31.07.2014.
Aptekarz Polski
Start.
Aktualności
Opieka farmaceutyczna
Wszechnica
Manuał aptekarski
W aptece
Lex Apothecariorum
Edukacja
Farmacja na świecie
Rynek leków
Panorama samorządu
Biblioteka
Historia farmacji
Muzealny kalejdoskop
PharmaExpert
Nowe rejestracje
Świat w pigułce
Chwila oddechu
Sport to zdrowie
Galeria
Przegląd prasy
Warto wiedzieć
Rozmowy Redakcji
Listy do Redakcji
Forum wydarzeń
Z uniwersytetu
Numer 94/72 online
Menu witryny
Wydawnictwo NIA
Zamów Aptekarza






mapa strony: Start.


 


Wszechnica aptekarska.
 

 

   Z uwagi na rozpoczynający się okres wakacyjno-urlopowy i związane z nim siłą rzeczy większe rozluźnienie i mniejsze skoncentrowanie na nauce, bieżący artykuł poświęcony kolejnej substancji czynnej z naszej receptury – fenobarbitalowi i jego soli sodowej postanowiliśmy podzielić na dwie mniejsze porcje, tak aby nadmiar tekstu nie odstraszył naszych przemiłych Czytelników od istotnych informacji związanych z recepturą tej ważnej i wciąż często występującej w leku recepturowym substancji biologicznie czynnej. Ilekroć napotykamy fenobarbital czy to w literaturze, czy to w recepturze aptecznej zawsze jawi nam się obraz zajęć z chemii farmaceutycznej, dawniej zwaną też chemią leków, gdzie skrupulatnie w pamięci zapisywaliśmy wzory i formułki molekuł leków. Fenobarbital mimo upływu lat pozostał w naszej pamięci i cały czas brzmi jako: 5-etylo-5-fenylo-2,4,6-trioksoheksahydropirymidyna. I choć nauka rozwija się i zmienia to sentyment pozostaje. A i w towarzystwie skomplikowaną nazwą można błysnąć… ale do rzeczy.
 
 

   Upodobanie do słodkiego smaku jest charakterystyczne dla ludzkiego gatunku. W życiu płodowym kubki smakowe tworzą się już w szesnastym tygodniu rozwoju płodu, a nowonarodzone niemowlę jest w stanie pozytywnie reagować na słodki smak. Cukier jest naturalnym środkiem słodzącym, który dostarcza około 4 kalorii na gram, czyli około 405 kalorii w 100 gramach cukru. Z powyższego łatwo można wyliczyć, iż jedna łyżeczka cukru to aż 20 kalorii. Najpowszechniej dostępny w sklepach, cukier nierafinowany złożony jest w większości z kryształów sacharozy, które stanowią od 99,3% do 99,96% całkowitej masy. 
 
 
Filtr     Kolejność     Pokaż # 
Tytuł pozycji
05.2014 - "Clostridium difficile - nowa superbakteria?"
05.2014 - "Dieta w zespole metabolicznym."
05.2014 - "Receptura apteczna, nie zawsze jednoznaczna..."
04.2014 - "Nutrigenetyka i nutrigenomika - rewolucja w żywieniu?"
04.2014 - "Nystatyna."
04.2014 - "Dieta w nadciśńieniu tętniczym."
03.2014 - "Leki i wyroby medyczne dla osób uprzywilejowanych."
03.2014 - "Ditranol jako lek przeciwłuszczycowy."
03.2014 - "Kuchnia molekularna."
02.2014 - "Witaminy w recepturze aptecznej - część V."
02.2014 - "Nowa Żywność."
01.2014 - "Witaminy w recepturze aptecznej - część IV."
01.2014 - "Antybiotyki i dodatki do żywności."
12.2013 - "Witaminy w recepturze aptecznej. Część III."
12.2013 - "Zagrożenia związane z zanieczyszczeniami żywności."
11.2013 - "Witaminy w recepturze aptecznej. Część druga."
11.2013 - "Wpływ zabiegów kulinarnych na zawartość składników odżywczych w codziennym posiłku."
10.2013 - "Witaminy w recepturze aptecznej. Część I."
10.2013 - "Toksykologiczne aspekty przechowywania żywności."
09.2013 - "Czyste ręce."
09.2013 - "Problemy z kwasem bornym."
08.2013 - "Problemy z efedryną."
07.2013 - "Ten sam lek różnie zapisany - część II."
06.2013 - "Ten sam lek różnie zapisany."
05.2013 - "Trudne przypadki w recepturze - podziel się z innymi!"
04.2013 - "Miary domowe."
03.2013 - "Przewlekła niewydolność żylna."
03.2013 - "Krople w recepturze aptecznej - nie takie straszne jak myślimy!"
03.2013 - "Nowa kategoria relacji pomiędzy lekarzem a farmaceutą szpitalnym."
02.2013 - "Kontrola dawkowania w leku recepturowym ad usum externum."
02.2013 - "Komunikaty bezpieczeństwa."
01.2013 - "O recepturze aptecznej słów kilka."
01.2013 - "Higroskopia i euteksja."
01.2013 - "Farmacja szpitalna - stare problemy i nowe wyzwania."
12.2012 - "Rany, krwotoki i ich zaopatrywanie - krótki przewodnik."
12.2012 - "Działania niepożądane typu E."
12.2012 - "Testy diagnostyczne dostępne w aptece."
12.2012 - "Przykłady niezgodności chemicznych w mieszankach i roztworach."
11.2012 - "Sposoby sporządzania kropli ocznych."
11.2012 - "HIV/AIDS współcześnie."
10.2012 - "Rhinitis medicamentosa - choroba, powikłanie, uzależnienie?"
10.2012 - "Wybrane aspekty określania trwałości leków recepturowych."
09.2012 - "Zastosowanie lecytyny w technologii leków pozajelitowych."
08.2012 - "Przykłady interakcji recepturowych z wodą wapienną."
07.2012 - "Receptura leków do oczu z metronidazolem."
07.2012 - "Ogólne zasady postępowania aseptycznego w aptekach ogólnodostępnych."
07.2012 - "Pierwsza pomoc nad wodą."
06.2012 - "Związki cynku stosowane w recepturze aptecznej."
05.2012 - "Mixturae concentratae - kontrola dawkowania w kroplach stosowanych per os."
04.2012 - "Repetytorium do specjalizacji. Proszki w recepturze."
 
«« start « poprz. 1 2 nast. » koniec »»
Pozycje :: 1 - 50 z 99
  • Z uniwersytetu  ( 3 pozycji )
    Lubelska Konferencja fitochemiczna
     
    i doktorat honoris causa

        W dniach 26-29.05.2014 r. odbyła się międzynarodowa konferencja zorganizowana przez Uniwersytet Medyczny w Lublinie, Katedrę i Zakład Farmakognozji z Pracownią Roślin Leczniczych UM w Lublinie, Lubelski Park Naukowo-Technologiczny i Polską Akademię Nauk.  Było to już 9 spotkanie z tego cyklu, które poświęcone jest aktualnym osiągnięciom w dziedzinie fitochemii i fitoterapii. Zdobyło ono ugruntowaną pozycję, nie tylko w kraju ale także i na świecie. Tegoroczna Konferencja miała szczególne znaczenie, w trakcie jej trwania Uniwersytet Medyczny w Lublinie na wniosek Rady Wydziału Farmaceutycznego nadał tytuł doktora honoris causa prof. dr. Guentherowi Bonn, wybitnemu naukowcowi z Austrii, który badawczo związany jest z lubelską farmakognozją. Warto w tym miejscu dodać, że jest to już 5. doktorat honoris causa wręczony uczonym, którzy współpracują z lubelskim uniwersytetem w ramach badań fitochemicznych. Poprzednio tytuły otrzymali profesorowie: Mirosława Furmanowa, Stanisław Kohlmünzer, Edward Soczewiński oraz Yoshinori Asakawa.
     
    Dziekan Wydziału farmaceutycznego Uz Oddziałem Analityki Medycznej UM
    w Lublinie w trakcie odczytywania życiorysu prof. G. Bonna
     
       Celem konferencji jest omówienie najnowszych trendów, obecnych wyników badań nad naturalnymi substancjami biologicznie aktywnymi oraz wymiana doświadczeń odnoszących się do wszystkich technik chromatograficznych i pokrewnych, jak również jest łącznikiem pomiędzy metodami analizy fitochemicznej, przygotowaniem próbek i izolacji aktywnych metabolitów, które są wytwarzane przez rośliny lecznicze.  

       Tegoroczna Konferencja obejmowała wiele kierunków badawczych. Jednym z nich była ocena poziomu rozwoju wysoce selektywnych i wrażliwych technologii analitycznych. W swoim wykładzie prof. dr h.c. G. Bonn (Austria) określił materiały roślinne jako bardzo złożone macierze, których analiza wymaga odpowiednio przygotowanej próbki do oznaczania ilościowego. W ciągu ostatnich lat izolacja i separacja aktywnych składników z próbek naturalnych stają się coraz bardziej ważne. Nowe osiągnięcia w chromatografii umożliwiają odkrywanie niedostępnych dotychczas obszarów. Coraz bardziej w analityce związków pochodzenia naturalnego widać tendencje do miniaturyzacji i przygotowywania próbek w mikroskali, a także w skali nano.
     
    JM Rektor UM w Lublinie prof dr hab. Andrzej Drop składa gratulacje
    prof. dr h.c. Guentherowi Bonn

       Badanie struktur związków naturalnych jest bardzo istotne z punktu widzenia naukowego, pozwala na identyfikację nowych substancji, których aktywność dotychczas nie została określona. Dla fitoterapii znaczenie ma także metabolomika, która zaczyna być także eksplorowana w tej dziedzinie nauki. Prof. Gerorgiev (Bułgaria)  przedstawił wykład dotyczący metabolomiki i biotechnologicznych aspektów fenyloetanoidów (związki, w których połączenia glikozydowe alkoholu fenyloetylowego acylowane są w części cukrowej pochodnymi kwasu cynamonowego np, werbaskozyd) i glikozydów irydoidowych np. harpagozydu występującego w czarcim pazurze Harpagophytum procumbens. Dla poznania działania związków aktywnych nie tylko konieczna jest informacja o ich strukturze, ale także o ich losach w organizmie.
     
    Profesor Kazimierz Głowniak – główny organizator Konferencji
     
       Uczestnicy konferencji także wiele uwagi poświęcili właściwościom mikrobiologicznym substancji roślinnych, wiele abstraktów odnosiło się właśnie do tej tematyki. Dało się zauważyć także poszukiwanie zastosowań leczniczych nowych gatunków roślin wśród których wymienić można: Seseli devenyense, Heracleum dulce, Telekia speciosa, Mutellina purpurea i inne.

       Konferencja zgromadziła blisko 250 naukowców z ponad 35 krajów z całego świata. ■

    dr n. farm. Tomasz Baj  
    fot. mgr farm. Jarosław Widelski
    i mgr farm. Krzysztof K. Wojtanowski


  • Forum wydarzeń  ( 8 pozycji )

    KONDYCJA POLSKICH APTEK
     
    A DOSTĘPNOŚĆ LEKÓW REFUNDOWANYCH

       15 kwietnia 2014 roku odbyła się w Bydgoszczy I Ogólnopolska Konferencja Farmaceutyczna, której organizatorami byli: Wojewoda Kujawsko-Pomorski Ewa Mes oraz Pomorsko-Kujawska Okręgowa Izba Aptekarska. Temat Konferencji „Kondycja polskich aptek a dostępność leków refundowanych".
       W konferencji uczestniczyli m.in. poseł Tomasz Latos, przewodniczący Komisji Zdrowia Sejmu RP, Zbigniew Niewójt, zastępca Głównego Inspektora Farmaceutycznego, Andrzej Śliwczyński, zastępca Dyrektora Departamentu Gospodarki Lekami w NFZ, Alina Fornal i Marek Jędrzejczak - wiceprezesi NRA, Tadeusz Bąbelek, sekretarz NRA, Prezesi ORA, dziekani i wykładowcy uniwersytetów medycznych, wojewódzcy inspektorzy farmaceutyczni, specjaliści wojewódzcy ds. farmacji.
       Tematyka konferencji obejmowała następujące zagadnienia:
    • Dostępność leków w sprzedaży pozaaptecznej;
    • Przepisy antykoncentracyjne dotyczące aptek w Polsce oraz innych krajach UE;
    • Reklama aptek i punktów aptecznych;
    • Trudności w zaopatrzeniu aptek w leki;
    • Wpływ wysokości marży urzędowej na dostępność leków refundowanych w aptekach. Wykłady na te tematy przedstawili prelegenci zaproszeni przez organizatorów.
       Konferencja miała charakter seminaryjny, dzięki czemu po każdym wykładzie uczestnicy mieli możliwość dyskusji i przedstawienia opinii na temat problemu przedstawionego przez prelegenta. Organizatorzy zapowiedzieli opracowanie dokumentu zawierającego konkluzję wszystkich poruszanych tematów i problemów. Zostanie on przesłany do ministra zdrowia, sejmowej komisji zdrowia oraz instytucji zajmujących się problematyką poruszaną na spotkaniu w Bydgoszczy.


     
     PRZECZYTAJ WIĘCEJ...
     
       W październiku 2013 ruszyła siódma już edycja Ogólnopolskiego Programu dla Młodzieży „Mam Haka na Raka”. Jego celem jest kształtowanie postaw prozdrowotnych wśród młodych ludzi oraz zwiększenie świadomości związanej z profilaktyką badań. Patronat nad obecną odsłoną, dedykowaną nowotworom układu limfatycznego, objęły m.in. Narodowy Fundusz Zdrowia, Komisja Europejska oraz Naczelna Izba Aptekarska. Łącznie, we wszystkich edycjach wzięły udział ponad 22 tysiące młodych ludzi.
     
     

     
  • Archiwalia  ( 3 pozycji )
  • Świat w pigułce  ( 12 pozycji )
     
       Japoński rynek farmaceutyczny jest drugim co do wielkości na świecie. Udział generyków w ogólnej sprzedaży waha się w tamtejszych aptekach na poziomie jedynie kilkunastu procent. Kraj Kwitnącej Wiśni słynie z respektowania zasad, dbałości o jakość oraz z lojalności – z zachowań tak odmiennych od obowiązujących w krajach szeroko pojmowanego „zachodu” (dla Japończyków styl ‘Western style’ tyczy się również kultury amerykańskiej). Wobec powyższego, Japończycy pozostają wierni oryginalnym lekom.
     

       Mała prywatna apteka na prowincji. W tle widoczna dokumentacja związana z prowadzoną tu opieką farmaceutyczną.
     
       Medycyna konwencjonalna wydaje się wieść prym w Japonii, niemniej coraz częściej spotyka się pacjentów sięgających po receptury opisane w japońskiej medycyny ludowej, tak bliskiej tradycyjnej medycynie chińskiej. W VII-IX w. n.e. Chińczycy przekazali Japończykom podstawy TCM. Od tego czasu zaobserwowano szybki rozwój opartej na akupunkturze i leku roślinnym medycyny naturalnej. Wykorzystuje ona ciekawe farmakognostycznie mieszanki ziołowe zawierające gatunki roślin rosnących w kraju wschodzącego słońca. Szacuje się, że niemal połowa flory porastającej wyspy japońskie to rośliny endemiczne dla tego terenu.
     

       W sklepach zielarskich można kupić wysuszone i rozdrobnione pojedyncze substancje roślinne bądź standaryzowane mieszanki ziołowe.
     
       Coraz częściej organizowane są w Japonii konferencje mające na celu rozszerzanie wiedzy z zakresu medycyny naturalnej (Kampo), a sami pacjenci sięgają po pomoc zielarzy i znachorów, rezygnując z konwencjonalnej farmakoterapii. Niezwykle ciekawie wyglądają sklepy zielarskie zlokalizowane w większych japońskich miastach, w których można nabyć m.in. korzenie żeń-szenia, eleuterokoka, traganka mongolskiego, kłącza imbiru czy ostryżu, wysuszone koniki morskie, trudne do zidentyfikowania węże, czy też dziwnego pochodzenia nalewki. Japońska medycyna naturalna oparta jest na aplikacji pacjentom mieszanek ziołowych o ściśle określonym składzie i standaryzowanej zawartości ciał czynnych. Podczas mojego pobytu na stypendium naukowym na uniwersytecie Tokushima Bunri University zastosowałam Kampo jedynie raz, walcząc z uporczywym katarem. Mimo dużego uprzedzenia i wątpliwości przed wypiciem poleconego naparu o nieznanym mi składzie, wielkie było moje zaskoczenie, gdy okazało się, że w ciągu dwóch godzin objawy obłożenia zatok oraz uporczywego kataru zniknęły i nie powróciły już więcej.
     

       Pasaż handlowy w Hiroszimie. Po prawej stronie widoczna apteka.
     
       W Japonii rozwinięto opiekę farmaceutyczną. Każdy pacjent przypisany jest do wybranej przez niego apteki, w której znajdują się jego karty chorobowe i dane osobowe. Dzięki tej praktyce zmniejszono ryzyko występowania interakcji lekowych i obciążenie finansowe tamtejszego funduszu zdrowia (refundacja leków ustalona jest w Japonii na poziomie 70% w przypadku większości substancji leczniczych). Co więcej, rząd japoński inwestuje znaczne kwoty w program kontroli masy ciała obywateli. Przekroczenie dopuszczalnego obwodu talii przez pacjenta kwalifikuje go do spotkania z dietetykiem i psychologiem. Otyli pacjenci, których w Japonii jest wciąż niewielu, zobowiązani są do wykonywania ćwiczeń, stosowania odpowiedniej diety i jak najszybszej redukcji masy ciała. Rząd japoński unika tym samym kosztownej hospitalizacji, a liczba zgonów wywołanych powikłaniami sercowo-naczyniowymi jest redukowana do minimum.
     

        Czekając na poradę farmaceutyczna w nowoczesnej aptece w centrum Osaki.
     
       Półki w drogeriach i aptekach japońskich uginają się pod licznymi suplementami diety fortyfikowanymi witaminami. Większość napojów słodzonych posiada także ich dodatek. To właśnie Japończycy zapoczątkowali trend suplementacji diety związkami mineralnymi i witaminami. Być może związane jest to z niewielką podażą tych ostatnich z dietą. Zdecydowana większość potraw kuchni japońskiej opiera się na gotowanych, marynowanych lub blanszowanych warzywach, co uwidacznia się dużą zapadalnością na cukrzycę.

       Japończycy to ludzie żyjący najdłużej na świecie. Średnia wieku mężczyzn sięga 79 lat, a kobiet aż 86. Recepta na długowieczność to ponoć dyscyplina w ograniczaniu porcji żywnościowych, codzienne spożywanie alg morskich, sfermentowanej soi i tofu, jak również aktywności fizyczna. Widok jeżdżących na rowerze bez względu na pogodę starszych ludzi nikogo tam nie dziwi. Dlaczego nam, Polakom, wciąż tak daleko do tego stylu życia…?
     
    dr n. farm. Wirginia Kukuła-Koch
    Uniwersytet Medyczny w Lublinie
     
    Fot. nadesłane przez Autorkę
     
  • Muzealny kalejdoskop  ( 23 pozycji )
    KARTY WIELKANOCNE HANNY NAST
     
    W MUZEUM FARMACJI

        W Muzeum Farmacji im. prof. J. Muszyńskiego w Łodzi odbył się 27 marca 2014 roku wernisaż wystawy ,,Karty świąteczne Hanny Nast’’. Była to już druga wystawa w naszym muzeum przedstawiająca twórczość artystki. Na pierwszej, grudniowej wystawie, prezentowane były karty świąteczne związane ze Świętami Bożego Narodzenia. Na obecnej - karty związane z Wielkanocą i wiosną. Wśród osób przybyłych na wernisaż byli zarówno ci, którzy poznali już twórczość artystki i są pod wielkim wrażeniem jej talentu, jak również ci - którzy pragnęli zapoznać z Jej pracami. Ku zaskoczeniu i radości organizatorów na wernisażu pojawili się również kolekcjonerzy kart świątecznych Hanny Nast. Zademonstrowane przez nich zbiory zawierają karty świąteczne stworzone przez Hannę Nast przed kilkudziesięcioma laty. Na wystawie zaprezentowano 160 przepięknych kart świątecznych oraz 48 autorskich karnetów kwiatowych ilustrujących pięćdziesięcioletnią twórczość Artystki. W świąteczny nastrój wernisażu wprowadził, zacytowany w czasie uroczystości otwarcia, wiersz Jana Lechonia pt. "Wielkanoc".

