie o 0,73%. Względem stycznia br. nastąpił spadek wartości sprzedaży, który objął wszystkie segmenty rynku. Największy spadek odnotował segment sprzedaży odręcznej (-7,77%). Wartość leków pełnopłatnych zmniejszyła się o 4,75%, a leków refundowanych spadła o 2,44%.
     
    *kliknij, aby powiększyć
     
       Średnia cena produktów sprzedawanych w aptekach w lutym 2014r. wyniosła 16,39 PLN. W porównaniu do poprzedniego miesiąca średnia cena była wyższa o 0,45%, a wobec lutego 2013r. (16,64 PLN) spadła o 1,52%. Natomiast średnia marża apteczna w lutym 2014r. wyniosła 27,29%. To o 0,03 pp więcej niż przed miesiącem. Względem lutego 2013r. (27,47%) marża spadła o  0,18 pp.

     
    Refundacja a współpłacenie
     
     
       W lutym 2014r. poziom współpłacenia pacjentów za leki refundowane wyniósł 28,20%. Wskaźnik ten zwiększył się względem stycznia 2014r. o 0,84 pp. Udział pacjenta w dopłacie do leków refundowanych był o 1,22 pp niższy niż w analogicznym miesiącu ubiegłego 2013r.

       W lutym pacjenci wydali na leki refundowane 228,6 mln PLN, tj. o 1,74 mln PLN więcej niż miesiąc wcześniej i o 5,0 mln PLN mniej niż w styczniu 2014r.

       W lutym pacjenci zapłacili 74,20% z 2 256 mln PLN, stanowiących całkowitą wartość sprzedaży w aptekach (pozostałą część stanowi refundacja ze strony Państwa). Względem stycznia 2014r. udział ten spadł o 0,50 pp., a wartościowo wydatki pacjentów zmniejszyły się wobec poprzedniego miesiąca o 105,0 mln PLN. W lutym 2013r. pacjenci wydali na wszystkie produkty lecznicze zakupione w aptekach 1 674 mln PLN. To o 41,4 mln PLN więcej niż w analogicznym okresie 2013r. Udział pacjentów w zapłacie za leki zmniejszył się w tym okresie o 0,25 pp.
     
     
    Prognoza wartości sprzedaży leków na rok 2014
     
     
       Na koniec 2014 r. rynek powinien osiągnąć wartość 28,2 mld PLN. To o 1,6% więcej niż wartość rynku za poprzedni rok. Natomiast wartość refundacji na koniec 2014 roku osiągnie poziom 7,3 mld PLN, tj. będzie o 2,4% większa niż w roku 2013.
     
    *kliknij, aby powiększyć
      
     
    Prognozowane ceny i marże na koniec bieżącego roku
     
     
       Średnia cena leków na koniec roku wyniesie 16,52 PLN, co oznacza wzrost wobec cen z ubiegłego roku o 0,1%. Prognoza zakłada, iż za wzrost cen sprzedaży w tym roku w dużej mierze będzie odpowiadać segment leków refundowanych. Prognozowana wielkość marży na koniec roku wyniesie 27,97%. Będzie ona wyższa o 1,4% niż w roku 2013. Wzrost marży dotyczy głownie leków refundowanych. Średnia wartość sprzedaży na pacjenta w roku 2014 wyniesie 47,57 PLN (+2,0%). Liczba pacjentów w aptece będzie mniejsza o 1,1% niż w 2013 roku.

    Piotr Kula
    Prezes PharmaExpert
     
    fot. z archiwum Autora
     
  • Nowe rejestracje  ( 228 pozycji )
       Na łamach działu "Nowe rejestracje" dr n. farm. Jarosław Filipek z IMS Health prezentuje nowości lekowe na polskim rynku farmaceutycznym oraz zestawienia nowo zarejestrowanych preparatów. Zestawienia produktów dopuszczonych do obrotu przedstawiamy z podziałem na wydane przez Komisję Europejską (UE) oraz na wydane przez polski Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych (PL) .
     