       Droga, wierzba sadzona wśród zielonej łąki,
       Na której pierwsze jaskry żółcieją i mlecze.
       Pośród wierzb po kamieniach wąska struga ciecze,
       A pod niebem wysoko śpiewają skowronki.

       Wśród tej łąki wilgotnej od porannej rosy,
       Droga, którą co święto szli ludzie ze śpiewką,
       Idzie sobie Pan Jezus, wpółnagi i bosy
       Z wielkanocną w przebitej dłoni chorągiewką.

       Naprzeciw idzie chłopka. Ma kosy złociste,
       Łowicką spódniczkę i piękną zapaskę.
       Poznała Zbawiciela z świętego obrazka,
       Upadła na kolana i krzyknęła: "Chryste!".

       Bije głową o ziemię z serdeczną rozpaczą,
       A Chrystus się pochylił nad klęczącym ciałem
       I rzeknie: "Powiedz ludziom, niech więcej nie płaczą,
       Dwa dni leżałem w grobie. I dziś zmartwychwstałem."
     
       Wielkanoc jest najważniejszym i najradośniej obchodzonym świętem przez chrześcijan, upamiętniającym Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa. Czas jej obchodów ustalono w 325 roku. Przypada on w pierwszą niedzielę po wiosennej pełni księżyca, najwcześniej 22 marca, a najpóźniej 25 kwietnia. Poza wymową religijną, Wielkanoc jest też świętem budzącej się do życia przyrody i zapowiedzią nadejścia wiosny. Wiosenny nastrój kart Hanny Nast można opisać też pięknym fragmentem wiersza nieznanego autora.

       "… Są takie święta raz do roku,
       co budzą życie, budzą czas.
       Wszystko rozkwita w słońca blasku
       i wielka miłość rośnie w nas.
       Miłość do ludzi, do przyrody,
       w zielone każdy z wiosną gra. … Spójrzcie tam – pierwszy liść!’’
     

       Kiedyś, a może lepiej zabrzmi – dawniej, najpopularniejszym sposobem przekazywania świątecznych życzeń – tym, którym nie możemy złożyć ich osobiście, było wysłanie kart. Najstarsze karty wielkanocne pochodzą z początków XX wieku i zawierały zawsze wizerunek Zmartwychwstałego Chrystusa i napis ,,Alleluja’’. Pojawiał się też biblijny symbol Wielkanocy - baranek z czerwoną chorągiewką i złotym krzyżem.
     

       W późniejszych okresach wprowadzano stopniowo również świeckie symbole świąt – żółciutkie kurczaczki i kłapouchego wesołego zająca, barwne pisanki i palmy wielkanocne. Pojawiły się też świece, które symbolizowały zespolenie rodziny i radość ze Zmartwychwstania.

       Hanna Nast studiowała na warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych w Pracowni Grafiki profesora Juliana Pałki. Studia ukończyła w 1964 roku. W czasie swojej pięćdziesięcioletniej pracy artystycznej stworzyła setki unikalnych kart świątecznych. Te prawdziwe dzieła sztuki wzbudzały i nadal wzbudzają zainteresowanie prywatnych kolekcjonerów na całym świecie. Niewątpliwie jednak szczególnie prestiżowa kolekcja prac Hanny Nast znajduje się w Muzeum Watykańskim. Kiedy w 1983 roku łódzki biskup Rozwadowski wyjeżdżał na spotkanie z Ojcem Świętym, zabrał ze sobą prezent środowiska łódzkich plastyków – album karnetów kwiatowych i zestaw kart z Madonnami – autorstwa Hanny Nast. W lutym 1984 roku pani Nast otrzymała list napisany przez Stanisława Dziwisza sekretarza osobistego papieża, w którym przekazuje on osobiste podziękowanie i wyrazy uznania Jana Pawła II dla Jej kunsztu artystycznego. Do listu dołączono książkę z dedykacją napisaną własnoręcznie przez Ojca Świętego. Karty Hanny Nast wykonywane są w niezwykle plastycznej technice kolaż. Kompozycje powstają przy wykorzystaniu tworzyw, o barwnej kolorystyce i odmiennej fakturze, a elementy tej "precyzyjnej i zaplanowanej naklejanki" łączy niekiedy kolorowa kreska. Szczególnym dowodem wrażliwości i perfekcji artystycznej Hanny Nast są karty "malujące" ścisłe powiązanie elementów religijnych z tradycją ludową.

       Obrazy kreowane na kartach świątecznych cechuje wyjątkowa wymowa plastyczna, ich harmonia, ale też dynamizm. Sprawia to, że na tych kartach "coś" się dzieje, skłaniając osobę oglądającą te miniaturowe dzieła do refleksji związanej z przeżywanymi świętami.
     

       Karty świąteczne Hanny Nast prezentowane na wystawie wyróżnia perfekcyjnie dopracowany detal i niesamowita wręcz "aptekarska" dokładność. Nic w tym zaskakującego, ponieważ Hanna Nast wyrastała w atmosferze aptekarskiej tradycji – tradycji farmaceutycznego rodu Armatysów ze Stanisławowa, miejsca urodzin Pani Hanny i stron rodzinnych ojca Kazimierza Jana Armatysa oraz rodu farmaceutycznego Głuchowskich z Łodzi, z którego pochodzi mama Wiesława Głuchowska (jako jedyna w rodzinie Głuchowskich nie była farmaceutką, studiowała na krakowskiej ASP i pewnie przekazała artystyczny talent córce).

    Karnety kwiatowe Hanny Nast
     
       W 2014 roku pani Hanna Nast obchodzi Jubileusz pięćdziesięciolecia pracy artystycznej - z tej okazji otrzymała od pracowników Muzeum Farmacji bukiet dziewięciu purpurowych róż z życzeniami zdrowia oraz dalszych sukcesów w pracy twórczej.

       Wystawa "Karty świąteczne Hanny Nast" będzie czynna do 9 maja 2014 roku i można ja oglądać od poniedziałku do piątku w godzinach 9:00 – 15:00. Serdecznie zapraszamy.

    Anna Drzewoska
    tekst i zdjęcia kart świątecznych
     
  • W aptece.  ( 81 pozycji )
     

    (Ewa Sitko) Pani Magdo, przygotowałam ostatnio listę lektur, które czytałam dawno (a czasami bardzo dawno) temu i do których chciałbym jeszcze raz sięgnąć. Na liście znalazł się między innymi „Colas Breugnon” Romain Rolland’a. Ponieważ ta książka należy do grupy „bardzo dawno czytane”, dla mnie samej było ciekawe, jak teraz będę ją odbierała. Pamiętam, że w młodości byłam zauroczona prezentowaną przez bohatera miłością do życia. Czy z perspektywy doświadczenia życiowego, trudności, rozczarowań, radości, ale także i bólu przeżyję tę książkę tak samo? Czy znowu uwiedzie mnie radość głównego bohatera?
     

     
  • Historia farmacji.  ( 92 pozycji )

       Wnikliwi czytelnicy cyklu „Migawki z dziejów Naczelnej Izby Aptekarskiej” zauważyli zapewne, jak bardzo w czasie funkcjonowania Izby Naczelnej w latach 1945-1951 zmieniał się charakter jej działań. Samorząd zawodowy rozpoczynał swą działalność w roku 1945 jako instytucja tworzona przez przedwojennych działaczy zawodowych, a także wybitne autorytety świata nauki. Naczelna Izba Aptekarska z lat 1945-1948 była instytucją otwartą na świat, gotową na dyskusję i prezentującą poglądy często w zasadniczy sposób stojące w sprzeczności z linią polityczną władz komunistycznych. Ujmująca była tak często opisywana na łamach „Aptekarza Polskiego” działalność społeczna i kulturalna NIA i izb okręgowych. Jej rozmach zdumiewał, nawet w kontekście przedwojennych zasług środowiska aptekarskiego. Natomiast po roku 1948, po IV Walnym Zjeździe Naczelnej Izby Aptekarskiej, który odbywał się w dniach 6 i 7 marca 1948 w Warszawie, wszystko zaczęło się zmieniać. Kluczowe dla owych zmian słowa dyrektora Departamentu Farmacji i Zaopatrzenia Ministerstwa Zdrowia, Stanisława Jezierskiego, przekazywała „Farmacja Polska”: zakończył się już okres organizacji i obecnie Izby Aptekarskie muszą podjąć pracę normalną na podstawach ustaw. Póki co nic nie zwiastowało dalszych gróźb, jakie przyniosła wypowiedź Jezierskiego: Departament Farmacji i Zaopatrzenia w działalności swej kroczy drogą ewolucji i apeluje o współpracę, aby Departament nie był zmuszony stosować kroków rygorystycznych. (…) Zarządy Izb Aptekarskich w bieżącym miesiącu będą mianowane przez Ministra Zdrowia. Oznaczało to, że samorządowi aptekarskiemu narzuceni zostaną prezesi, których najważniejszą i często jedyną – jak się wkrótce miało okazać – kwalifikacją będzie posłuszeństwo partii komunistycznej! W wyniku takiej właśnie polityki w działalności zarówno Naczelnej Izby Aptekarskiej, jak i izb okręgowych, nastąpił dramatyczny wręcz zwrot. Jedną z najciekawszych zmian, jakie zaszły po roku 1948, była zasadnicza zmiana w międzynarodowych kontaktach Naczelnej Izby Aptekarskiej.
     
       W pierwszych latach istnienia samorząd aptekarski ewidentnie nastawiony był na tworzenie i zacieśnianie związków z krajami Europy zachodniej, a izby okręgowe nie obawiały się finansować imprez z udziałem np. amerykańskich naukowców. Tak było w dniach 11-14 sierpnia 1946, kiedy to krakowska  Okręgowa Izba Aptekarska wydała uroczystą kolację na cześć profesorów z amerykańskich uniwersytetów, którzy w murach Uniwersytetu Jagiellońskiego głosili gościnne wykłady z zakresu farmakologii, bakteriologii i neurologii. Redakcja „Farmacji Polskiej” nie stroniła w owym czasie od zamieszczania entuzjastycznych relacji z takich właśnie spotkań. W reportażu ze spotkania w Krakowie pisano m.in.: wieczór upłynął w duchu prawdziwego zbliżenia i serdecznej przyjaźni, czemu goście wielokrotnie dawali wyraz, podkreślając równocześnie nasze osiągnięcia w dziedzinie nauki i nasz zapał do pracy po tak strasznej wojnie. Tego typu słowa, w odniesieniu do gości z krajów zza budowanej właśnie „żelaznej kurtyny”, za kilka lat nie mogłyby zostać opublikowane…

       Goście „z zachodu” odwiedzali nie tylko Kraków, a każdej z tych wizyt towarzyszyło intensywne wsparcie i aktywny udział władz Naczelnej Izby Aptekarskiej. W listopadzie 1947 roku w Warszawie gościł słynnych profesor Artur Stoll ze Szwajcarii, któremu wręczono dyplom Doktora Honoris Causa Uniwersytetu Warszawskiego. W czasie uroczystego bankietu, który towarzyszył temu wydarzeniu, prezes Izby, magister Edmund Szyszko, mówił: jest mi niezmiernie miło powitać imieniem Naczelnej Izby Aptekarskiej Rzeczypospolitej Polskiej, tu, wśród gruzów odbudowującej się Warszawy, czołowego luminarza szwajcarskiej nauki farmaceutycznej, uczonego o sławie światowej. Prezes Szyszko zapewnił, że polski aptekarki zawód śledzi z prawdziwym podziwem wielkie osiągnięcia naukowe (…), które wcielone w życie praktyczne niosą ulgę cierpiącym. Magister Szyszko prosił także profesora Stolla o przekazanie serdecznych pozdrowień dla Kolegów w Szwajcarii. Nazajutrz odbyła się z kolei konferencja z udziałem licznych przedstawicieli nauki i zawodu farmaceutycznego, a przedstawiciele Naczelnej Izby Aptekarskiej wręczyli profesorowi Stollowi egzemplarz Farmakopei Polskiej z odpowiednią dedykacją. Z pobytu w Polsce bohater uroczystości zapamiętał szczególnie przemówienie prezesa Izby Naczelnej, magistra Szyszko, i już z Bazylei nadał do siedziby NIA w Warszawie pismo, którego treść przytoczyła redakcja „Farmacji Polskiej”. Profesor Stoll wyraził najgłębsze podziękowanie za miłe słowa Pana Prezesa (…) w czasie bankietu wydanego na moją cześć (…). Uroczystość ta pozostanie w mej pamięci, jako nader cenna pamiątka, a specjalnie byłem wzruszony Pańskim przemówieniem.

       Jak trudne było utrzymywanie kontaktów z Europą zachodnią świadczyć może fakt, że na Zjazd Przedstawicieli Międzynarodowej Federacji Farmaceutów w Zurychu w sierpniu 1946 roku polska delegacja nie dotarła z powodu – jak enigmatycznie podawała „Farmacja Polska” – trudności techniczno-dewizowych. Niemniej jednak organ prasowy Naczelnej Izby Aptekarskiej starał się skrupulatnie relacjonować wszystkie ważniejsze europejskie wydarzenia, związane z aptekarstwem i farmacją. Redaktorzy czasopisma przekazywali także – wzorem przedwojennych „Wiadomości Farmaceutycznych” i „Kroniki Farmaceutycznej” – obszerne informacje na temat codziennych problemów aptekarzy z innych krajów, targów i wystaw farmaceutycznych, odkryć naukowych dokonanych w murach uczelni farmaceutycznych, czy wreszcie reorganizacji toku studiów w kolejnych krajach naszego kontynentu. W wyczerpujący sposób omawiano organizację przemysłu farmaceutycznego, produkcji zielarskiej i systemu opieki zdrowotnej. Nie pomijano także informacji na temat nowych wydań farmakopei (m.in. brytyjskiej i amerykańskiej) i obszernie omawiano kolejne etapy prac nad powstającą pod egidą Światowej Organizacji Zdrowia „Farmakopeą Międzynarodową”. W dziale „Z prasy zagranicznej” relacjonowano zawartość ważniejszych europejskich czasopism farmaceutycznych i aptekarskich. Redakcja „Farmacji Polskiej” lubowała się w reportażach na temat funkcjonowania aptek w innych krajach, dzięki czemu czytelnicy mogli dowiedzieć się o hamburskiej aptece „Pod Łabędziem”, zatrudniającej 28 osób i zajmującej sześciopiętrową kamienicę, czy o jednej z aptek kanadyjskich, w której pracowało 200 osób, mających (…) do dyspozycji kort tenisowy, mieszczący się na dachu budynku apteki. Jak widać, polscy aptekarze mieli dzięki „Farmacji Polskiej” stały kontakt z bieżącym nurtem wydarzeń głównie w krajach zachodnioeuropejskich!

       Warto także zaznaczyć, że nie tylko Polacy interesowali się życiem farmaceutycznym w krajach kapitalistycznych. Redakcja włoskiego czasopisma „La Nova Farmacia Italiana” zwróciła się do redakcji organu prasowego Naczelnej Izby Aptekarskiej – „Farmacji Polskiej” z prośbą o przełożenie na język włoski artykułu profesora Marka Gatty-Kostyala „Zagadnienie trwałości gotowych form farmaceutycznych” i zamieściła go na swych łamach jako przedruk.

       Równocześnie do kontaktów z krajami Europy zachodniej kontynuowane były zadzierzgnięte jeszcze przed wybuchem II wojny światowej bliskie relacje z organizacjami aptekarskimi z krajów słowiańskich, głównie Czechosłowacji i Bułgarii, które – przypomnijmy – znalazły się również w sowieckiej strefie wpływów. Kontakty z krajami demokracji ludowej uległy intensyfikacji szczególnie od roku 1948. Pierwszym ich przejawem był „Wieczór Polsko-Bułgarski”, zorganizowany w siedzibie Naczelnej Izby Aptekarskiej 6 marca 1948 i połączony z koncertem muzyki poważnej. Obecni byli pracownicy poselstwa bułgarskiego w Polsce, studenci polskich uczelni pochodzący z Bułgarii, a także przedstawiciele Ministerstwa Zdrowia, władze Naczelnej Izby Aptekarskiej i liczni pracownicy warszawskich aptek. Centralnym elementem „Wieczoru” był referat dyrektora Departamentu Farmacji i Zaopatrzenia Ministerstwa Zdrowia, doktora Stanisława Jezierskiego. Nie mogło zabraknąć także przemówienia prezesa Naczelnej Izby Aptekarskiej, magistra Edmunda Szyszko, znanego z wygłaszania pięknych słów. Prezes – wedle relacji „Farmacji Polskiej” – podkreślił niektóre cechy Bułgarów, jak braterstwo, niezwykłą ich gościnność, wysokie zdolności organizacyjne, wielką lekkość w wypowiadaniu swych myśli.

       Z kolei od roku 1949 z bratnią farmacją czechosłowacką Naczelna Izba Aptekarska wymieniała najnowsze wydawnictwa książkowe, przesyłając kolegom czechosłowackim wszystkie dotychczasowe wydawnictwa Farmaceutycznego Instytutu Wydawniczego. W stolicy Czechosłowacji, Pradze, redakcja „Farmacji Polskiej” pozyskała cenne kontakty, dzięki czemu na jej łamach ukazywały się często reportaże, m.in. na temat tamtejszego przemysłu farmaceutycznego i osiągnięć farmacji naukowej, reformy studiów farmaceutycznych, równoległego funkcjonowania aptek prywatnych i państwowych, czy wreszcie środków zaradczych przeciw tak dobrze znanemu i z rodzimego „podwórka” brakowi leków… Współpraca farmacji czechosłowackiej z polską pogłębiła się dodatkowo po serii wzajemnych wizyt ministrów zdrowia: czechosłowackiego w Polsce i polskiego w Czechosłowacji, które miały miejsce w roku 1949 i którym towarzyszyły wzajemne zobowiązania o wzmożeniu współpracy.

       O ile ton i charakter przedstawionych powyżej relacji z krajami Europy zachodniej i krajami słowiańskimi cechował się naturalnością i niczym nieskażonym entuzjazmem, o tyle wszystkie artykuły, ukazujące się od jesieni 1948, a zasypujące wręcz szpalty w roku 1950, dotyczące Związku Radzieckiego, miały charakter propagandowy i raziły naiwnym ujęciem tematu. Mało tego: we wspomnianym roku 1950, wiadomości właśnie Związku Radzieckiego dotyczące, wyparły niemal całkowicie informacje o jakichkolwiek innych krajach! O gruntownych zmianach, które następowały w kontaktach międzynarodowych, nie tylko Naczelnej Izby Aptekarskiej, ale przede wszystkim – władz państwowych, świadczą już same tytuły artykułów i relacji zamieszczanych w „Farmacji Polskiej”: „Wicemin. Zdrowia Dr Jerzy Sztachelski o osiągnięciach radzieckiej służby zdrowia”, „Farmaceuci polscy w rocznicę urodzin Józefa Stalina”, „Doświadczenia radzieckie – podstawą przebudowy polskiej służby zdrowia”, „Udział farmaceutów w uroczystości 33 rocznicy Wielkiej Rewolucji Październikowej”, czy „Współzawodnictwo w Radzieckiej Służbie Zdrowia”.