     
      
     
     
     
                    
     
     
     
  • Biblioteczka.  ( 1 pozycji )
  • Reklama  ( 98 pozycji )
  • Kalendarium.  ( 1 pozycji )

     

    *kliknij, aby uzyskać szczegóły
     

     

  • Aktualności.  ( 49 pozycji )
    Felieton Prezesa
     
     
    NADZIEJA W SĄDACH
     
     
       Wprowadzenie do polskiego porządku prawnego zakazu reklamy aptek (punktów aptecznych) i ich działalności to jeden z największych sukcesów samorządu aptekarskiego. Podczas prac w Sejmie w 2011 r. nad projektem ustawy o refundacji leków, środków spożywczych specjalnego przeznaczenia żywieniowego oraz wyrobów medycznych udało się nam przekonać stronę rządową i członków komisji zdrowia do zaaprobowania propozycji przepisu zabraniającego reklamy aptek, która przez wiele lat wykorzystywana była przez różnych przedsiębiorców, głównie niefarmaceutów, w walce o pacjenta i zwiększenie udziału w rynku aptecznym metodami nie do zaakceptowania przez aptekarzy i samorząd aptekarski. Niestety, zakaz ten od chwili wejścia w życie, czyli od 1 stycznia 2012 r., jest nagminnie łamany, a jego przeciwnicy rozpoczęli kampanię lobbingową w celu zmiany art. 94a ustawy - Prawo farmaceutyczne. Organizatorzy krucjaty przeciwko zakazowi reklamy aptek dotarli nawet do Brukseli. Do Komisji Europejskiej trafiła skarga w tej sprawie, złożona przez Konfederację Lewiatan.
     
       Wielokrotnie podkreślałem, że silne państwo to takie, w którym właściwe organy i służby skutecznie egzekwują przestrzeganie prawa. Nadzieję budzi kształtująca się stopniowo linia orzecznictwa sądów administracyjnych dotycząca art. 94a ustawy – Prawo farmaceutyczne. Istotne są orzeczenia,

       z których wynika, że karę pieniężną można nałożyć także wówczas, gdy jeszcze przed wydaniem decyzji przez wojewódzkiego inspektora farmaceutycznego przedsiębiorca zaprzestał prowadzenia reklamy apteki. Warto też przywołać między innymi wyroki Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie z 24 i 25 stycznia 2013 r., oddalające skargi na decyzje Głównego Inspektora Farmaceutycznego w przedmiocie nakazu zaprzestania prowadzenia reklamy apteki. Potwierdzają one słuszność wyrażanego wielokrotnie stanowiska Naczelnej Rady Aptekarskiej, która konsekwentnie twierdziła, że programy lojalnościowe spełniają przesłanki reklamy apteki (punktu aptecznego) bądź jej działalności. W uzasadnieniu wyroku z 25 stycznia 2013 r. WSA wskazał jednoznacznie: „Opisane działania skarżącej stanowiły zachętę dla klientów do nabywania wyłącznie w aptece objętej Programem oferowanych w tej aptece produktów, reklamując tę, a nie inną aptekę. Zachętą tą były udzielane w konkretnej aptece rabaty na produkty nierefundowane, natomiast środkiem do osiągnięcia celu w postaci zwiększenia sprzedaży była reklama tylko apteki objętej Programem, w rozumieniu art. 94a ust. 1 ustawy – Prawo farmaceutyczne, nazywana przez skarżącą programem o charakterze lojalnościowym. Innymi słowy, reklama Programu była ściśle powiązana z reklamą konkretnej apteki, którą Program obejmował, zachęcając do nabywania wyłącznie w takiej aptece leków nierefundowanych, gdyż tylko w takiej aptece leki te były sprzedawane z rabatem”.

       W zeszłym roku samorząd aptekarski otrzymał też uzasadnienia kilku ważnych wyroków Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie, w których wyjaśniony został zakres uprawnień izb aptekarskich jako organizacji społecznych w sprawach dotyczących naruszenia zakazu reklamy aptek. Warszawski sąd, rozpatrując skargi na postanowienia Głównego Inspektora Farmaceutycznego negujące prawo okręgowej izby aptekarskiej do żądania wszczęcia i uczestniczenia w postępowaniu w sprawie zakazu reklamy apteki, stwierdził, że „jednostka samorządu aptekarskiego powinna być (…) dopuszczona do postępowania prowadzonego przez Dolnośląskiego Wojewódzkiego Inspektora Farmaceutycznego jako organizacja społeczna, gdyż jest ona – jako organ reprezentujący i nadzorujący wszystkich farmaceutów – żywo zainteresowana wynikiem toczącego się postępowania”. Ponadto WSA zdecydowanie podkreślił, że w sprawach dotyczących przestrzegania zakazu reklamy aptek samorząd aptekarski nie kieruje się partykularnym interesom jego członków, lecz interesem społecznym.