       Również wspomniany powyżej dział „Z prasy zagranicznej” wypełniły przedruki propagandowych publikacji. Skutkiem tego polscy aptekarze nie czytali już o najnowszych odkryciach naukowych, międzynarodowych sympozjach farmaceutycznych czy udoskonaleniu toku nauczania farmacji, a o… partii bolszewickiej i rządzie radzieckim, które poświęcają szczególną uwagę sprawom oświaty oraz kształceniu kadr aktywnych budowniczych socjalizmu, tudzież o narodzie radzieckim, który nie żałuje sił i trudu by wypełnić swoje główne zadania – wychowania młodego pokolenia w duchu wierności Ojczyźnie, wielkiemu dziełu Lenina-Stalina. Zapewne niejeden aptekarz uśmiechnął się czytając, że dorobek Związku Radzieckiego w dziedzinie zdrowia publicznego cechuje się ogromnym rozmachem organizacyjnym radzieckiej służby zdrowia. Radziecka służba zdrowia, to bogaty, szeroko rozbudowany system, rozporządzający gęstą siecią doskonale wyposażonych, sięgających głęboko w teren instytucji. Cała współczesna radziecka służba zdrowia, to dorobek Państwa Radzieckiego. Uśmiech zamierał jednak na ustach, kiedy czytano o uroczystych rezolucjach, np. VII Walnego Zjazdu Naczelnej Izby Aptekarskiej, który stwierdzał, że przyjaźń i pomoc Związku Radzieckiego dla Polski są nie tylko podstawowym założeniem polskiej racji stanu, lecz warunkują bez zastrzeżeń jej drogi rozwoju, nakreślone przez historię, zastrzegając jednocześnie, że w stosunkach polsko-radzieckich na pierwszy plan wysuwa się postać GENERALISSIMUSA JÓZEFA STALINA, który zarówno swoją działalnością, jako mąż stanu, jak i swym osobistym ustosunkowaniem się wykazał i wykazuje żywą przyjaźń dla Narodu Polskiego i zrozumienia jego potrzeb…   

    dr n. farm. Maciej Bilek
    Piśmiennictwo u autora

    Fot. Fotolia.com
     
  • Rynek leków.  ( 64 pozycji )


       Przyroda kryje w sobie lekarstwo na każdą chorobę. Takie przekonanie towarzyszy medycynie tradycyjnej wielu narodów już od tysiącleci. Mimo, że uwaga ludzi była głównie skupiona na ziołach, nie będzie chyba przesadą zaliczenie do „naturalnych lekarstw” również innych substancji, cząstek czy organizmów obecnych w środowisku naturalnym, które mogą stanowić alternatywę dla dotychczasowego leczenia, zwłaszcza gdy przestaje być ono skuteczne. W ostatnich latach coraz częściej zwraca się uwagę na problem leczenia chorób infekcyjnych wywołanych przez wielooporne bakterie, którego rozwiązaniem może się stać zastosowanie szeroko rozpowszechnionych w przyrodzie bakteriofagów.
     
     
     
  • Panorama samorządu.  ( 97 pozycji )
     
     
    INFORMATYZACJA W OCHRONIE ZDROWIA
     
      Projekt P1 realizowany przez CSIOZ
    i związany z nim system recept elektronicznych
    w kontekście wdrażania analogicznych systemów w Europie
    oraz prac samorządu aptekarskiego nad ustawą o zawodzie
     
     CZĘŚĆ DRUGA
     


    1) Karta Specjalisty Medycznego (KSM)

       Dostęp do danych zawartych w Internetowym Koncie Pacjenta jest bezpośrednio związany z posługiwaniem się Kartą Specjalisty Medycznego, która powinna być równocześnie stosowana do transmisji danych z wykorzystaniem podpisu cyfrowego. Wysoki poziom bezpieczeństwa dostępu, przechowywania i transmisji danych medycznych pacjentów powinien być jednym z najważniejszych priorytetów przy wdrażaniu Projektu P1. Przesyłanie w sieci Internet danych pacjentów bez zastosowania zaawansowanych algorytmów szyfrujących byłoby wyjątkowo niebezpieczne. Dotychczas odpowiednio wysoki poziom bezpieczeństwa przy akceptowalnych kosztach zapewnia zastosowanie podpisu elektronicznego. Podpis elektroniczny zapewnia trzy bardzo ważne elementy bezpieczeństwa:

    a)    szyfrowanie danych,
    b)    uniemożliwienie zmian (fałszowania) danych w trakcie transmisji,
    c)    jednoznaczną identyfikację nadawcy i odbiorcy.
     
       Ze względu na wyżej wymienione cechy podpisu elektronicznego Karta Specjalisty Medycznego wydawana dla farmaceutów powinna pełnić również bardzo ważną rolę w systemie recept elektronicznych.

       Niestety, w opublikowanym projekcie założeń projektu ustawy o zmianie ustawy o systemie informacji w ochronie zdrowia oraz niektórych innych ustaw z dnia 21 października 2013r. nie ma jednoznacznych zapisów dotyczących wydawania farmaceutom Kart Specjalisty Medycznego. Dlatego uwagi samorządu aptekarskiego do wyżej wymienionego projektu założeń nowelizacji ustawy zawierały bardzo ważne postulaty dotyczące zmian odpowiednich punktów wyżej wymienionego projektu założeń. Jeśli Karta Specjalisty Medycznego ma pełnić funkcję dokumentu potwierdzającego prawo wykonywania zawodu, to powinno to dotyczyć również farmaceutów. Należy również określić, czy karty te będą wykorzystywane do autoryzacji przez farmaceutów realizacji recepty elektronicznej – co byłoby działaniem analogicznym do potwierdzenia np. przez lekarza za pomocą KSM jego udziału w procesie udzielania świadczenia opieki zdrowotnej. Sposób autoryzacji recepty w postaci elektronicznej jest jednym z głównych aspektów w tym zakresie i powinien być określony już na etapie założeń projektu ustawy o zmianie ustawy o systemie informacji w ochronie zdrowia oraz niektórych innych ustaw. Jest to bardzo istotne również z tego względu, że jeśli do autoryzacji przez osoby realizujące recepty elektroniczne w aptece będą wykorzystywane karty KSM, to powinny być one również wydawane technikom farmaceutycznym – analogicznie jak karty te będą wydawane również osobom wykonującym u świadczeniodawcy tzw. czynności techniczne (m.in. rejestratorkom, sekretarkom medycznym, osobom zajmującym się sprawozdawczością).

       Karta Specjalisty Medycznego zawierająca klucze kryptograficzne oraz certyfikaty potwierdzające ważność związanych z nimi kluczy publicznych mogłaby być również wykorzystywana przez farmaceutów do przesyłania do NFZ rachunków refundacyjnych w postaci elektronicznej, bez konieczności przekazywania rachunków w postaci papierowej.
     
    2) Elektroniczna Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego (eKUZ)

       Elektroniczna Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego powinna również odgrywać kluczowe znaczenie w dostępie do Internetowego Konta Pacjenta, ponieważ zgodnie z założeniami Projektu P1 oraz ustawy o systemie informacji w ochronie zdrowia także pacjenci będą mieli dostęp do swoich danych zawartych w Internetowym Koncie Pacjenta. Trudno sobie wyobrazić, aby dane przesyłane z IKN do pacjenta nie były odpowiednio szyfrowane. Ponadto eKUZ pacjenta będzie również wykorzystywana do potwierdzania poszczególnych zdarzeń medycznych (powinna być również stosowana przy realizacji recept elektronicznych).

       W opublikowanym projekcie założeń do ustawy znajduje się zapis zgodnie z którym eKUZ pacjenta nie będzie zawierała zdjęcia. Należy jednak przeanalizować doświadczenia naszego zachodniego sąsiada w tym zakresie, ponieważ w Niemczech wszyscy ubezpieczeni pacjenci (około 70 milionów) muszą posługiwać się od 1 stycznia 2014r. jedynie nowymi kartami ubezpieczenia zdrowotnego, które zawierają również zdjęcie osoby ubezpieczonej.

    UWAGA:

       Ponieważ Karta Specjalisty Medycznego oraz Elektroniczna Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego mają kluczowe znaczenie zarówno dla funkcjonowania Internetowego Konta Pacjenta jak i systemu recept elektronicznych, doświadczenia innych krajów pokazują, że KSM i eKUZ powinny być wdrażane w pierwszej kolejności, z zachowaniem odpowiednio długiego czasu w celu wnikliwego przetestowania ich funkcjonalności ze szczególnym uwzględnieniem odpowiedniego poziomu bezpieczeństwa.

    3) Recepty elektroniczne

       Wdrażanie systemu recept elektronicznych powinno następować w dwóch etapach, dopiero po wcześniejszym wdrożeniu KSM i eKUZ:

    a) Etap 1 – równoległe funkcjonowanie recept papierowych i recept elektronicznych

    b) Etap 2 – wystawianie i realizacja recept w postaci elektronicznej, przy jednoczesnej możliwości drukowania papierowej kopii recepty zarówno przez lekarza jak i farmaceutę w aptece

       Pacjent powinien mieć możliwość realizacji wystawionej recepty elektronicznej w dowolnej aptece. Samorząd aptekarski powinien zdecydowanie sprzeciwić się propozycji zawartej w Projekcie P1 zgodnie z którą pacjent będzie dokonywać wyboru apteki, do której będą przesyłane wystawione recepty elektroniczne.

       W rozdziale 5 projektu założeń projektu ustawy o zmianie ustawy o systemie informacji w ochronie zdrowia oraz niektórych innych ustaw z dnia 21 października 2013r.
     
    5. Przepisy przejściowe i dostosowujące

    a) str. 30 ust 1:

        W ustępie 1 znajduje się zapis, że wdrożenie systemu e-Recept będzie procesem złożonym, długotrwałym i kosztownym, wymagającym kompleksowego przygotowania procesu wdrożenia oraz optymalnego rozłożenia kosztów zmian.

       Jednak przedstawiony projekt założeń nie zawiera żadnych bardziej szczegółowych danych dotyczących etapów wdrażania systemu recept elektronicznych poza zapisem, że:

    „1) dla e-Recept – obowiązku wystawiania jedynie w postaci elektronicznej od 1 sierpnia 2016r. Poziom informatyzacji aptek jest na tyle wysoki, że uprawnia do nałożenia obowiązku e-Recepty (poza sytuacjami wyjątkowymi) wcześniej niż pozostałych dokumentów.”

       Poziom informatyzacji aptek w Polsce jest obecnie rzeczywiście wysoki ale należy pamiętać, że apteki są tylko jednym z elementów tego systemu. Kluczowe znaczenie dla prawidłowego funkcjonowania systemu recept elektronicznych będzie miało również bezawaryjne działanie modułu zleceń Systemu Informacji Medycznej oraz programów komputerowych wykorzystywanych przez wiele tysięcy lekarzy, którzy dotychczas nie wykorzystywali jeszcze komputera nawet do wydruku recept na drukach papierowych (wypisywali recepty jedynie ręcznie). Ewentualne błędy w funkcjonowaniu tego systemu mogą mieć bardzo groźne skutki dla zdrowia i życia pacjentów.

       Dlatego wydaje się zasadne, aby w tym zakresie już na etapie założeń do projektu nowelizacji ustawy o systemie informacji w ochronie zdrowia oraz niektórych innych ustaw wykorzystane zostały doświadczenia z wdrażania systemu recept elektronicznych w Wielkiej Brytanii i określone zostało, że system recept elektronicznych będzie wdrażany w dwóch etapach:

     
    Etap 1
     

       Równolegle będą funkcjonowały recepty papierowe oraz recepty elektroniczne. Lekarz po wprowadzeniu recepty do komputera przesyła ją do modułu zleceń Systemu Informacji Medycznej oraz drukuje receptę papierową, na której drukuje dodatkowo specjalny identyfikator w postaci kodu kreskowego. Poniżej przedstawiam wygląd przykładowej recepty z wyżej wymienionym identyfikatorem w Wielkiej Brytanii.


     
     Żródło: NHS Electronic Prescription Service
     
       Drukowanie przez lekarza recepty na druku bardzo zbliżonym do aktualnie wykorzystywanych druków recept papierowych z jednym kodem kreskowym będzie ułatwiało wdrożenie tego etapu zarówno dla aptek jak i dla pacjentów.

       W trakcie realizacji recepty w aptece farmaceuta skanuje kod kreskowy identyfikatora – w wyniku czego zawartość recepty jest przesyłana do apteki z modułu zleceń Systemu Informacji Medycznej. Następnie aptekarz porównuje zawartość elektronicznie wczytanej recepty z danymi zawartymi na recepcie papierowej. Po wydaniu przepisanych leków odpowiednie dane i adnotacje są przesyłane z apteki do modułu zleceń Systemu Informacji Medycznej. W przypadku np. awarii modułu zleceń Systemu Informacji Medycznej lub innych błędów uniemożliwiających pobranie z tego modułu zawartości recepty apteka realizuje taką receptę jak zwykłą receptę papierową.

     
    Etap 2
     

       Recepty są przepisywane jedynie w postaci elektronicznej. Wydaje się być jednak zasadnym, aby w zależności od decyzji kierownika apteki, w aptece mogły być drukowane również papierowe kopie recept, co w wielu przypadkach ułatwi ich retaksację i ewentualne inne procedury kontrolne poprawności realizacji.

       Etap 2 powinien być wdrażany w życie dopiero wówczas, kiedy zdecydowana większość aptek i podmiotów uprawnionych do wystawiania recept będzie już bez problemów funkcjonować na poziomie Etapu 1. Bezawaryjne funkcjonowanie systemu recept elektronicznych na poziomie Etapu 1 wykaże, że wszystkie bazy danych i moduły transmisji funkcjonują właściwie oraz zarówno podmioty uprawnione do wystawiania recept jak i apteki nie mają problemów z funkcjonowaniem w tym systemie.

       Należy też podkreślić, że w Wielkiej Brytanii nawet po wdrożeniu drugiego etapu systemu recept elektronicznych, zarówno lekarze, jak i farmaceuci będą mieli możliwość drukowania kopii recepty w wersji papierowej nazywanej tokenem.

    UWAGA:

    W rozdziale 4 ustawy z dnia 28 kwietnia 2011r. o systemie informacji w ochronie zdrowia dotyczącym rejestrów medycznych wymienione są następujące rejestry centralne, które mają być utworzone:
     
    -    Centralny Wykaz Usługobiorców,
    -    Centralny Wykaz Usługodawców,
    -    Centralny Wykaz Pracowników Medycznych.
     
       W celu prawidłowego działania systemu recept elektronicznych powinien być również utworzony Centralny Wykaz Produktów Leczniczych i Wyrobów Medycznych, który w postaci bazy danych o ściśle określonym formacie byłby wykorzystywany zarówno przez osoby uprawnione do wystawiania recept jak i farmaceutów – w tym celu wykaz ten powinien być wykorzystywany przez wszystkich producentów oprogramowania dla aptek i lekarzy.

       W chwili obecnej lekarze i farmaceuci w aptekach wykorzystują różne bazy danych w których najważniejszym elementem umożliwiającym ich wzajemne powiązanie jest kod EAN. Ponieważ nawet po wielu latach od wdrożenia systemów informatycznych w aptekach nadal zdarzają się błędy w przyporządkowaniu właściwego kodu EAN do nazwy leku. Można sobie wyobrazić, że problem ten może być znacznie poważniejszy, jeśli wszyscy lekarze będą zobowiązani do wystawiania recept elektronicznych.

       Bardzo istotny jest również fakt, że wdrażanie Etapu 1 systemu recept elektronicznych w Wielkiej Brytanii rozpoczęte zostało w roku 2005 i dopiero od niedawna rozpoczęte zostało wdrażanie Etapu 2, kiedy w realizacji recept elektronicznych na zasadach Etapu 1 uczestniczy już ponad 90% uprawnionych podmiotów. Pomimo tego na początku 2013 roku termin zakończenia wdrażania Etapu 2 w Wielkiej Brytanii został przesunięty na rok 2018. Oznacza to, że pełne wdrożenie Etapu 2 w Wielkiej Brytanii będzie trwało 5 lat, a obydwa etapy będą wdrażane w sumie ponad 10 lat.

       Ponieważ Wielka Brytania to na razie jedyny z większych krajów europejskich, który osiągnął wysoki poziom zaawansowania we wdrażaniu systemu recept elektronicznych należy poważnie rozważyć, czy proponowany termin 1 sierpnia 2016r. wystawiania w Polsce recept jedynie w postaci elektronicznej jest realny.

       Należy też wziąć pod uwagę, że równoległe wdrażanie w krótkim czasie wielu baz danych i modułów systemu platformy P1 obejmujących również eKUZ i KSM może powodować wiele poważnych problemów i faktycznych opóźnień we wdrażaniu systemu. Przewidziany w projekcie założeń zaledwie 6-miesięczny odstęp od zakończenia wydawania KSM i uruchomienie wydawania kart eKUZ zaledwie 8 miesięcy przed obowiązkiem wystawiania recept jedynie w formie elektronicznej wydaje się być okresem zbyt krótkim.

    4) Podsumowanie

       Omówione zagadnienia dotyczące Projektu P1 – „Elektroniczna Platforma Gromadzenia, Analizy i Udostępniania zasobów cyfrowych o Zdarzeniach Medycznych” – przedstawione w bieżącym, jak również w poprzednim numerze Aptekarza Polskiego wskazują wyraźnie, że aktywny udział samorządu aptekarskiego w pracach legislacyjnych nad projektem nowelizacji ustawy o zmianie ustawy o systemie informacji w ochronie zdrowia oraz niektórych innych ustaw z dnia 21 października 2013r. będzie wyjątkowo ważny dla polskich aptekarzy.

       Zarówno nowelizowana ustawa o systemie informacji w ochronie zdrowia, jak i sposób realizacji projektu P1 będą miały kluczowe znaczenie dla wykonywania zawodu przez polskich farmaceutów w przyszłości oraz prac samorządu aptekarskiego nad ustawą o zawodzie aptekarza. Wyjątkowo istotne jest, aby wdrażanie nowych rozwiązań informatycznych w systemie ochrony zdrowia związane było z równoczesnym podnoszeniem pozycji zawodowej farmaceutów. Poszczególne etapy wdrażania tych rozwiązań powinny być wykonywane w odpowiedniej kolejności i okresach czasowych. Ponadto wdrażanie Projektu P1 nie powinno być przyczyną walki konkurencyjnej między aptekami – np. obecnie w projekcie systemu recept elektronicznych opracowanym przez CSIOZ pacjent będzie wybierał aptekę, do której będą przesyłane wystawione recepty elektroniczne. Samorząd aptekarski powinien stanowczo przeciwstawić się tego typu rozwiązaniom.


    mgr farm. Piotr Bohater
    Prezes Dolnośląskiej Izby Aptekarskiej
    Koordynator Departamentu Spraw Zagranicznych NRA
     

     
  • Opieka farmaceutyczna.  ( 21 pozycji )

       Na czym polegała praca aptekarza w czasach Łukasiewicza, a jakie wyzwania stoją przed współczesnymi farmaceutami? Na te pytania odpowiedzi szukali uczestnicy konferencji „Apteka Łukasiewicza, czyli człowiek w centrum uwagi”. W spotkaniu poświęconym wpływowi zmian demograficznych na opiekę medyczną i farmaceutyczną wzięli udział lekarze i farmaceuci z całego regionu, a także przedstawiciele władz miasta oraz społeczności lokalnej – słuchacze Jasielskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku oraz uczniowie szkół średnich.

       Konferencję zorganizował Urząd Miasta Jasła oraz Fundacja Instytut Łukasiewicza. Partnerami wydarzenia była Fundacja PGNiG im. Ignacego Łukasiewicza oraz Naukowa Fundacja Polpharmy. Patronat honorowy nad spotkaniem objął Marszałek Województwa Podkarpackiego, a także Podkarpacka Okręgowa Izba Aptekarska i Politechnika Rzeszowska im. Ignacego Łukasiewicza.

     
    Aptekarz w XIX wieku
     
     
       O tym, co znaczyło być aptekarzem w XIX wieku – czasach Łukasiewicza, opowiedziała Lidia Czyż, zastępca prezesa Podkarpackiej Okręgowej Izby Aptekarskiej, historyk farmacji. – Aptekarz był w centrum uwagi mieszkańców, udzielał porad. Wszystkie leki wytwarzał sam – mówiła Lidia Czyż. Jak dodała, ówczesna apteka była daleka od tego, co dziś często traktowane jest po prostu jak „sklep z lekami”.

       – Lek wykonywany dla indywidualnego pacjenta różnił się od tego, który dziś jest robiony w fabryce, dla wszystkich. W tamtych czasach nie było aptek czy punktów aptecznych na każdym kroku. Apteka powstawała za zezwoleniem wydawanym przez wysokich namiestników, nie było łatwo ją założyć. W całej Galicji było tylko 16 takich miejsc! – podkreślała wiceprezes POIA.
     
     
    Czym zajmowałby się dziś Łukasiewicz?
     
     
       Ignacy Łukasiewicz jako aptekarz miał bardzo wysoką pozycję w społeczności lokalnej, ale mimo to w pewnym momencie całkowicie odstąpił od działalności farmaceutycznej. Pochłonęła go całkowicie praca w przemyśle naftowym oraz działalność filantropijna. Nowe obszary działania uniemożliwiały pełne oddanie sprawom pacjentów – klientów apteki.
     
       – Gdyby Łukasiewicz żył dziś, z pewnością angażowałby się w rozwiązywanie współczesnych problemów społecznych. Takim zagadnieniem jest dziś demograficzne starzenie się społeczeństwa – stwierdził Maciej Zdziarski, prezes Instytutu Łukasiewicza, współorganizatora konferencji, wprowadzając zebranych w tematykę konferencji.
     
     
    Jak chorują seniorzy?
     