       19 marca 2014 r. w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym w Warszawie rozpatrywana była skarga, którą spółka Farmacja Polska Apteki Główne złożyła przeciwko Naczelnej Radzie Aptekarskiej. Spór dotyczył opinii wydawanej przez organy samorządowe w ramach postępowania w sprawie wydania zezwolenia na prowadzenie apteki ogólnodostępnej przed wojewódzkim inspektorem farmaceutycznym. WSA orzekł, że organ samorządu aptekarskiego, wypowiadając się odnośnie nazwy apteki i ewentualnego naruszenia w nazwie zakazu reklamy aptek, nie wchodzi w kompetencje wojewódzkiego inspektora farmaceutycznego. Sąd stanął również na stanowisku, że opinia organu samorządu aptekarskiego wydawana w postępowaniu o udzielenie zezwolenia na prowadzenie apteki nie ogranicza się jedynie do spraw z zakresu rękojmi należytego prowadzenia apteki.

       Chciałbym przypomnieć, że od początku obowiązywania ustawy z dnia 12 maja 2011 r. o refundacji leków, środków spożywczych specjalnego przeznaczenia żywieniowego oraz wyrobów medycznych Naczelna Izba Aptekarska prezentuje stanowisko, zgodnie z którym umieszczanie w nazwie apteki elementów reklamujących aptekę lub jej działalność narusza zakaz zawarty w art. 94a ust. 1 zd. 1 ustawy – Prawo farmaceutyczne. Nazwa apteki, pomimo że swobodnie kształtowana przez przedsiębiorcę, nie może prowadzić do naruszenia lub obejścia obowiązującego prawa, w tym zakazu reklamowania aptek i ich działalności. Tak więc wydawanie zezwoleń na prowadzenie aptek, których nazwy zawierają elementy o charakterze reklamowym, jest działaniem naruszającym obowiązujące przepisy prawa, a decyzje administracyjne (zezwolenia) są dotknięte poważną wadą prawną. Kwestia zgodności nazwy apteki z obowiązującym prawem musi być zatem rozstrzygnięta na etapie wydawania zezwolenia albo na etapie zmiany zezwolenia polegającej na zmianie nazwy apteki.

       I jeszcze jeden wyrok – najnowszy! 27 marca 2014 r. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie, rozpatrując  skargę złożoną przez Beskidzką Okręgową Izbę Aptekarską w Bielsku-Białej na postanowienie Głównego Inspektora Farmaceutycznego, który utrzymał w mocy postanowienie Śląskiego Wojewódzkiego Inspektora Farmaceutycznego w Katowicach odmawiające wszczęcia postępowania administracyjnego w sprawie zbadania zgodności z prawem używania nazwy apteki zawierającej elementy reklamowe, uwzględnił skargę i uchylił postanowienie GIF. Warszawski sąd podkreślił, że izba aptekarska, żądając wszczęcia postępowania administracyjnego, którego przedmiotem ma być zbadanie zgodności z prawem używania w obrocie nazw z elementami reklamowymi, może występować w tym postępowaniu na prawach strony, ponieważ jest to uzasadnione celami statutowymi izb aptekarskich oraz przemawia za tym interes społeczny.

       Mam nadzieję, że  w uzasadnienia sadów administracyjnych wczytają się z uwagą nie tylko przeciwnicy zakazu reklamy aptek, ale i przedstawiciele organów odpowiedzialnych za nadzór nad przestrzeganiem art. 94a ustawy - Prawo farmaceutyczne.

    dr GRZEGORZ KUCHAREWICZ
    Prezes Naczelnej Rady Aptekarskiej
     

cookies.jpg
Wydarzenia
pilkanozna.jpg
DOKUMENTY
strategia.jpg