     
       Naukową część konferencji rozpoczął wykład dr med. Alicji Klich-Rączki, geriatry z Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego. Wystąpienie poświęcone było problemowi wielochorobowości i wielolekowości w geriatrii. Specjalistka przedstawiła katalog chorób swoistych w starości, zmian inwolucyjnych oraz chorób, które w przypadku osób starszych mają inny przebieg. Trudności diagnostyczne wynikają z atypowych symptomów (np. braku objawów, masek chorobowych), braku wyraźnych zmian w badaniach laboratoryjnych, a także mniejszej wiarygodności wywiadu i utrudnionej współpracy przy badaniach dodatkowych.
     
        Część prelekcji poświęcona została tzw. „wielkim zespołom geriatrycznym”, czyli chorobom swoistym w geriatrii. Należą do nich otępienia, majaczenie, nietrzymanie zwieraczy, upadki oraz tzw. zespół słabości (Frailty). – Człowiek starszy rzadko jest zdrowy. Osoby do 69. roku życia mają średnio 2,8 schorzeń. Najstarsi, po 80. roku życia – 3,7 schorzeń – zauważyła dr Klich-Rączka.
     
     
    Starsi pacjenci „lubią” leki
     
     
        Wielość chorób pociąga za sobą konieczność przyjmowania dużych ilości leków. – Problemem jest nie tylko ich ilość, ale też fakt, że działają na zmieniony w starości organizm – podkreślała geriatra. – W starszym wieku zwiększa się ilość tkanki tłuszczowej, zmniejsza się zawartość wody. Występuje skłonność do obrzęków, pogarsza się wątrobowy metabolizm leków. Są one także słabiej wydalane przez nerki. Ten sam lek może zupełnie inaczej zadziałać ze względu na wiek pacjenta.

       Jak dodała, zadaniem lekarza leczącego starszego pacjenta z wielochorobowością często jest wybór „mniejszego zła”. Standardy postępowania narzucają lekarzom stosowanie określonego rodzaju leków np. w przypadku choroby niedokrwiennej, niewydolności serca czy cukrzycy. – Stwarza to ogromne wyzwanie dla lekarza zajmującego się pacjentem. Musimy pamiętać, że przy jednoczesnym zażywaniu 5 leków ryzyko wystąpienia interakcji wynosi 50%, a w przypadku 8 – 100%. Jeżeli podajemy pacjentowi 10 leków, szkodzimy mu – podkreślała dr Klich-Rączka.
     
     
    Niebezpieczna farmakoterapia
     
     
       Kwestię błędów w farmakoterapii podjęła także dr farm. Agnieszka Neumann-Podczaska z Katedry Geriatrii i Gerontologii Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu. Opowiedziała o zjawisku kaskady preskrypcji. – W geriatrii bardzo często leczymy nie same schorzenia, ale skutki działań niepożądanych leków. Często nie rozpoznajemy tych działań i leczymy je jako chorobę – mówiła dr Neumann-Podczaska.

       Specjalistka zaprezentowała kilka przykładów niebezpiecznych interakcji i działań niepożądanych leków, które są popularne wśród starszych pacjentów, m.in. wyciągów z grejpfruta, dziurawca, a także niesteroidowych leków przeciwzapalnych. Pokazywała, jakiego typu kroki może podjąć farmaceuta, by zapobiec błędom w farmakoterapii seniorów.
     
     
    Opieka farmaceutyczna
     
     
       Odpowiedzią na problemy z farmakoterapią starszych pacjentów jest opieka farmaceutyczna. Katedra Geriatrii i Gerontologii UM w Poznaniu realizuje projekt opieki farmaceutycznej w geriatrii, finansowany przez Narodowe Centrum Nauki. – Chcemy pokazać, jak  praktycznie oceniać poprawność farmakoterapii. Mamy nadzieje, ze to, co uda nam się stworzyć, będzie docelowo narzędziem pracy wszystkich farmaceutów – mówiła dr Neumann-Podczaska.

       Temat opieki farmaceutycznej podjął także dr Wojciech Kuźmierkiewicz, prezes Naukowej Fundacji Polpharmy. – O potrzebie świadczenia takiej opieki przekonuje nas przykład innych krajów. Stworzenie tego modelu w Stanach Zjednoczonych wynikało z potrzeby lepszego wykorzystania farmaceuty i zmiany roli apteki. Farmaceuta może pomóc pacjentowi uniknąć problemów odlekowych w sytuacji, gdy ten chodzi do kilku lekarzy. To, czym może wygrać dziś aptekarz, to opieka farmaceutyczna – stwierdził dr Kuźmierkiewicz.
     
     
    Przestrzeganie zaleceń lekarskich jako wyzwanie
     
     
       Uczestnicy konferencji zgodnie przyznali, że w opiece farmaceutycznej kluczową kwestią jest wsparcie przestrzegania zaleceń lekarskich przez pacjentów (compliance). Sprawą tą od lat zajmuje się Naukowa Fundacja Polpharmy, na zlecenie której kilka lat temu przeprowadzono badania dotyczące poziomu przestrzegania zaleceń lekarskich przez pacjentów. – Próbowaliśmy odpowiedzieć na pytanie, co pacjentów motywuje do przestrzegania zaleceń lekarskich, a co jest barierą, nie pozwalającą stosować się do nich – wyjaśniała Bożenna Płatos, kierownik biura Fundacji.

       Dr hab. med. Przemysław Kardas, profesor Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, przedstawił wyniki badań dotyczących przestrzegania zaleceń lekarskich przez pacjentów. Według tych danych jedna czwarta recept nigdy nie jest realizowana, a połowa pacjentów, którzy wykupują przepisane leki, nie przestrzega zaleceń co do ich stosowania. Ocenia się, że blisko jedna piąta hospitalizacji osób starszych jest uwarunkowana nieprzestrzeganiem zaleceń terapeutycznych.

       Jak dowodził prof. Kardas, Polacy lekceważą zalecenia terapeutyczne zarówno w chorobach bezobjawowych (jak nadciśnienie czy cukrzyca), jak i objawowych (np. infekcje, padaczka, astma). Według specjalisty kluczowa jest edukacja pacjentów i uświadomienie im szkodliwości takiego działania. – Lek, którego nie biorę, nie działa. Lek, który biorę niesystematycznie, nie działa tak dobrze, albo nie działa w ogóle – zauważył prof. Kardas.
     
     
    Komunikacja z pacjentem
     

       Ekspert zwrócił uwagę na rozwiązania sprzyjające systematycznemu leczeniu, które są lub wkrótce będą do dyspozycji lekarzy i pacjentów. Należą do nich Zintegrowany Informator Pacjenta, system Internetowego Konta Pacjenta oraz e-recepta. – Kiedy pacjent leczy się niesystematycznie, cała nasza działalność lekarska i farmaceutyczna jest nic nie warta. Nie da się leczyć wbrew pacjentowi. Skutecznie można leczyć tylko razem z nim – podsumował prof. Kardas.

       Na wagę dobrej komunikacji ze starszym pacjentem zwróciła uwagę także Agnieszka Turkot, psycholog z Kliniki Psychiatrii Dorosłych Collegium Medicum UJ. – Choroba jest częścią historii życia, którą warto poznać, choć często ani lekarz, ani farmaceuta nie mają na to czasu – zauważyła. – Tymczasem często pacjent przychodzący do lekarza często wcale nie przychodzi po lek. Oczekuje raczej zrozumienia, wsparcia – tego, że ktoś zada mu pytanie, dlaczego cierpi.
     

       Konferencję zakończyła dyskusja, podczas której prelegenci mówili o istocie opieki farmaceutycznej i szansach jej zaistnienia w polskich warunkach. Spotkanie odbywało się pod patronatem edukacyjnym „Czasopisma Aptekarskiego”. Patronat medialny nad konferencją objęły tytuły branżowe: „Aptekarz Polski”, „Farmacja Praktyczna”, „Świat farmacji” oraz „Zdrowie Seniora”, a także media regionalne, m.in. Polskie Radio Rzeszów oraz „Gazeta Codzienna Nowiny”.
     
      Materiał prasowy Fundacji Instytutu Łukasiewicza
     
  • Biblioteka farmaceuty.  ( 35 pozycji )
     
     FARMACJA KLINICZNA
     


         Farmacja kliniczna to interdyscyplinarna dziedzina farmacji. Nazywana jest także farmacją zorientowaną na pacjenta, w szczególności w aspekcie optymalizacji farmakoterapii pod kątem racjonalnego stosowania leków i nadzoru nad bezpieczeństwem ich przyjmowania. Choć często bywa ona kojarzona, a wręcz mylona z procesem prowadzenia badań klinicznych, nie jest ona tożsama z farmacją szpitalną, gdyż jest ona ukierunkowana na każdego pacjenta, nie tylko na chorego w trakcie hospitalizacji. Skupienie pełnej uwagi na konkretnym przypadku pozwala na wydzielenie problemów lekowych z uwzględnieniem indywidualnych potrzeb chorego i jego pełnej sytuacji zdrowotnej.

        Farmacja kliniczna dobrze wpisuje się w trend opieki farmaceutycznej i nawiązuje do niej, również bowiem zasadza się na konieczności stworzenia dobrej komunikacji pomiędzy wszystkimi grupami zawodowymi biorącymi udział w leczeniu pacjenta, a także na porozumieniu z samym chorym. W Polsce sytuacja farmacji klinicznej jest trudna. Opieka farmaceutyczna w aptekach otwartych nadal nie jest należycie ugruntowana. Natomiast szpitale, choć powinny być żywotnie zainteresowane zatrudnianiem farmaceutów klinicznych na oddziałach, w rzeczywistości bazują wyłącznie na kadrach zatrudnionych w aptekach szpitalnych. Dzieje się tak prawdopodobnie na skutek braku świadomości, jakie korzyści mogą płynąć z włączenia farmaceuty klinicznego do zespołu terapeutycznego. Znikoma liczba ofert pracy stawiających wymóg specjalizacji z zakresu farmacji klinicznej ogranicza zainteresowanie wśród samych farmaceutów podejmowaniem nauki w tym kierunku, na przykład w ramach specjalizacji. Warto w tym miejscu przytoczyć apel, jaki w przedmowie do wydania polskiego "Farmacji klinicznej" wystosowała prof. dr hab. n. farm. Anna Wiela-Hojeńska „W szczególny sposób zwracamy się do dyrektorów różnych jednostek ochrony zdrowia i pomocy społecznej z prośbą o zrozumienie istotnej roli farmaceutów klinicznych w zwiększaniu skuteczności i bezpieczeństwa leczenia farmakologicznego, a zmniejszaniu jego kosztów, świadczeniu usług farmaceutycznych ukierunkowanych na pacjentów, czego konsekwencją będzie ich zatrudnianie w szpitalach, zakładach opiekuńczo-pielęgnacyjnych, hospicjach, domach seniora, domach opieki społecznej.

        "Farmacja kliniczna", książka wydana nakładem wydawnictwa Medpharm Polska jest pierwszą pozycją w języku polskim całościowo ujmującą zagadnienia związane z farmacją kliniczną. Na blisko sześciuset stronach została omówiona szeroka paleta zagadnień, w tym na szczególną uwagę zasługują rozdziały poświęcone indywidualizacji dawki, terapii żywieniowej czy leczeniu zakażeń - ze względu na niewielką ilość podobnych opracowań tych tematów w innych źródłach. Interesująca część publikacji poświęcona jest prowadzeniu opieki farmaceutycznej w szpitalu (zamiana leków nie znajdujących się w receptariuszu szpitalnym, sporządzanie planu opieki, szkoleniu pacjenta). Pozostałe rozdziały obejmują zagadnienia takie jak bioanalityka, kliniczne badania laboratoryjne, równoważność terapeutyczna, farmakokinetyka, farmakogenetyka, badania kliniczne, bezpieczeństwo leków, medycyna oparta na faktach oraz farmacja onkologiczna, pediatryczna i geriatryczna, a także opieka farmaceutyczna u pacjenta ze schorzeniami dróg oddechowych, bólem, cukrzycą.

        Publikacja posiada bogatą i interesującą szatę graficzną, na co zawsze zwracam szczególną uwagę, gdyż stanowi to dla mnie istotną zachętę do sięgnięcia po książkę. Po głębszej analizie należy stwierdzić, że - w szczególności ryciny - stanowią bardzo trafne i pomocne uzupełnienie zagadnień omówionych w tekście, a często trudnych do samodzielnej wizualizacji. Sam tekst jest przejrzysty, a lektura przebiega płynnie. Na końcu publikacji znajdują się załączniki prezentujące zakresy referencyjne badań, zakresy stężeń terapeutycznych, zestawienie najważniejszych równań dla ustalania dawki indywidualnej i listę najczęściej stosowanych leków w okresie ciąży i karmienia piersią. Książka adresowana jest do szerokiego grona odbiorców związanych z ochroną zdrowia. Z pewnością będzie cennym uzupełnieniem zawodowej biblioteczki farmaceuty, także studenta farmacji.

        Farmacja kliniczna skupia się na maksymalizacji efektów leczniczych z jednoczesną minimalizacją ryzyka terapii. Wymierne korzyści uwidaczniają się w zmniejszeniu wydatków na farmakoterapię. Jest realną koncepcją rozwoju zawodowego, dającą możliwość pracy na stanowisku samodzielnego specjalisty, szansą uprawiania zawodu wszędzie tam, gdzie można wykonywać zadania należące do celów farmacji klinicznej. Jednocześnie należy zauważyć, iż to, czy rola farmaceuty klinicznego zostanie zauważona i doceniona, zależy w dużej mierze od samych farmaceutów, którzy muszą - w istniejących realiach - niejako z wyprzedzeniem udowodnić, że chcą i potrafią taką rolę pełnić.
     
    mgr farm. Olga Sierpniowska

     
    "Farmacja kliniczna"
    Ulrich Jaehde, Roland Radziwill, Charlotte Kloft
    Wydawnictwo Medpharm Polska, 2014 r.
    600 stron, oprawa miękka


  • Rozmowy Redakcji.  ( 11 pozycji )


     
     
     
     
     
     
     
     
     
     CHCEMY WZIĄĆ Z WAS PRZYKŁAD
     
       Rozmowa Aptekarza Polskiego z Profesorem Eduardasem Taraseviciusem, prezesem Litewskiego Towarzystwa Farmaceutycznego, gościem Naczelnej Rady Aptekarskiej na obchodach X Ogólnopolskiego Dnia Aptekarza w dniu 18 września 2013 roku w Warszawie.

     - Korzystamy z okazji, że jest Pan Profesor gościem polskich aptekarzy  i chcemy prosić o krótką rozmowę.
     
    - Zgoda na rozmowę. Biorę udział w tym spotkaniu na zaproszenie pana doktora Grzegorza Kucharewicza, prezesa Naczelnej Rady Aptekarskiej. Byłem przyjemnie zaskoczony tym zaproszeniem. Jest mi bardzo miło, że mogę uczestniczyć wraz z polskimi aptekarzami w obchodach X Ogólnopolskiego Dnia Aptekarza. Idea obchodów Dnia Aptekarza, który jest świętem całej rodziny aptekarskiej zyskała poparcie Międzynarodowej Federacji Farmaceutycznej. Święto to jest obchodzone także w innych krajach.
     
    - Czy na Litwie także świętuje się Dzień Aptekarza?

    Tak. Podobnie jak w Polsce nasze święto nawiązuje do postaci Świętych Kosmy i Damiana. Nasze obchody odbędą się kilka dni później, 25 września w kościele Świętego Jana położonym na terenie Uniwersytetu Wileńskiego. W tym kościele znajduje się obraz naszych Świętych Patronów.   
     
    - Ilu członków liczy Litewskie Towarzystwo Farmaceutyczne? Proszę przybliżyć nam profil działania Towarzystwa, któremu Pan Profesor prezesuje.

    - Na Litwie nie ma Izby Aptekarskiej. Przynależność farmaceutów do naszej organizacji jest dobrowolna. Do Towarzystwa należy 500 członków. Farmaceuci związani z sieciami aptek nie zgadzają się w pełni z naszym programem.
    - Pomimo, że nie skupiamy wszystkich litewskich aptekarzy, to mamy pozytywny program dla aptekarstwa. Walczymy z dobrym skutkiem. Oto przykład z ostatnich tygodni. Litewski Parlament uznając przedstawiane przez nasze Towarzystwo argumenty przeciwko wprowadzeniu leków do obrotu pozaaptecznnego odrzucił projekt ustawy zezwalającej na obrót lekami na stacjach benzynowych.

    - Jaka jest sytuacja aptek na Litwie? Proszę przedstawić obraz litewskiego aptekarstwa.

    - Wiele aptek należy do sieci. Około 200 aptek to apteki indywidualne. Na litewskim rynku aptecznym jest ostra konkurencja. Apteki indywidualne są zmuszone do podjęcia narzuconej przez sieci walki konkurencyjnej. Sytuacja ekonomiczna aptek indywidualnych nie jest dobra.
     
     - Czy na Litwie możliwa jest reklama leków oraz reklama aptek?

    - Niestety, reklama jest u nas dozwolona, co uznajemy za niewłaściwe. Reklamują się zwłaszcza apteki sieciowe. Chcemy wziąć z Was przykład i doprowadzić do wprowadzenia zakazu reklamy aptek i ich działalności.

    - Jakie jeszcze postulaty dotyczące ładu na rynku farmaceutycznym przedkłada rządowi i ustawodawcy Litewskie Towarzystwo Farmaceutyczne?

    - Przed kilku laty nasze Towarzystwo złożyło w ministerstwie zdrowia projekt nowelizacji prawa w celu ustanowienia racjonalnej struktury i liczby aptek. Domagamy się wprowadzenia tak zwanej geografii i demografii.

    - Jak się układają kontakty Towarzystwa z polskim samorządem aptekarskim?

     
     - Są to kontakty częste. Już niedługo, w listopadzie, na Uniwersytecie Kowieńskim odbędzie się międzynarodowa konferencja farmaceutyczna. Spodziewamy się gościć na tej konferencji przedstawicieli Naczelnej Izby Aptekarskiej. Serdecznie ich zapraszamy. Wydarzeniem towarzyszącym konferencji będzie otwarcie nowej siedziby Wydziału Farmaceutycznego Uniwersytetu w Kownie.

    - Czego życzy Pan Profesor polskim aptekarzom z okazji Dnia Aptekarza?

    - Życzę zadowolenia i satysfakcji z pracy dla pacjentów. Życzę poprawy sytuacji ekonomicznej aptek. Naczelnej Izbie Aptekarskiej życzę, żeby podjęła działania w celu przystąpienia do Międzynarodowej Federacji Farmaceutycznej (FIP), która jest prężną organizacją. Organizowane przez FIP kongresy są ważnymi wydarzeniami wytyczającymi kierunki rozwoju farmacji na świecie. Wszystkim okręgowym izbom aptekarskim życzę jedności w działaniach na rzecz realizacji programowych celów waszego samorządu.

    Rozmawiał Zbigniew Solarz
    Tekst rozmowy nieautoryzowany
     
  • Listy do Redakcji  ( 30 pozycji )

    Drodzy Aptekarze i Farmaceuci,

     w związku ze zbliżającym się X Ogólnopolskim Dniem Aptekarza pragnę złożyć Wam serdeczne podziękowania za trud codziennej, niezwykle odpowiedzialnej pracy. Każdego dnia okazujecie pacjentom, że ich zdrowie jest najważniejsze, służąc im fachową opieką farmaceutyczną.
     
    Święto Kosmy i Damiana, prekursorów farmacji klinicznej, patronów aptekarzy i farmaceutów to doskonała okazja, aby zwrócić uwagę na wysiłek, który – jako ich naśladowcy – wkładacie w wykonywane obowiązki i należycie go docenić.

    Obchody na cześć patronów farmacji mają wielowiekową tradycję. Uszanowanie tej szczególnej profesji wiąże się z ogromnym znaczeniem zawodu aptekarza. Spoczywa na Was duża odpowiedzialność związana z przywracaniem zdrowia innym. Wykonujecie zawód zaufania publicznego, a jedną z najważniejszych cech Waszej profesji jest potrzeba nieustannego kształcenia się i zdobywania aktualnej wiedzy w dynamicznie rozwijającej się dziedzinie nauki, jaką jest farmacja. Cieszy mnie nie tylko Wasza dokładność i profesjonalizm, lecz także wrażliwość i zrozumienie, które okazujecie w kontakcie z pacjentami – są to dzisiaj niezwykle cenne i potrzebne umiejętności.
     
    W tym szczególnym dniu powinniśmy pamiętać również o samorządzie aptekarskim, któremu składam wyrazy szacunku i uznania za ich aktywną działalność na rzecz rozwoju środowiska zawodowego oraz podziękowania za partnerską współpracę. Mam nadzieję, że będzie się ona stale rozwijać.    

    Z życzeniami wszelkiej zawodowej i osobistej pomyślności
     


     
     
    Patroni Aptekarzy i Farmaceutów
     
    Kosma i Damian (26 września)
     
     
        Wspominamy w liturgii Kościoła, jak co roku w dniu 26 września świętych patronów Aptekarzy i Farmaceutów. Wiemy, że z powołania byli medykami i ponieśli śmierć męczeńską w obronie wiary i wartości chrześcijańskich w czasie prześladowań za cesarza rzymskiego Dioklecjana ok. 287 roku. Weszli do historii medycyny jako bezinteresowni lekarze. Ich posługa lekarska opierała się na wdzięczności wobec Boga za otrzymane dary. Kierowali się wyłącznie motywem miłości do człowieka chorego i bezwarunkowym obowiązkiem jego leczenia. Ich świadectwo chrześcijańskiej bezinteresowności pociągnęło wiele osób do wiary i naśladowania zasad Ewangelii. Ich oddanie chorym ukazało lepiej świętość życia ludzkiego i bezwarunkowy obowiązek jego ochrony. W naszych czasach służba medyczna i męczeństwo świętych braci bliźniaków inspiruje do przemyślenia jakości naszej posługi na rzecz chorych i cierpiących.

       Warto zwrócić uwagę na fakt, że Kosma i Damian ponieśli okrutną śmierć męczeńską, mimo że nieśli bezinteresowną pomoc wszystkim chorym bez różnicy. Prześladowanie chrześcijańskiego lekarza z powodu jego przekonań może sugerować, że w samej praktyce medycznej nie zawsze liczy się dyspozycyjność i poświęcenie. Obserwujemy również dzisiaj przypadki prześladowania przedstawicieli Służby Zdrowia z powodu swej przynależności religijnej i głoszonych przekonań etycznych. Lekarz, który przez 20 lat pracuje ofiarnie przy łóżku chorego w jednym z krajów afrykańskich, zostaje obciążony odpowiedzialnością za ludobójstwo tylko dlatego, by pozbawić go autorytetu moralnego i medycznych kompetencji. Wystarczy także pomyśleć o marginalizacji aptekarzy, którzy mają odwagę współdziałać na rzecz poszanowania życia ludzkiego od momentu poczęcia aż do naturalnej śmierci. Chociaż są oni nieliczni i mało popularni w swoim środowisku, zasługują na szczególne uznanie za odwagę sprzeciwu wobec niszczenia zdolności ludzkiej prokreacji, albo jej radykalnego podporządkowania prawom biotechnologii i w gruncie rzeczy dehumanizacji.

       Nadchodzące święto Patronów pracowników Służby Zdrowia niech będzie dla mnie okazją do przekazania gorących pozdrowień i serdecznych życzeń dla wszystkich Aptekarzy i Farmaceutów polskich.

    Ks. Stanisław Warzeszak,
    Dyrektor Krajowy Duszpasterstwa Służby Zdrowia

     
  • Warto wiedzieć.  ( 28 pozycji )
    Konsultanci krajowi

       6 czerwca 2014 roku minister zdrowia powołał troje konsultantów krajowych w dziedzinach farmacji. W dziedzinie farmacji aptecznej konsultantem krajowym została mgr farm. Lidia Maria Czyż z Rzeszowa. W dziedzinie farmacji przemysłowej konsultantem krajowym została ponownie prof. dr hab. Małgorzata Sznitowska z Gdańska.

       W dziedzinie farmacji szpitalnej konsultantem krajowym został ponownie prof. dr hab. Edmund Grześkowiak z Poznania. Ponadto, w gronie osób pełniących aktualnie funkcję konsultanta krajowego w dziedzinach farmacji jest prof. dr hab. Jan Krzek z Krakowa, konsultant w dziedzinie analityki farmaceutycznej powołany 13 lipca 2011 roku. Kadencja konsultantów trwa 5 lat. 

       Konsultanci w dziedzinach farmacji:
    • wykonują zadania opiniodawcze, doradcze i kontrolne dla organów administracji rządowej, podmiotów, które utworzyły zakłady opieki zdrowotnej, Narodowego Funduszu Zdrowia i Rzecznika Praw Pacjenta;
    • prowadzą nadzór nad stroną merytoryczną doskonalenia zawodowego i szkolenia specjalizacyjnego farmaceutów;
    • biorą udział w pracach komisji i zespołów powoływanych w celu realizacji polityki zdrowotnej;
    • sporządzają opinie dotyczące doskonalenia zawodowego farmaceutów;
    • sporządzają opinie dotyczące realizacji szkolenia podyplomowego i specjalizacyjnego farmaceutów w zakresie wynikającym z określonego programu kształcenia oraz sprawują nadzór nad ich merytoryczną realizacją.

       Zasady powoływania i odwoływania konsultantów oraz ich zadania określone są w ustawie z dnia 6 listopada 2008 r. o konsultantach w ochronie zdrowia.
       
       17 czerwca 2014 roku Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy o zmianie ustawy o konsultantach w ochronie zdrowia, przedłożony przez ministra zdrowia. Projekt zakłada wprowadzenie  przepisów, „których właściwe stosowanie zapewni przejrzystość wykonywania zadań przez konsultanta. Proponowane regulacje są wyrazem dbałości o bezstronność konsultantów i niezależność wyrażanych przez nich opinii.(…) Wszyscy konsultanci oraz kandydaci na konsultantów będą składali oświadczenia, ujawniając informacje o faktach, które mogłyby skutkować ewentualnymi konfliktami interesów między pracą konsultanta a inną działalnością, którą prowadzą. Konsultanci krajowi będą składali je ministrowi zdrowia.(…) Projektowane przepisy zobowiązują konsultantów krajowych do zwoływania co najmniej raz na pół roku posiedzenia zespołu konsultantów wojewódzkich w danej dziedzinie. Dają też konsultantom krajowym prawo wydawania poleceń konsultantom wojewódzkim oraz określania terminu ich wykonania”.
     
    Opracował: Z.S.
     
     
    W internetowym  serwisie informacyjnym GIF
    opublikowano Komunikat Nr 1/2014 Głównego Inspektora Farmaceutycznego
    z dnia 26 czerwca 2014r.
    w sprawie programów lojalnościowych.

       Stanowisko Inspekcji Farmaceutycznej potwierdza bogate orzecznictwo sądów administracyjnych. W komunikacie są cytowane  wyroki, z których wynika, że „(…) reklamą apteki jest każdego rodzaju informacja, której celem jest zachęta do nabycia oferowanych przez aptekę towarów lub skorzystania z określonych usług. Reklama może przyjmować różne formy, w szczególności: haseł, sloganów, spotów TV, ulotek, billboardów, folderów czy gazetek. Za reklamę apteki zostały również uznane czynności polegające na wręczeniu bonów rabatowych, umieszczanie obok nazwy apteki „niskie ceny”, „wysokie rabaty”.  (…) Za działania reklamowe powinny być uznane również takie działania, których zamierzonym celem jest pozyskiwanie nowych klientów lub zatrzymywanie „starych”.

       W konkluzji komunikatu zawarte jest stwierdzenie - "Inspekcja Farmaceutyczna ocenia programy lojalnościowe jako zabronioną reklamę aptek i ich działalności".
     

  • Edukacja  ( 18 pozycji )

       Na łamach „Aptekarza Polskiego” wspomniałam już, że wbrew oczekiwaniom nie poszłam w ślady mamy i ku zdziwieniu wszystkich nie zostanę – tak jak ona – nauczycielką. Choć farmacja była przypadkowym, okazała się jednak trafionym wyborem. Tymczasem coraz więcej osób pyta mnie, czy nie minęłam się z powołaniem i rzeczywiście wybrałam odpowiedni kierunek studiów. Mają oni na myśli psychologię. Faktycznie – poznawanie człowieka jest dla mnie fascynujące, ale chyba nie chciałabym, żeby przerodziło się to w moją pracę. Lubię tak tylko dla siebie, po swojemu poznać kogoś, zaglądając do jego wnętrza. Często pomocne są w tym dla mnie oczy, które – jak mówi znany slogan – są zwierciadłem duszy. Ostatnio przekonuję się, że nawet bez nich potrafię trafnie kogoś ocenić, a jego słowa, gesty i czyny zinterpretować.

       Każdą umiejętność trzeba doskonalić. Niestety brakuje mi teraz nie tylko czasu na lekturę specjalistycznych książek z tej dziedziny, ale nawet miejsca na kolejne w pokoju! Zawsze miałam ich dużo, a teraz pisząc pracę magisterską jestem nimi całkowicie otoczona! Jednak w ostatnim czasie moim życiem rządzi przypadek. I tak też trafiłam na poważany magazyn psychologiczny, w którego ostatnim numerze przeczytałam ciekawe zdanie Jerzego Maksymiuka, który w swoim tekście „Za pan brat z młodością” napisał: Kocham pracę ze studentami, bo oni mają tę tak pożądaną świeżość reakcji, którą starsi zatracają. Są krytyczni, ale chętni. Młodym się po prostu chce. Mogłabym polemizować z tym stwierdzeniem, bo uważam, że należę do pokolenia „ludzi wygodnych” i niewiele jest osób, które chcą zrobić coś więcej. Postanowiłam tymczasem sprawdzić, jakie dodatkowe możliwości rozwoju oferuje moja uczelnia tym, dla których realizacja programu studiów to wciąż za mało…
     
       Pierwszym skojarzeniem są zapewne dla wszystkich studenckie koła naukowe. Ja przekornie – jak miewam w zwyczaju – pomyślałam o wyjazdach turystyczno-naukowych, organizowanych przez doktora habilitowanego Zbigniewa Srokę z Katedry i Zakładu Farmakognozji. Tegoroczny odbył się tuż przed Wielkanocą, miał charakter Konferencji Sekcji Leku Naturalnego PTFarm Oddziału Wrocławskiego, a grupa wybrała się tym razem do Głuchołaz. Choć wielokrotnie byłam namawiana przez docenta Zbigniewa Srokę, niestety nigdy nie zdołałam wybrać się na tę wycieczkę. Uważam ją jednak za świetną inicjatywę, której początki sięgają 2000 roku. To wtedy zrodził się pomysł, aby pasję turystyczną, którą Pan Docent „zaraził się” jeszcze na studiach, przenieść na grunt naszej Uczelni. Jak sam podkreśla – jest to świetna alternatywa dla studentów, którzy mogą oderwać się, choćby na chwilę, od stresu związanego z tymi bardzo trudnymi studiami. Mogą odreagować, zrelaksować się i po prostu wyluzować. Wyprawa zawsze składa się z dwóch części. Pierwsza to turystyczno-rekreacyjna, kiedy grupa zwiedza okolicę, maszerując po górach czy podziwiając zabytki, poznaje jego historię, a wszystko pod okiem zaprzyjaźnionego, współpracującego od wielu lat z naszymi studentami przewodnika – Andrzeja Wojciechowskiego. Natomiast druga to część naukowa, podczas której swoje prezentacje wygłaszają zaproszeni prowadzący z naszego Wydziału, ale także inni wykładowcy, a nawet lekarze. Program wykładów z każdym rokiem rozbudowuje się, przybywa chętnych prelegentów. Jednego z zaprzyjaźnionych zapytałam o opinię. Doktor inżynier Wojciech Kołodziejczyk z Katedry i Zakładu Chemii Fizycznej już kilkakrotnie brał udział w tym wyjeździe, ponieważ podoba Mu się taki sposób przekazywania wiedzy, podobnie jak uczestniczącym w nim studentom. W czym tkwi sekret? Jak mówi: wykładowcy zazwyczaj prezentują wyniki swoich badań dzieląc się ze studentami swoimi pomysłami, które zwykle są dalekie od tego, co mają w ramach „normalnej” nauki, bywają również często dużo ciekawsze. Wyjaśnia też dlaczego chętnie przyjmuje zaproszenie: udział w tego typu wyjazdach biorę z dwóch powodów. Po pierwsze bardzo lubię współpracę ze studentami, po drugie uważam, że w ten sposób mogę swoich młodszych kolegów zarazić swego typu pasją. Poza tym każdy ma szanse poznać „naukowca” od innej strony i zobaczyć, że to jest człowiek jak każdy inny. Trzeba zaznaczyć, że wspólna integracja to również ważny punkt wycieczki. W trakcie rozmowy z Docentem Sroką – inicjatorem i organizatorem całego przedsięwzięcia – zgodnie stwierdziliśmy, że w pięknych okolicznościach przyrody, która tworzy wyjątkowy klimat, bez sztywnej, uczelnianej atmosfery, studenci bardzo dobrze się odnajdują, a przekazywaną im wiedzę łatwiej „chłoną”. Czy nie jest to idealne połączenie?
     
       Drugiego pasjonata nie trzeba daleko szukać, bo także pracuje w Zakładzie i Katedrze Farmakognozji. To doktor Maciej Włodarczyk, który jest opiekunem studenckiego koła naukowego. Zdecydowałam się na rozmowę właśnie z nim, bo w opinii nie tylko studentów, ale i innych wykładowców, jest to najlepsze SKN. Większość z nich opiera się na przygotowywanych przez studentów prezentacjach i ich wygłaszaniu pozostałym kolegom. Doktor Włodarczyk stawia na pracę badawczą. Stara się zdobywać środki na sprzęt i odczynniki, aby jego podopieczni mogli realizować powierzone im zadania. Takie działanie umożliwia znalezienie nie tyle zdolnych, ale – jak podkreśla Pan Doktor – wytrwałych i szczerze zaangażowanych osób, bo często nie wszystko się udaje. Czasami trafia pod jego skrzydła student, który wykazuje duże zainteresowanie i może aspirować do roli przyszłego naukowca. Dla takich osób otwiera się też inna szansa, o której przyznam szczerze nie wiedziałam, a uświadomił mnie dopiero doktor Włodarczyk, a mianowicie indywidualny tok studiów. Jest to szansa właśnie dla takich osób, które chcą się rozwijać na wielu płaszczyznach równocześnie: mogą w ten sposób równolegle realizować program studiów i pracować np. nad naukowym grantem. Pan Doktor to nie tylko świetny opiekun SKN, ale też wyjątkowy nauczyciel, o czym miałam przyjemność przekonać się na trzecim roku studiów. Na koniec naszej rozmowy zaskoczył mnie czymś jeszcze. Oferuje studentom możliwość tutoringu. Jest to metoda dydaktyczna, która polega na rozwijaniu potencjału ucznia oraz motywowaniu go do samodzielnej pracy. Stanowi regularne spotkania tutora z uczniem, który samodzielnie przygotowuje esej lub inne zadanie, a potem wspólnie je omawiają. Czy nie jest to nowatorski i oryginalny sposób nauki?
     
       Studenci także sami organizują sobie sposoby na rozwój naukowy. Niewątpliwie warto wspomnieć o działalności Młodej Farmacji, która administruje wymiany studenckie. Jedną z nich jest SEP, czyli możliwość miesięcznej praktyki zagranicznej. Można ją odbyć zarówno w aptece, jak i przemyśle, a nawet pomagając w badaniach na uczelni. Oferują ją głównie kraje europejskie, choć zdarzają się i dalsze wyprawy. Drugą jest – wznawiany w tym roku - Threen Project. To z kolei seria trzech wymian pomiędzy trzema krajami. Każda z nich trwa około sześciu dni w innym kraju biorącym udział. Trzecią i najbardziej znaną jest jednak wyjazd w ramach programu ERASMUS, który w ostatnim czasie cieszy się największą popularnością wśród studentów. Czy nie jest to rozwijające nie tylko na polu naukowym, ale i kształtujące charakter?
    Po raz kolejny nie zawiodłam się na swoich przeczuciach. Z wykładowcami, z którymi rozmawiałam, nawiązałam kontakt już w trakcie mojej nauki, a teraz miałam okazję go „odkurzyć”. Spotkania te sprawiły mi ogromną radość, ale też utwierdziły w przekonaniu, że wśród wielu ludzi, których poznaję, potrafię dostrzec tych wartościowych, wyróżniających się. To cenna umiejętność, bo pozwala mi otaczać się wyjątkowymi ludźmi. Z kolei to pomaga mi gonić doskonałość, dlatego że jak stwierdził Jerzy Maksymiuk – doskonałość to coś ruchliwego. Już ją prawie masz, a ona ucieka…

    Anna Rogalska
    studentka V roku
    Wydziału Farmaceutycznego
    Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu
     
    Fot. Fotolia.pl
     
     
  • Lex Apothecariorum.  ( 45 pozycji )

       Po raz kolejny w odstępie kilku lat Europejski Trybunał Sprawiedliwości potwierdził, że istnieją obszary, w których każdy kraj należący do Wspólnoty może wprowadzać ograniczenia i limity swobód stanowiących podstawowe kanony funkcjonowania Unii Europejskiej. Takim obszarem jest z pewnością ochrona zdrowia obywateli, którego nieodzownym elementem jest system zaopatrywania pacjentów w niezbędne do leczenia i utrzymywania prawidłowego stanu zdrowia produkty lecznicze, czyli system apteczny. Prawo unijne kształtowane przez precedensy sądu w Luksemburgu, jak również wynikające z treści dyrektyw unijnych dość jednoznacznie wskazuje, że materia wykonywania zawodu farmaceuty oraz prowadzenia apteki nie jest skoordynowana i jednakowa, a państwa członkowskie UE mają zapewnioną daleko idącą w tej dziedzinie kompetencję wyłączną. Wystarczy w tym miejscu odwołać się do treści samego Traktatu o Funkcjonowaniu UE, który w art. 168 ust. 7 przyznaje ustawodawstwu krajowemu samodzielność w dziedzinie regulowania systemu usług służby zdrowia i funkcjonowania aptek. Wyłączenia te są powielone m.in. w tzw. dyrektywie usługowej Bolkensteina (2006/123/WE; motyw 22) oraz dyrektywie o uznawaniu kwalifikacji zawodowych (2005/36/WE; motyw 26).

       14 lutego 2014 roku ETS w wyroku wydanym pod sygnaturą C 367/12 uznał, że specyficzne kryteria demograficzne stosowane w Austrii przy wydawaniu zezwoleń na otwieranie nowych aptek są niezgodne z unijną swobodą przedsiębiorczości (art. 49 TU). Trybunał nie zakwestionował jednak ustawodawstwa krajowego, ustalającego kryteria geograficzne i demograficzne przy koncesjonowaniu aptek jako zasady ogólnej. W Austrii otwarcie nowej apteki wymaga uprzedniego wydania zezwolenia (otrzymanego od Izby Aptekarskiej), które uzależnione jest od istnienia „potrzeby” w tym zakresie. Poprzez pojęcie „potrzeby” należy w świetle prawa austriackiego rozumieć taką sytuację, w której liczba pacjentów zamieszkujących w promieniu czterech kilometrów od istniejącej apteki jest wyższa niż 5500 osób. Jeżeli liczba mieszkańców jest mniejsza, koniecznie należy brać pod uwagę potrzeby lokalnej społeczności. W związku z tym ETS uznał, że pacjenci nie powinni być zmuszani do pokonywania zbyt dużych odległości przy pomocy środków transportu, aby móc skorzystać z usług aptek usytuowanych w innych miejscowościach, znacznie oddalonych od ich miejsca zamieszkania. Trybunał stanął zatem na stanowisku zdroworozsądkowym. Stwierdził mianowicie, że rola aptekarza jest rolą służebną wobec pacjenta. Stosowanie zaś każdorazowo sztywnego kryterium geograficznego przy otwieraniu nowej apteki może wyraźnie kłócić się z nadrzędnym celem wykonywania zawodu farmaceuty, jakim jest pomoc pacjentom (i przy okazji naruszać unijną swobodę przedsiębiorczości). Austriackie prawo zakłada bowiem, że nie ma „potrzeby” otwarcia nowej apteki w każdej sytuacji, w której fakt ten spowodowałby zmniejszenie liczby pacjentów do zaopatrzenia na stałe w już istniejącej aptece poniżej pewnego, ustalonego ustawowo progu. Przepisy te, co wytknął Austrii Trybunał, nie przewidywały jakiegokolwiek odstępstwa od tak określonego ograniczenia geograficznego, co w konsekwencji działać może ze szkodą dla samych pacjentów.

       W cytowanym orzeczeniu ETS nie pierwszy zresztą raz potwierdził, że nie w każdej dziedzinie gospodarki znajdują zastosowanie reguły wolnorynkowe. Ich wprowadzenie do sektora ochrony zdrowia publicznego osłabia system, który ma niebagatelne znaczenie dla sytuacji zdrowotnej samego społeczeństwa. Dzieje się to między innymi poprzez zmuszanie poszczególnych podmiotów na rynku tym funkcjonujących do konkurowania na zasadach ogólnych, czyli - będąc ścisłym – ceną, a nie w sposób w tym wypadku najwłaściwszy, tj. poprzez jakość świadczonych usług. Większość państw europejskich uwzględnia te możliwości, na jakie Traktat Unijny zezwala, i w sposób prawidłowy chroni swoich obywateli przed niekorzystnym wpływem deregulacji w segmencie ochrony zdrowia, stawiając ponad wszystko na jakość, co w wypadku sektora farmaceutycznego oznacza choćby pozostawienie aptek w rękach farmaceutów (czyli daleko idącą regulację rynku). Tymczasem w Polsce, nie widząc żadnych w tym temacie zagrożeń, optuje się za całkowicie wolnorynkowym obrotem detalicznym produktami leczniczymi, przekazując apteki w ręce ludzi spoza zawodu, nie zdając sobie do końca sprawy z tego, jak ogromną przez to wyrządza społeczeństwu krzywdę. Takie postępowanie polskich władz dziwi, jeśli dla porównania spojrzymy na to, co robią inne kraje europejskie, które gospodarkę wolnorynkową w sektorze zdrowotnym dawno odłożyły do lamusa, bądź też czym prędzej pragną od niej odstąpić. Dla przykładu można tu wskazać rząd Łotwy, który jako pierwszy po okresie totalnej liberalizacji rynku farmaceutycznego ponownie z początkiem roku 2011 wprowadził odpowiednie regulacje, czy jakże znamienny przypadek deregulacji sektora farmaceutycznego w Norwegii, gdzie w konsekwencji oddania sektora farmaceutycznego w prywatne ręce, wbrew zapowiedziom pogorszeniu uległa dostępność oraz spadła jakość świadczonych usług farmaceutycznych. Z kolei znacząco wzrosły ceny wszystkich produktów leczniczych. Można też wskazać na Szwecję, która mimo zapowiedzi prywatyzacji aptek z początkiem 2009 roku postanowiła zweryfikować swe stanowisko i w konsekwencji prywatyzację przeprowadziła później, jednak już w zupełnie inny sposób, bo na kompetencjach opartych wyłącznie na farmaceutach. Przykładów można by mnożyć. Większość krajów Unii Europejskiej stosuje kryteria geograficzne bądź demograficzne jako warunek wydania zezwolenia na prowadzenie apteki (np. Grecja, Hiszpania, Włochy, Finlandia czy wspomniana wcześniej Austria). W Finlandii ustawa o lekach wprowadza ograniczenia ilościowe, dzięki którym jeden farmaceuta prowadzić może co najwyżej trzy apteki. Z kolei w Niemczech w „czystej postaci” obowiązuje reguła „apteka dla aptekarza”, która oprócz wprowadzenia kryterium ilościowego, podobnego do tego, które funkcjonujące w Finlandii (jeden aptekarz – maksymalnie trzy apteki lub filie apteczne), sankcjonuje zasadę, że apteka może być prowadzona jedynie przez aptekarzy skupionych w spółce cywilnej bądź w spółce jawnej. Regulowanie rynku farmaceutycznego tak dzisiaj, jak i od wielu lat, jest po prostu europejską normą.

       Warto też w tym miejscu odwołać się do opisywanej na początku tekstu słynnej dyrektywy Bolkensteina z 12 grudnia 2006 roku, 2006/123/WE, która była efektem francuskiego „nie” w referendum z 2005 roku, a która jasno odpowiadała na pytanie, czy zawody i usługi medyczne są usługami takimi, jak wszystkie inne, i z tego tytułu powinny podlegać  wspólnym przepisom, bądź też winny zostać spod ujednolicenia wyłączone. Wynik francuskiego referendum dobitnie wskazał wyjątkowość i rangę usług medycznych. Pokazał również mentalności i dojrzałość społeczeństw zachodnich.

       Mając na względzie decyzję Parlamentu Europejskiego, który postanowił wyłączyć z całego pakietu usług usługi i zawody medyczne, w tym obrót detaliczny produktami leczniczymi oraz wykonywanie zawodu aptekarza, nie dziwią naszego (farmaceutów) środowiska kolejne orzeczenia ETS, w których sąd ten stwierdza, że w celu zapewnienia odpowiedniego poziomu zdrowia oraz usług sektora zdrowotnego na najwyższym poziomie, można, a nawet należy wprowadzać ograniczenia, limity i zakazy. Mamy nadzieję, że krajowi decydenci przestaną w końcu nasłuchiwać ekspertów ds. wolnego rynku, czy innych osób, nienakierowanych na uzdrowienie segmentu zdrowia publicznego i uświadomią sobie zawczasu, że wolny rynek nie jest tym, co dla samego pacjenta jest najkorzystniejsze. Na rozregulowanym i przez nikogo efektywnie niekontrolowanym rynku produktów leczniczych i aptek działających na zasadzie supermarketów pacjent zawsze traci, a wraz z nim – traci całe społeczeństwo. Regułę tę pojęła, zrozumiała i zaakceptowała w swoim czasie Komisja Europejska, kiedy przegrała boje o sektor zdrowotny w Parlamencie Europejskim i zmuszona została do wyłączenia usług zdrowotnych z całego segmentu usług na rynku wewnętrznym.  

       W Polsce przedstawiciele kolejnych rządów, zasłaniając się swoiście i najczęściej mylnie rozumianymi wartościami konstytucyjnymi, sprawy widzą diametralnie inaczej. Twierdzą oni, że wolny rynek i wolna konkurencja rozwiążą wszystkie problemy związane z funkcjonowaniem systemu ochrony zdrowia społeczeństwa, zapominając, że wolność gospodarcza nic nie znaczy bez wysokiej etyki zawodowej, poszanowania dla wartości naczelnych i samej litery prawa. Na szczęście dla innych rządów europejskich polskie podejście do tej sprawy nie znalazło większego poparcia, gdyż jedynie przedstawiciele Czech i Holandii opowiedzieli się za podobnymi jak w Polsce rozwiązaniami. Dobrze, że ogromna większość członków UE, w tym duże i liczące się kraje europejskie, stanowczo poparły tradycyjny europejski model aptekarstwa, oparty na kompetencjach zawodowych farmaceutów, historycznie uwarunkowany i zaspokajający potrzeby, a także oczekiwania społeczeństwa.

       Wyrok ETS z 14 lutego 2014 roku pomaga zrozumieć dominujące w Unii Europejskiej pojmowanie właściwie zorganizowanego oraz prawidłowo funkcjonującego systemu ochrony zdrowia. Należy też wspomnieć o innych wyrokach tego sądu. Najdonioślejszym z nich jest z pewnością orzeczenie z 2009 roku, w którym Trybunał uszanował obowiązującą w niemieckim prawie zasadę „apteka dla aptekarza”, stwierdzając jej niesprzeczność z zasadą swobody przedsiębiorczości (wyrok z 19 maja 2009 roku, połączone sprawy C 171/07 i C 172/07, Apothekerkammer des Saarlandes). Ale hołdowanie przez unijny sąd tradycyjnemu modelowi aptekarstwa, jak również wyłączenie przezeń materii prowadzenia apteki spod reguł wolnego rynku funkcjonowało w jego linii orzeczniczej tak wcześniej, jak i później. Ostatnie orzeczenia ETS odnoszące się do kwestii prowadzenia aptek przesądzają dobitnie, że stosowanie przez państwo członkowskie kryteriów geograficznych, demograficznych, ilościowych czy „jakościowych” przy koncesjonowaniu aptek nie narusza wyrażonej w art. 49 TU zasady swobody przedsiębiorczości (por. wyrok z 1 czerwca 2010 roku w połączonych sprawach C 570/07 i C 571/07, odnoszący się do hiszpańskich przepisów farmaceutycznych, bardzo podobnych do przedstawionego powyżej casusu austriackiego; wyrok z 21 czerwca 2012 roku w sprawie C‑84/11 dotyczący przepisów fińskich; wyrok ETS z 29 września 2011 roku w sprawie C-315/08 Grisoli przeciwko Regione Lombardia, wyrok z 17 grudnia 2010 roku w sprawie C-217/09 czy też ubiegłoroczne orzeczenie ETS-u z dnia 5 grudnia 2013 roku w połączonych sprawach C-159/12 do C-161/12, odnoszące się do włoskich przepisów regulujących funkcjonowania aptek). W tym miejscu i niejako na marginesie należy dodać, że skarżąca w październiku 2013 roku Polskę do Komisji Europejskiej Konfederacja „Lewiatan” w swojej skardze całkowicie pominęła wymienione powyżej orzecznictwo Trybunału w Luksemburgu dotyczące prowadzenia aptek, chociaż kwestionowała ona właśnie przepis art. 94a ustawy - Prawo farmaceutyczne, który przecież wprost odnosi się do funkcjonowania aptek. Daje to wyobrażenie o intencjach twórców skargi.

       Polska, funkcjonująca w filozofii gospodarki wolnorynkowej i jej implementacji do obszaru systemu ochrony zdrowia publicznego, jako kraj ponosi z tytułu takiego wyboru ogromne straty. Trzeba mieć na uwadze to, że przez takie działanie państwo samo ubezwłasnowolnia się w zakresie kontroli nad obrotem produktami leczniczymi. Sytuacja prawna rynku aptecznego na dzień dzisiejszy wygląda bowiem tak, że mamy zbyt słabo egzekwowany przepis oddzielający hurt od detalu, przez co tracimy kontrolę nad podmiotami zajmującymi się tym obrotem. Zawarty w art. 99 ustawy - Prawo farmaceutyczne przepis antykoncentracyjne jest skomplikowany i w praktyce niestosowany przez organy nadzoru farmaceutycznego w procesie wydawania zezwolenia aptekom. Ten aspekt sprawił, że wbrew deklaracjom i wcześniejszym intencjom rynek aptekarski, faktycznie został zmonopolizowany po 2001 roku. Pochodną tego jest szerokie naruszenie zasady równości, w tym – równego traktowania podmiotów prowadzących apteki, pomimo że prawo takie gwarantuje każdemu przedsiębiorcy aptecznemu nie tylko ustawa o swobodzie działalności gospodarczej (art. 6 ust. 1), ale przede wszystkim Konstytucja RP (art. 32 ust. 1). Ta nierówność znajduje swój finał w różnorodności cen (w hurcie i w detalu) oraz uniemożliwia pacjentom dostępu do pełnej gamy produktów leczniczych zarejestrowanych na terenie RP.

       Porządkowanie rynku aptek nie jest zatem „fanaberią” farmaceutów, lecz koniecznością. To, że de lege lata nie mamy na wzór niemiecki czy fiński obowiązującej zasady „apteka dla aptekarza” jest przejawem błędnego wyboru koncepcji ze strony ustawodawcy, ale również brakiem świadomości o tym, że produkty lecznicze nie są i nigdy nie będą zwykłym towarem rynkowym, na co farmaceuci zwracają uwagę od lat. Odpowiedzialność za zdrowie społeczeństwa nie ciąży tylko na barkach kolejnych ministrów zdrowia; ciąży przede wszystkim na pracownikach medycznych, w tym na farmaceutach, ludziach specjalnie do tego przygotowywanych i wyszkolonych przez lata nauki i praktyki. W miejscu ich pracy – w aptekach – wymagane są wysokie standardy jakości (nie tylko w odniesieniu do lokalu apteki, ale i personelu. Nie bez znaczenia są również uwarunkowania etyczne i zawodowe). W realiach wolnego rynku – a więc żywiołowego wydawania kolejnych zezwoleń aptecznych – nie można osiągnąć wymagań stawianych przez założenia polityki zdrowotnej, prawo farmaceutyczne i etykę aptekarską. Zrozumiały to już dawno temu bogate i uporządkowane kraje tzw. starej Unii, które jako normę stosują zasady demografii i geografii, czemu hołduje w zacytowanych powyżej orzeczeniach ETS (pomimo faktu, że sąd ten na co dzień wyrokuje bardzo liberalnie, ukracając najdrobniejsze nawet próby ochrony własnego rynku przez państwa członkowskie). Pauperyzacja aptek, będąca m.in. skutkiem ich nadmiernej ilości sprawia, że nie są one w tanie wypełnić właściwych im zadań w sektorze zdrowotnym wobec społeczeństwa. W naszym kraju deprecjonowany jest zawód farmaceuty, który – dla odmiany – w odbiorze społecznym mieszkańców zachodniej Europy budzi podziw i szacunek.

       Cytowane powyżej wyroki ETS odnoszące się do spraw farmaceutycznych powinny być dobrze znane decydentom, do czego w tym miejscu i korzystając z okazji zachęcamy. Stanowisko farmaceutów w omawianych kwestiach nie musi być popierane wyrokami, które orzekane są sądy unijne. Niemniej jednak orzeczenia te mają swoje głębokie uzasadnienie aksjologiczne, są racjonalne i poparte doświadczeniami polityki zdrowotnej państw zachodnich z ostatnich kilkudziesięciu lat. I bez nich jednak wiemy, że w każdym elemencie systemu gospodarki produktami leczniczymi wymagana jest precyzyjna organizacja oparta na planowaniu i obwarowaniu licznymi ograniczeniami oraz właściwą regulacją. Bez niej szereg wyrosłych na rynku farmaceutycznym patologii, związanych z jego rozregulowaniem, nie zostanie zlikwidowanych. A podjęte w tym kierunku działania, wdrożone tzw. ustawą refundacyjną, pozostaną jedynie półśrodkami, sprawią, że efektywna, a przede wszystkim racjonalna polityka w obszarze zdrowia publicznego, pozostanie na etapie założeń czy niedoścignioną mrzonką. Co najważniejsze jednak, najbardziej ucierpią z tego powodu pacjenci, a w szerszej perspektywie – społeczeństwo.

    mgr Piotr Sędłak, aplikant radcowski
    dr n. farm. Tadeusz Bąbelek
    dr n. farm. Grzegorz Pakulski
     

    Fot. Fotolia.pl

     

  • Farmacja na świecie.  ( 31 pozycji )

       Wkład kultur prekolumbijskich, w tym głównie Majów i Azteków, we współczesne ziołolecznictwo światowe znalazł już powszechne uznanie. Prowadzone w wielu ośrodkach naukowych na świecie badania fitofarmakologiczne tradycyjnie stosowanych surowców zielarskich z tego regionu dają uzasadnioną nadzieję na odkrycie nowych leków.

       Początki cywilizacji meksykańskiej sięgają kilkunastu tysięcy lat. Jedną z pierwszych kultur, jakie rozwinęły się na tych terenach, była kultura Olmeków. Dzieje i styl życia tego ludu są zagadką, gdyż nie znali oni pisma, a wszelkie informacje są czerpane z pozostawionych przez nich przedmiotów. Państwo Olmeków nieoczekiwanie zniknęło około 400 r. p.n.e., pozostawiając po sobie ogromny wpływ na wszystkie następne cywilizacje tego regionu.
     
       Na ruinach świata Olmeków, rozwinęło się kilka kultur pokrewnych. Najprężniej rozwinęła się kultura zgrupowana wokół miasta Teotihuacán, które wkrótce stało się stolicą całego regionu. Apogeum rozwoju tego miasta przypadło na lata 350 – 650 n.e., a liczba mieszkańców doszła  prawdopodobnie do 200 tysięcy, co wówczas było ewenementem, bo na przykład ówczesny Rzym liczył zaledwie 10 tysięcy. Główną ulicę miasta stanowi Calle de los Muertos (Aleja Zmarłych), a spośród wielu budowli wyróżniają się piramidy Słońca i Księżyca oraz  świątynia głównego boga – Quetzalcoatla.
     
    Teotihuacán – widok z Piramidy Księżyca na Aleję Zmarłych.
     
       Na pobliskim półwyspie Jukatan istniała równolegle cywilizacja Majów, której korzenie sięgają czasów prehistorycznych, a rozkwit przypadł na okres między IV i IX wiekiem. Wznosili oni budowle zdobione wspaniałymi rzeźbami z wizerunkiem ludzi i zwierząt. Dla swoich bogów budowali okazałe świątynie i piramidy. W obliczu niebezpieczeństwa, np. suszy czy wojny, Majowie odprawiali krwawe rytuały. Najwyższy kapłan kamiennym nożem otwierał klatkę piersiową składanego w ofierze człowieka i wyrywał z niej bijące serce. Delikwentowi przed tym „zabiegiem” podawano ziołowe środki halucynogenne i znieczulające. Głównym zajęciem Majów było rolnictwo, ale wnieśli oni także duży wkład w rozwój nauk ścisłych, np. wprowadzając do matematyki pojęcie zera, które dotychczas w żadnej innej cywilizacji nie było znane.
     
    Teotihuacán – Piramida Księżyca.
     
       Najsławniejszym i najlepiej odnowionym miastem Majów jest Chichén Itzá na półwyspie Jukatan. Główną budowlą tego miasta jest piramida El Castillo (Zamek), która jednocześnie stanowiła świątynię boga Kukulcana i kamienny kalendarz Majów. Aby spełniać rolę kalendarza, każdy z dziewięciu poziomów piramidy rozdzielają schody, w sumie jest 18 platform, co odpowiada osiemnastu 20-dniowym miesiącom roku w kalendarzu Majów. Cztery ciągi schodów mają po 91 stopni, gdy dodamy górną platformę, otrzymamy liczbę 365 – ilość dni w roku. Kalendarz Majów był bardzo dokładny, a z czasem lud ten stał się wręcz jego niewolnikiem.
     
     El Castilo, świątynia boga Kukulcana i kalendarz Majów w Chichén Itzá.
     
       Innym, dużym w okresie swej świetności miastem Majów, także leżącym na Jukatanie, jest Cobá. Liczne pozostałości budownictwa, głównie w postaci piramid i świątyń, rozrzucone są na dużym terenie w głębi dżungli, toteż podczas zwiedzania, ze względu na grasujące tam pumy i jaguary, towarzyszył nam uzbrojony w sztucer strażnik.

       Na przełomie IX i X wieku cywilizacja Majów zaczęła podupadać, a przyczyny tej dekadencji są nie do końca wyjaśnione. W tym czasie na płaskowyżu centralnym pojawił się wojowniczy lud Tolteków, którzy stworzyli imperium ze stolicą w Tuli. Jednak i ta cywilizacja nie przetrwała długo (do 1168 roku), a upadek jej potęgi tłumaczy się przede wszystkim klęskami żywiołowymi i epidemiami, które zdziesiątkowały ludność.
     
    Jedna z piramid  w Cobá, mieście Majów w dżungli Jukatanu.
     
       Te żyzne tereny nie zostały na długo puste. Już w 1325 roku plemiona Azteków, przybyłe z północy, założyły tu miasto Tenochtitlan (dzisiejsze miasto Meksyk). Dzięki swej waleczności i zdolnym przywódcom, w ciągu stu lat plemiona te zawładnęły całym środkowym Meksykiem. Utworzone przez Azteków imperium, przeżywające okres świetności zwłaszcza za panowania cesarza  Moctezumy I, przetrwało aż do podboju hiszpańskiego. Cywilizacja Azteków, podobnie jak Majowie, przywiązywała dużą wagę do odmierzania czasu. Służyły do tego różne kalendarze, a najsłynniejszy z nich, zwany Piedra del Sol (Kamień Słońca) jest obecnie chlubą Narodowego Muzeum Antropologii. Na jego powierzchni widnieje płaskorzeźba, której centralnym punktem jest wizerunek azteckiego boga słońca – Tonatiuha. W roku 1519 do Tenochtitlanu przybyli konkwistadorzy pod wodzą Hermana Cortésa i zarazem był to początek  upadku państwa Azteków. Rozpoczęła się, trwająca kilkaset lat, epoka kolonialna.
     
    Piedra del Sol (Kamień Słońca) w Muzeum Antropologii w mieście Meksyk.

       Podobnie jak starożytni Grecy czy Rzymianie, zarówno Majowie jak i Aztecy mieli licznych bogów. Bóstwom tym przypisywali czarodziejskie siły. Mogły one sprowadzać trzęsienie ziemi i deszcze, wywoływać powódź lub długotrwałą suszę, ale także wywoływać chorobę lub pomagać w jej wyleczeniu. Według wierzeń, także komety, trzęsienia ziemi i wybuchy wulkanów były przyczynami zachorowań.

       Od XVI wieku, po przybyciu konkwistadorów, na terenie całej Ameryki Łacińskiej obserwuje się złożony proces nakładania się medycyny europejskiej na wielowiekowe doświadczenia miejscowych uzdrawiaczy – curanderos, którzy stworzyli oryginalną koncepcję związaną ze zdrowiem i chorobą. Cechą istotną tej koncepcji jest powiązanie zdrowia i choroby z holistycznym ujęciem miejsca człowieka we  wszechświecie. Medycyna tubylcza wiąże się immanentnie z religią oraz magią. Zakłada ona jedność świata materialnego ze światem nadprzyrodzonym.
     
    Potomkowie Azteków kultywują tradycyjne obrzędy.
     
       Europejskich przybyszów, zwłaszcza medyków, zaskoczył wysoki poziom praktyk medycznych w kulturach Majów i Azteków. Autentycznej wiedzy na temat tradycyjnego ziołolecznictwa dostarczają nam rękopisy, napisane w XVI wieku, tuż po podboju imperium Azteków przez Hiszpanów.
     
     
    Codex  Florentine
     

       Jednym z najwcześniejszych rękopisów, dostarczających wiedzy na temat ziołolecznictwa Azteków, jest Codex Florentine, napisany przez Bernardino de Sahagún. Misjonarz ten przybył do Meksyku z Hiszpanii w 1529 roku. Aby móc uzyskiwać wiadomości bezpośrednio od azteckich curanderos, nauczył się ich języka nahuatl. Książka ta zawiera botaniczne opisy ponad 140 gatunków roślin leczniczych. Opisy poczynione przez Sahagún uważa się za bardzo cenne, gdyż powstały one na tyle wcześnie, że nie są  jeszcze „skażone” wpływami hiszpańskimi. Z opisów tych wynika, że Aztecy dzielili rośliny na „gorące” i „zimne” i jako takie były wykorzystane do korygowania nadmiernego ciepła lub chłodu w organizmie. Nadmiar zimna powodował zatrzymanie wody, a skutkowało to powstaniem np. dny moczanowej. Leczenie odbywało się przez podanie „gorących” ziół takich jak aksamitka (Tagetes lucida), która działa  moczopędnie. Natomiast gdy było potrzebne „schłodzenie” organizmu, podawano wyciąg z korzenia drzewa jadłoszyn baziowaty (Prosopis juliflora).
     
     
    Badianus Manuscript
     
     
       Po upadku imperium Azteków, Hiszpanie powołali instytucję dla katolickiej edukacji   tubylców. Zwierzchnik tej instytucji zlecił napisanie podręcznika o rodzimych roślinach  leczniczych. Zadania tego podjął się wybitny curanderos, który był ekspertem w stosowaniu ziół. Pod  przybranym imieniem - Martin de la Cruz - napisał w 1552 roku manuskrypt p.t. "Libellus de Medicinalibus Indorum Herbis". Dzieło to zastało napisane fonetycznie, w języku Azteków - nahuatl, który był językiem tylko mówionym, ale później zostało przetłumaczone na łacinę przez  azteckiego profesora college'u,  Juan Badiano. Dlatego też książka ta  często jest określane jako "Badianus Manuscript". Następnie książka została wysłana do króla hiszpańskiego, a na początku XVII wieku wszedł w jej posiadanie kardynał Francesco Barberini (stąd stosowana nieraz nazwa „Codex Barberini”). Dalsze losy książki są nieznane, a odnaleziona została w archiwach watykańskich dopiero w 1929 roku. Współczesne autorytety meksykańskiej medycyny tradycyjnej twierdzą, że 90 procent roślin przedstawionych w "Badianus Manuscript" jest nadal powszechnie  używanych  w Meksyku.

       Jako ciekawostkę pragnę podać, że kiedy Jan Paweł II odwiedził Meksyk w maju 1990, przywiózł ze sobą jako prezent dla narodu meksykańskiego właśnie "Badianus Manuscript",  które to dzieło było nieobecne w tym kraju od ponad 400 lat.
     
    U indianki Nahua można kupić leki na wiele chorób.
     
       Książka zawiera wiele kolorowych ilustracji i liczne opisy ziół oraz ich zastosowanie. Można w niej znaleźć remedium na wiele przypadłości. Oto przykłady niektórych z nich. Kąpiel w mieszance ziół, składającej się z Magnolia dealbata*, Bourreria humilis, Plumeria Mexicana i Vanilia planifolia miała  łagodzić zmęczenie. Było to bardzo istotne w społeczeństwie które nie znało koła i zwierząt jucznych. Wiele uwagi azteckich uzdrowicieli było zwrócone na leczenie ran i biegunki. Rany w czasie wojny to rzecz normalna, ale zaskoczeniem jest częstość występowania biegunki. Aztecy mieli akwedukty do wody pitnej i odrębne systemy utylizacji odpadów, toteż częstość występowania biegunki wydaje się dziwna. Prawdopodobnie objaw ten był odpowiedzią na wysoki poziom stłumionego lęku, który  musiał istnieć w tak brutalnym społeczeństwie (Aztecy, podobnie jak Majowie, składali ofiary swym bogom z żywych ludzi). Do leczenia problemów trawiennych stosowano Physalis costomatl. Z kolei Bocconia frutescens stosowano w leczeniu zaparć. Lek ten  nie  był  spożywany  lecz wkładany  w  „drugi koniec przewodu pokarmowego”. W przypadku dny aztecki zielarz zalecał stosowanie Nicotiana rustica, czyli dzikiego tytoniu. Jako lek przeciwkaszlowy polecany był  krwawnik pospolity (Achillea millefolium). Aktywność azteckich wojowników przysparzała uzdrowicielom dużo zajęcia. Połączenie soku z agawy i soli było powszechnie stosowane jako remedium na rany - sok agawy po zmieszaniu z solą stanowi mieszaninę, która zabija bakterie przez ich dehydratację. Z kolei sok z pokrzywy, wymieszany z moczem lub mlekiem był  stosowany miejscowo, w celu zatamowania krwawienia. Jako przykład dość specyficznego podejścia Azteków do niektórych dolegliwości może posłużyć melancholia, który to stan był uważany za dolegliwość fizyczną. W celach leczniczych polecany był napój sporządzony z wywaru z kilku ziół, perły, wątroby wilka i wina. A winna za ten stan, także według wiedzy medycznej ówczesnej Europy, była tzw. „czarna krew”.
     
     
    Rerum Medicarum Novae Hispaniae Thesaurus
     
     
       Król Hiszpanii Filip II wysłał w 1570 roku Francisco Hernándeza, jednego ze swych lekarzy, z misją naukową do Nowego Świata. Został on tam skierowany  do kompleksowego zbadania roślin leczniczych. Badania jego objęły zarówno taksonomię roślin jak i efektywność ich działania. Pomimo usilnej, siedmioletniej pracy, nie udało mu się ukończyć dzieła. Zgromadził jednak olbrzymi materiał, obejmujący ponad tysiąc roślin leczniczych. Oryginalna wersja jego książki uległa zniszczeniu w pożarze. Obecnie dostępna jest jej niekompletna kopia wykonana w 1648 roku. Hernández był pełen uznania dla botanicznej i taksonomicznej wiedzy tubylców. Pomimo tego, że choroby leczono błagając bogów o zdrowie i stosując magiczne środki, Aztecy mieli także dużą wiedzę medyczną, wynikającą z badań i wielowiekowych doświadczeń. Już w XV wieku, za panowania w Meksyku cesarza Moctezumy I, został założony pierwszy na tych ziemiach ogród botaniczny. Dalsze były zakładane w miarę zdobywania przez Azteków nowych terenów. Ogrody te były powszechnie wykorzystywane do badań medycznych poprzez rozdawanie wyhodowanych roślin pacjentom. Warunkiem darmowego ich otrzymania  było zgłoszenie się po kuracji w celu oceny jej skuteczności. Toteż nic dziwnego, że Hiszpanie byli pod wrażeniem wiedzy medycznej Azteków. Wielu z nich zostało wyleczonych przez miejscowych curanderos z chorób przewlekłych, co do których hiszpańscy lekarze byli bezradni. Dziedziną medycyny, w której  azteccy curanderos byli wyraźnie lepsi od hiszpańskich lekarzy, było leczenie ran bitewnych. W tamtych czasach, europejskie leczenie rany ograniczało się do przyżegania wrzącym olejem i recytowania modlitw. Aztecy natomiast najpierw przemywali ranę świeżym moczem w celu jej oczyszczenia (płyn sterylny), ziołami zatrzymywali krwawienie, a na koniec nakładali na nią sok  z agawy, który gęstniejąc tworzył naturalny opatrunek i jednocześnie zapobiegał zakażeniu (w 1984 roku wykazano, że sok ten ma własności antybiotyczne).
     
     
    Czy ziołowe  leki Azteków są skuteczne?
     
     
       Przede wszystkim nie należy zapominać, że Aztecy byli spadkobiercami wielu wcześniejszych cywilizacji, od których przejęli znaczną część wiedzy medycznej. Toteż postawione pytanie właściwie dotyczy całej spuścizny, jaka została po wszystkich kulturach prekolumbijskich.

       Aztecy mieli także świadomość, że równie istotne jak umiejętność leczenia chorób jest zapobieganie im. Toteż stosowali zdrową i zróżnicowanej dietę - jedli na przykłąd dużo błonnika. Z konieczności, gdyż nie znali zwierząt jucznych ani koła, zażywali dużo ruchu (ludzie musieli wszystko nosić). Mieli też całkiem restrykcyjne przepisy sanitarne.
     
    Opuncja – jeden z ważniejszych surowców leczniczych.

       Jeśli zaś chodzi o ocenę skuteczności stosowanych przez nich leków, to dotychczas przeprowadzone badania laboratoryjne i częściowo kliniczne wykazały, że około 20% jest całkowicie nieskutecznych, ale zarazem połowa z nich zawiera składniki wykazujące działanie terapeutyczne. Badania prowadzone są nadal i to nie tylko w Meksyku. Rośliny są na tyle specyficznym materiałem do badań, że aby otrzymać rzetelne wyniki, należy spełnić wiele warunków przy ich doborze. Podstawowym z nich jest poprawna identyfikacja rośliny. Istotnym jest, aby sposób uzyskiwania ekstraktu ściśle naśladował metodę stosowaną przez Azteków. Nie należy też zapominać, że poziom składników aktywnych może podlegać znacznym wahaniom w zależności od warunków klimatycznych, w których rośliny uprawiano. Aby spełnić te wszystkie warunki, współcześni naukowcy ściśle współpracują z rdzenną ludnością, a zwłaszcza członkami plemienia Nahua, którzy są bezpośrednimi potomkami Azteków.

       Uważa się, że tradycyjne leki ziołowe Azteków zawierają duży potencjał w leczeniu cukrzycy. Blisko 300-tu roślinom są przypisywane właściwości hipoglikemizujące. Na czele tej listy znajduje się gatunek Opuntia spp. Także obiecujące są dotychczasowe wyniki badań nad lekiem pomocnym w terapii bólu, otrzymanym z meksykańskiego chilli (Capsicum annum i Capsicum frutescens). Preparaty zawierające chili były stosowane przez Azteków w problemach stomatologicznych, infekcjach ucha oraz przy leczeniu różnego rodzaju ran. Dzisiaj w medycynie naturalnej, chili jest  stosowane by złagodzić ból towarzyszący takim chorobom jak artretyzm, neuralgie oraz rak, szczególnie płuc, przełyku, jamy ustnej, języka i żołądka.

       Wśród skutecznych leków ziołowych, dobrze znanych Aztekom, należy także wymienić Artemisia ludoviciana mexicana ssp. Roślina ta jest w dalszym ciągu szeroko stosowana w Meksyku do leczenia chorób zakaźnych. Potwierdzona jest jej silna aktywność przeciwbakteryjna in vitro.
     
     
    Trujące rośliny?
     
     
       Okazuje się, że niektóre rośliny, często używane w Meksyku, są bardziej szkodliwe niż pomocne. Wymienić tu można Poliomintha longiflora - "meksykańskie oregano", używane jako przyprawa. Instytut Zdrowia Narodowego Meksyku ostrzegł konsumentów o ryzyku korzystania z tej rośliny.  

       Innym przykładem jest Aristolochia spp., wykorzystywana w Meksyku jako środek przeciwbólowy i przy ukąszeniu węży. Jest bezspornie udokumentowane, że gatunek ten zawiera związek toksyczny  (kwas arystolochowy), który powoduje nefropatię, a nawet  może wywołać raka nerki.  Chociaż rośliny te  mają  korzystne działanie  w zakresie leczenia wymienionych przypadków,  to przewlekłe ich stosowanie może być poważnym zagrożeniem  dla zdrowia.
     
     
    Produkty spożywcze
     
     
       Cywilizacje prekolumbijskie wzbogaciły także naszą dietę. Bo przecież od nich pochodzą między innymi pomidory,  kukurydza, awokado, chili, wanilia, guawa, kakao... - można by wymieniać jeszcze długo. Przebywając w Meksyku, można przekonać się naocznie, że zioła lecznicze są tu powszechnie stosowane w codziennej diecie. Na pierwszy plan wysuwa się wspomniana już opuncja. Degustowaliśmy sałatki z pociętych w kawałki surowych owoców opuncji - zwanych nopal, a także zjadaliśmy je w postaci grillowanej, piliśmy z nich napoje, a nawet dodawano je do drinków. Nopal to przede wszystkim doskonałe źródło witaminy C, bioflawonoidów, beta karotenu oraz witamin grupy B. Oprócz tego obfituje w składniki mineralne, szczególnie w wapń, magnez, potas i żelazo. Nopal jest również bogatym i naturalnym źródłem łatwo przyswajalnych aminokwasów.  Innym przykładem jest  pieprz cayenne, który Majowie używali już od 9 tysięcy lat. To zawarta w nim kapsaicyna powoduje, że po spożyciu odczuwamy przyjemne schłodzenie organizmu w upalne dni. Również dobrze pobudza soki trawienne przed posiłkiem, nie dopuszczając tym samym do niestrawności. Toteż w każdej restauracji w Meksyku podawano nam bardzo pikantną przystawkę z drobno posiekanych papryczek cayenne.
     
     
    Pokarm bogów
     
     
       Karol Linneusz, twórca dwuimiennego systemu nazewnictwa biologicznego, nazwał kakao Theobroma cacao, co w języku  greckim znaczy "pokarm bogów".  Pierwszymi, którzy je uprawiali już około 1500 roku p.n.e., byli podobno Olmekowie. Pewne jest, że kakao pochodzi z regionów tropikalnych, zamieszkiwanych później przez Majów. Dane archeologiczne potwierdzają jego obecność w rolnictwie Majów od III wieku p.n.e. Nasiona kakaowca charakteryzują się bogatym składem biochemicznym, gdyż zawierają ponad 800 związków. Kakao, oprócz flawonoidów (katechiny, epikatechiny i procyjanidyny) opóźniających procesy starzenia  i  obniżających ryzyko zmian miażdżycowych, zawiera ważne minerały, liczne witaminy, a także np. fenyloetyloaminę, która uzyskała przydomek „czekoladowej amfetaminy”, gdyż ten neuroprzekaźnik wywołuje uczucie podekscytowania.

       W wielu regionach Ameryki Łacińskiej, zwłaszcza w strefie wpływów Majów i Azteków, istnieją w dalszym ciągu dwa światy medycyny: medycyna tradycyjna przekazywana z pokolenia na pokolenie i sięgająca korzeniami okresu przedkolumbijskiego oraz medycyna współczesna, oparta na państwowym systemie punktów medycznych i szpitali. Miejscowa ludność, zależnie od rodzaju i charakteru schorzenia, korzysta równolegle z usług jednego i drugiego systemu. Świadczenia miejscowych zielarzy i uzdrawiaczy cieszą się większą popularnością, gdyż są, zwłaszcza w regionach wiejskich, łatwiej dostępne, tańsze i związane ze swoistym systemem wierzeń i przesądów, związanych zarówno z koncepcjami zdrowia i choroby jak i sięgają do naturalnych środków leczniczych, głównie pochodzenia roślinnego.

     
    dr n. przyr., mgr farm. Karol Adamkowski
    fot. Autora
     
     
    * Podaję łacińskie nazwy omawianych roślin gdyż większość z nich to endemity, występujące tylko  w Meksyku lub Ameryce Łacińskiej.

    PIŚMIENNICTWO
    1.  Andrade-Cetto, A., Heinrich, M. "Mexican plants with hypoglycaemic effect used in the treatment of diabetes." J. of Ethnopharmacology; 2005, 99(3), 325.
    2. Cywilizacje starożytne. Wydawnictwo Łódzkie. Łódź; 1990.
    3. Davidson, J., Ortiz de Montellano, B.R. "The Antibacterial Properties of an Aztec Wound Remedy," J. of Ethnopharmacology; 1984, 8, 149.
    4. Déciga-Campos, M., Rivero-Cruz, I. "Acute toxicity and mutagenic activity of Mexican plants used in traditional medicine." J. of Ethnopharmacology; 2007, 110(2), 334.
    5. Frankowska M. Mitologia Azteków. Wyd. Artystyczne i Filmowe. Warszawa, 1987.
    6. Heinrich, M., Ankli, A., Frei, B. "Medicinal plants in Mexico: Healers’ consensus and cultural importance". Social Science and Medicine; 1998, 47, 1863.
    7. Krótka historia Meksyku. PWN, Warszawa, 1986.
    8. Navarro, V., Villarreal, M.L.  "Antimicrobial evaluation of some plants used in Mexican traditional medicine for the treatment of infectious diseases." J. of Ethnopharmacology;  1996, 53(3), 143.
     
  • Galeria.  ( 24 pozycji )
     
     CHINY JAKICH NIE ZNACIE
     
    - FOTOREPORTAŻ DR KAROLA ADAMKOWSKIEGO
     
    Pekin – Świątynia Nieba
     
    Wielki Mur Chiński
     
    Hong Kong
     
    Posągi w grotach Longmen
     
    Widok z wieży tv na Szanghaj
     
    Nanjing Road - główna ulica w Szanghaju
     
    Zabytkowa herbaciarnia
     
    Tarasy ryżowe
     
    Stadion olimpijski w Pekinie
     
    Chiński Mur w okolicach Pekinu
     
    Fot. dr n. przyr., mgr farm. Karol Adamkowski
     
  • Manuał aptekarski.  ( 216 pozycji )
     
        Trądzik różowaty (acne rosacea) jest schorzeniem zaliczanym do nerwic naczynioruchowych skóry  [1]. Jest on powszechną chorobą dermatologiczną o dużym wpływie na jakość życia [2]. Etiopatogeneza trądziku różowatego nie została dotychczas jednoznacznie określona i wykazuje wieloczynnikowe uwarunkowania [3]. Zaliczamy do nich podłoże genetyczne, czynniki środowiskowe, nadwrażliwość skórnych naczynek krwionośnych, choroby ogólnoustrojowe takie jak zaburzenia hormonalne lub dolegliwości przewodu pokarmowego. Trądzik różowaty charakteryzuje rumień, obrzęk, pieczenie, ból, zwłóknienie skóry twarzy [2]. Głównym jego objawem, występującym u 80% chorych jest pojawienie się zmian naczyniowych, takich jak rumień i teleangiektazje. U pozostałych  osób dotkniętych tą dermatozą występują grudki i krosty, a także dochodzi do rozwinięcia przerostu tkanek miękkich i wystąpienia „phyma” [1]. Pierwotnie trądzik występuje na środkowej część twarzy, czyli na nosie, fałdzie nosowo-policzkowym, centralnej części czoła i podbródka [4]. Zdarza się, że występuje za uszami, na dekolcie, górnym odcinku tułowia i powierzchniach bocznych szyi. Pierwsze symptomy choroby pojawiają się najczęściej około trzydziestego roku życia. Znacznie częściej choroba ta dotyczy kobiet z północnej Europy lub o celtyckich korzeniach [4], głównie są to osoby z I lub II fototypem skóry, czyli o jasnej karnacji, z jasnymi oczami i włosami. Jednakże najcięższe, skrajne przypadki rinophyma spotyka się u mężczyzn. Najszybszy rozwój trądziku obserwujemy między 40 a 50 rokiem życia. Początek choroby przebiega najczęściej łagodnie. Objawia się wzmożoną reaktywnością naczyń, zwiększoną wrażliwością skóry [2], bez utrwalonych zmian skórnych. Występuje wówczas napadowe czerwienienie się skóry twarzy najczęściej pod wpływem czynników zewnętrznych.

       Trądzik różowaty możemy podzielić ze względu na różnorodność objawów jakie występują [5].
     
       Prerosacea: ten okres charakteryzuje się wzmożoną reaktywnością naczyń bez utrwalonych zmian skórnych. Okresowo występuje dyskretny rumień, czasami pojawia się uczucie pieczenia utrzymujące się od kilku minut do kilku godzin i ustępujące samoczynnie. Zmiany te wywoływać może wiele czynników: ciepło, promienie UV, mróz, wiatr, stres, gorące napoje, mocna kawa, alkohol, ostre przyprawy. Często w tym okresie pojawia się nietolerancja kosmetyków.

       Flushing: w  tym stadium rumień może utrzymywać się przez wiele dni lub nie ustępować, towarzyszy mu uczucie pieczenia, dyskomfort. Flushing dotyczy policzków, gdzie występują teleangiektazje. Pogłębia się nietolerancja na kosmetyki. Skóra w obrębie zmian jest wrażliwa, może występować obrzęk.  

       Postać rumieniowo-naczyniowa: zmiany skórne zajmują centralne partie twarzy, rzadziej dekolt lub szyję. Nowym objawem są stopniowo pojawiające się grudki - małe, mięsiste, często zgrupowane. Równocześnie pojawiają się krostki. Czasami zmianom zapalnym może towarzyszyć obrzęk [6].

       Postać grudkowo-krostkowa: postać ta wykazuje obecność wykwitów grudkowych i krost na podłożu rumieniowym. Zmiany zapalne mogą powiększać się i zlewać, szczególnie w okolicy nosa (rhinophyma), skóra jest wówczas wyraźnie pogrubiona i ma rozszerzone pory - jest to wynik znacznego przerostu gruczołów łojowych i zwłóknienia pozapalnego.

       Postać oczna (ocular rosacea) jest trudną do rozpoznania odmianą choroby. Występuje razem z  wcześniej wymienionymi fazami trądziku różowatego. Wielu pacjentów zgłasza się do dermatologa po długotrwałej bezskutecznej terapii u lekarza okulisty. Jest to trudna do zdiagnozowania postać trądziku różowatego, która zostaje wykryta najczęściej dopiero wtedy, gdy pojawią się zmiany skórne.

       Objawy oczne, które mogą wskazywać na zagrożenie trądzikiem różowatym:
     
    •    nawracające zapalenia spojówek
    •    przewlekłe zapalenia brzegów powiek
    •    przekrwienie spojówek
    •    światłowstręt
    •    kłucie i swędzenie
    •    łzawienie i przekrwieniem oczu
    •    obrzęki powiek
    •    uczucie suchości oczu
    •    uczucie ciała obcego w oku
     
       Istnieją pewne czynniki, które sprzyjają zaostrzeniu się zmian trądziku różowatego [8]:
     
    •    długotrwały stres
    •    zaburzenia neurowegetatywne
    •    choroby przewodu pokarmowego
    •    pikantne jedzenie
    •    występowanie opryszczki wargowej
    •    nadmierne picie alkoholu
    •    choroby tarczycy
    •    stosowanie zewnętrznych preparatów kortykosteroidowych na skórę twarzy
    •    korzystanie z basenów z chlorowaną woda
    •    korzystanie z sauny
    •    korzystanie z kriokomory
    •    wystawianie twarzy na działanie zimna i wiatru
    •    nadmierna ekspozycja na słońce
    •    niedostateczne nawilżenie skóry
     
     
    Leczenie
     
     
       Pierwszy rodzaj leczenia obejmuje różnego rodzaju kremy, żele i maści. Skuteczny jest metronidazol 0,75% oraz 2% w formie kremu lub żelu. Pomocny bywa także kwas azelainowy, ponieważ działa na grudki i krosty likwidując je. Leki tego typu zawierają również sulfacetamid sodowy 10% z 5% siarką oraz nadtlenek benzoilu.  Leczenie doustne obejmuje antybiotyki. W przypadku trądziku różowatego ze zmianami grudkowo-krostkowymi jest to jeden z antybiotyków tetracyklinowych [5].  Lek ten przyjmowany  jest ogólnie w dawce 1,5 g na dobę przez 6-8 tygodni. W przypadku przeciwwskazań do stosowania tetracyklin zaleca się makrolidy [7]. Terapię taką stosuje się dwa razy w roku - wiosną i jesienią, przygotowując tym samym skórę do nadchodzących trudnych warunków atmosferycznych.

       Istotne znaczenie ma unikanie czynników prowokujących i zaostrzających zmiany. Najważniejsza jest ochrona przed słońcem, silnym wiatrem, mrozem i zmieniającą się wilgotnością, unikanie spożywania alkoholu, wyeliminowanie z diety pikantnych przypraw, produktów ciężkostrawnych, unikanie stosowania na skórę twarzy produktów perfumowanych, ze środkami drażniącymi czy konserwantami. Pacjent powinien także zrezygnować z wizyt na basenie i w saunie, oraz ograniczyć stres.

       Wspomagająco stosuje się również leki uszczelniające naczynia krwionośne i poprawiające ich elastyczność,  takie jak witamina PP, witamina C czy różnego rodzaju leki naczyniowe [8]. Z kolei zastosowanie kuracji ziołowej może pozytywnie wpłynąć na skórę twarzy – korzystnie działają m.in.: wywar z imbiru, bratka, rumianku, szałwii.
     
     
    Pielęgnacja
     
     
       Równie istotne co odpowiednio dobrane leczenie jest odpowiednia pielęgnacja skóry dotkniętej trądzikiem różowatym. Stosując odpowiednie dermokosmetyki możemy poprawić jej wygląd i zwolnić postępowanie zmian. Skóra z trądzikiem różowatym jest bardzo wrażliwa, podatna na podrażnienia i wymaga specjalnej pielęgnacji pomagającej odbudować uszkodzoną warstwę ochronną. Przy pielęgnacji skóry dotkniętej trądzikiem różowatym należy unikać ucisku, tarcia, a także stosowania kosmetyków bogatych w aktywne substancje, które zamiast wpływać dobroczynnie na skórę, wywołują podrażnienia lub uczulają. W większości przypadków trądziku różowatego mamy do czynienia z tak zwanym: „zespołem nietolerancji kosmetyków”. Związane jest to z subiektywnym odczuwaniem objawów podrażnienia, nie tylko po aplikacji preparatów kosmetycznych, lecz także w wyniku działania czynników zewnętrznych. Podstawą jest codzienne mycie twarzy produktami do skóry wrażliwej. Powinny one zawierać substancje łagodzące, nawilżające oraz zmiękczające. Powinno unikać się mydeł i detergentów. Peelingi ziarniste należy zamienić na enzymatyczne, które nie będą podrażniały skóry. Osoby z trądzikiem różowatym powinny unikać toników alkoholowych. Istotne jest, by nie zniszczyć warstwy lipidowej naskórka, która stanowi jego warstwą ochronną. Kremy na dzień do cery z trądzikiem różowatym powinny zawierać wysokie filtry słoneczne, które są podstawą odpowiedniej pielęgnacji [8]. Często spotykamy kremy o zielonkawym zabarwieniu, które wizualnie neutralizują rumień. Na rynku aptecznym mamy dużą gamę różnorakich preparatów dla osób borykających się z cerą naczyniową. Od delikatnych i lekkich kremów, przez  emulsje do twarzy, ukończywszy na  bogatych w składzie koncentratach przeznaczonych do intensywnej pielęgnacji. Najczęściej w składzie kosmetyków do cery z trądzikiem różowatym można spotkać:
     
    •    ginkgo biloba - obkurcza naczynia krwionośne i wzmacnia ich ścianki;
    •    kasztanowiec - usprawnia krążenie, zwiększa elastyczność naczyń krwionośnych i zmniejsza ich przepuszczalność [9];
    •    witamina PP - stymuluje syntezę lipidów, poprawia barierę naskórkową [10];
    •    witamina K - przyspiesza resorpcje krwawych wylewów;
    •    witamina C - wzmacnia ściany naczyń włosowatych;
    •    arnika;- poprawia krążenie, zmniejsza obrzęki;
    •    d-panthenol - działa łagodząco, przyspiesza gojenie.
     
       Osoby z trądzikiem różowatym często udają się po pomoc do salonów kosmetycznych aby poprawić wygląd skóry. Należy pamiętać, że u osób z trądzikiem różowatym przeciwwskazane są takie zabiegi, jak złuszczanie z użyciem kwasów owocowych, kwasu trójchlorooctowego czy kwasu salicylowego. Powodują one przekrwienie skóry, co nasila i utrwala rumień. Niewskazane są także zabiegi rozgrzewające, manualne oczyszczanie, mikrodermabrazja, silne masaże twarzy. Nie oznacza to, że osoba z trądzikiem różowatym nie może szukać wsparcia u kosmetologa. Dobrze dobrane zabiegi przyniosą poprawę stanu skóry. Zabiegi kosmetyczne mogą pomóc obkurczyć i wzmocnić ściany naczyń krwionośnych, zmniejszyć stan zapalny, odbudować barierę naskórkową. Do zabiegów, które są najodpowiedniejsze dla skóry z trądzikiem różowatym zaliczamy:

    - jonoforezę z wykorzystaniem kwasu askorbinowego, który ma działanie przeciwzapalne i uszczelnia naczynia krwionośne;
    - zabieg galwanizacji, usprawniający odpływ limfy dzięki czemu niweluje obrzęki;
    - maseczki wzmacniająco-stymulujące z witaminą K i C dla cery z rozszerzonymi naczynkami;
    - zabieg sonoforezy, podczas którego stosuje się gotowe koktajle do zabiegów trasnepidermalnych;
    - mezoterapię bezigłowa wzmacniającą strukturę  naczynek;
    - delikatne masaże twarzy, które pomogą usunąć obrzęki;
    - maski algowe bogate w witaminę C i E;
    - zabiegi laserowe zamykające naczynka;
                                                                           mgr Agnieszka Migasiewicz
                                                                           Katedra Fizjoterapii i Terapii Zajęciowej
                                                                           AWF Wrocław
     
    Fot. Fotolia.com
     

    1. Lucyna Kałużna i in., Forum praktyków: Praktyczne uwagi na temat leczenia trądziku różowatego, Dermatologia Estetyczna 5(46), 2006
    2. Verena D. Schwab i in., Neurovascular and Neuroimmune Aspects in the Pathophysiology of Rosacea, J Investig Dermatol Symp Proc. 15(1): 2011;
    3. Barbara Raszeja-Kotelba i in., Ocular rosacea – ethiopathology, symptoms and treatment – three clinical cases Post Derm Alerg 2004; XXI, 3: 144–150
    4. M. Steinhoff I in., Clinical, Cellular, and Molecular Aspects in the Pathophysiology of RosaceaJ Investig Dermatol Symp Proc. 2011 December; 15(1): 2–11
    5.  G. Rasser, Dermatologia, Urban&Partner, Wrocław 1994
    6. M. Sulk, Distribution and Expression of Non-Neuronal Transient Receptor Potential (TRPV) Ion Channels in Rosacea, J Invest Dermatol. 2012 April; 132(4): 1253–1262.
    7. Anna Czarnecka, Jolanta Tymicka ,Rosacea – clinical variants and treatment, PDiA 2005; XXII, 3: 156–160
    8. W. Kasprzak, A. Mańkowska, Fizjoterapia w kosmetologii i medycynie estetycznej, Wyd. PZWL, Warszawa2010
    9. pod red. I. Matławskiej, Farmakognozja, Poznań 2006
    10. E. Lamer-Zarawska i in.,Rosliny w kosmetyce i kosmetologii przeciwstarzeniowej, PZWL, Warszawa 2012

     

  • Przegląd prasy.  ( 19 pozycji )

     

    Poniżej zaprezentowany „Przegląd prasy” został przygotowany na podstawie trzech periodyków  obejmujących swoją tematyką farmację i medycynę szpitalną i ma na celu m.in. zachęcenie farmaceutów szpitalnych i klinicznych (ale nie tylko!) do sięgania po te źródła. Wiele wartościowych tekstów jest dostępnych bezpłatnie również on-line.
     
     
    LEKI WŁASNE PACJENTÓW W SZPITALU
     
     
       Badacze z Danii zajęli się mało zbadanym problemem stosowania w czasie pobytu w szpitalu przez chorych leków przyniesionych przez nich z domu (PODs – patients’ own drugs, co można przetłumaczyć jako leki własne pacjentów). Po pierwsze przeprowadzili analizę częstotliwości z jaką pacjenci korzystają z własnych medykamentów przebywając na oddziale. Po drugie zajęli się kwestią jeszcze istotniejszą, mianowicie zbadali jakość tych leków biorąc pod uwagę ich wygląd, opakowanie, możliwość zidentyfikowania zawartości, zgodność warunków w jakich były przechowywane z zaleceniami producenta oraz datę ważności. Autorzy zwrócili uwagę na istotne wady i zalety umożliwienia pacjentom szpitali korzystania z własnych leków, włączając  w to także preparaty ziołowe i suplementy diety. Problem jest bieżący także w naszym kraju. Apteki szpitalne zaopatrzone są na ogół w ograniczoną receptariuszem szpitalnym liczbę i rodzaj leków. Umożliwiając pacjentom przynoszenie własnych produktów leczniczych do szpitala należy brać pod uwagę nie tylko aspekt ekonomiczny, ale również zapewnienie ciągłości i bezpieczeństwa farmakoterapii.  

    [1] Nielsen TRH, Kruse MG, Andersen SE „The quality and quantity of patients’ own drugs brought to hospital during admission” European Journal of Hospital Pharmacy: Science and Practice, October 2013, Volume 20:297-301, Issue 5

     
    STANDARDY AKREDYTACYJNE W FARMAKOTERAPII
     
     
       Uważa się, że jedną z najskuteczniejszych metod zarządzania jakością dla poprawy bezpieczeństwa pacjentów szpitali jest dostosowanie się tych ostatnich do wypracowanych norm, wytycznych i standardów. Na tym polu jest także dużo pracy dla farmaceutów klinicznych i szpitalnych. W artykule „Standardy zarządzania jakością w farmakoterapii” m.in. można zapoznać się z zasadami punktacji standardów akredytacyjnych z zakresu farmakoterapii. Na ich podstawie można się zorientować, w jakim zakresie farmaceuci zatrudnieni w szpitalu mogą brać udział w tworzeniu podstawowych procedur tj. zasady stosowania leków spoza receptariusza szpitalnego, zasady pozyskiwania leków w trybie nagłym czy współpraca w zakresie dokumentowania i raportowania działań niepożądanych.

    [2] mgr Urszula Religioni „Standardy zarządzania jakością w farmakoterapii” Farmakoekonomika szpitalna, nr 24/2013

     
    ZAKAŻENIA CLOSTRIDUM DIFFICILE
     
     
        Biegunki poantybiotykowe to jeden z poważniejszych problemów epidemiologicznych w szpitalu. Szczególnie niebezpieczne mogą być endemiczne zakażenia szpitalne o etiologii C. difficile.  Wyzwaniem jest eliminacja ze środowiska endospor, wyjątkowo odpornych na eradykację. Pacjenci, zarówno objawowi jak i nosiciele, ręce personelu oraz środowisko szpitalne stanowią drogi roznoszenia się patogenu. Autorzy tekstu „Clostridium difficile – problem kliniczny i epidemiologiczny” podają i omawiają epidemiologię zakażenia, a także metody jej kontroli w warunkach szpitalnych - zarówno te tradycyjne, jak i nowoczesne.

    [3] Grzegorz Ziółkowski, Barbara Ziółkowska, Mirosława Malara, Beata Ochocka „Clostridium difficile – problem kliniczny i epidemiologiczny” Forum zakażeń 2013;4(4):235-240
     
    mgr farm. Olga Sierpniowska
     
     
     
     
  • Sport to zdrowie.  ( 19 pozycji )
    TYTUŁ MISTRZA POLSKI
     
    W PIŁCE NOŻNEJ HALOWEJ
     
    ZDOBYŁA REPREZENTACJA
     
    WIELKOPOLSKIEJ OKRĘGOWEJ IZBY APTEKARSKIEJ
     

        Do udziału w III Mistrzostwach Polski Okręgowych Izb Aptekarskich  w Piłce Nożnej Halowej odbywających się 26 kwietnia 2014 roku zgłosiło się 8 zespołów piłkarskich reprezentujących okręgowe izby aptekarskie: Śląska Izba Aptekarska, Dolnośląska Izba Aptekarska, Kujawsko- Pomorska Izba Aptekarska, Gdańska Izba Aptekarska, Wielkopolska Izba Aptekarska, Beskidzka Izba Aptekarska, OIA w Łodzi i OIA w Krakowie. 

        Zgodnie z zasadą, że organizatorem mistrzostw jest izba, której reprezentacja jest aktualnym Mistrzem Polski przywilej organizacji tegorocznych zawodów przypadł Gdańskiej Okręgowej Izbie Aptekarskiej, która na miejsce rozgrywek wybrała ośrodek sportowy w Gniewinie k/Gdańska, który gościł reprezentację Królestwa Hiszpanii podczas piłkarskich Mistrzostw Europy EURO’2012.

        Mistrzostwa rozgrywane były systemem turniejowym. Mecze trwały 2 x 12 minut i były prowadzone zgodnie z regulaminem rozgrywek futsalowych. Drużyny podzielono na drodze losowania na dwie grupy turniejowe, w których rywalizowano na zasadzie każdy z każdym. Zmagania kwalifikacyjne w grupach wygrały reprezentacje katowicka i gdańska w pierwszej grupie oraz poznańska i łódzka w grupie drugiej.

        W pierwszym półfinale piłkarze ze Śląska pokonali kolegów z Łodzi, a w drugim reprezentanci Wielkopolski wygrali z gospodarzami. W rozgrywkach o 3 miejsce reprezentacja gospodarzy pokonała reprezentację izby łódzkiej (wynik 3:1). Za to zwycięstwo piłkarze z Gdańska otrzymali miejsce na trzecim stopniu podium. 

        W wielkim finale zagrały reprezentacje Wielkopolskiej Okręgowej Izby Aptekarskiej i Śląskiej Izby Aptekarskiej. W tym zaciętym meczu lepsi okazali się aptekarze z Wielkopolski. Wynik meczu 4:2 poszedł w świat. W roku 2014 tytuł Mistrza Polski w zdobyła reprezentacja Wielkopolskiej Okręgowej Izby Aptekarskiej.

        W ramach Mistrzostw dokonano oceny gry poszczególnych zawodników. Królem  strzelców został Maciej Fik, zawodnik Śląskiej Izby Aptekarskiej. Tytuł najlepszego bramkarza przypadł Piotrowi Radzikowskiemu, reprezentantowi izby łódzkiej. 

        Decyzją turniejowego Jury nagrodę Fair Play przyznano Zbigniewowi Kobie z Beskidzkiej OIA. Piotr Brukiewicz, prezes Śląskiej Okręgowej Rady Aptekarskiej i zawodnik reprezentacji swojej izby został nagrodzony nagrodą indywidualną.

       Wielkopolska Okręgowa Izba Aptekarska, której zawodnicy wywalczyli mistrzowski tytuł otrzymała przywilej organizacji IV Mistrzostw Polski Okręgowych Izb Aptekarskich  w Piłce Nożnej Halowej.

     
     
  • Chwila oddechu.  ( 85 pozycji )
     
  • Barometr PharmaExperta.  ( 72 pozycji )

     

    Maj 2014: utrzymana tendencja
     
    wzrostu wartości rynku

    wobec wyników z ubiegłego roku

     
      
       Rynek farmaceutyczny w maju br. zanotował sprzedaż na poziomie 2 279 mln PLN. To o 99,6 mln PLN (+4,57%) więcej niż w analogicznym okresie 2013r. Natomiast w porównaniu do kwietnia 2014r. wartość sprzedaży zmniejszyła się o 69,7 mln PLN (-2,97%).  

       W maju 2014 największy wzrost zanotował segment leków refundowanych, którego wartość wzrosła o 41,7 mln PLN (+5,16%) względem analogicznego okresu ub. r. Wartość segmentu sprzedaży odręcznej wzrosła o 39,4 mln PLN (+4,57%), a wartość sprzedaży leków pełnopłatnych zwiększyła się o 16,1 mln PLN (+3,25%). Natomiast w porównaniu do kwietnia 2014 r. nastąpił spadek wartości sprzedaży. Segment sprzedaży odręcznej zmniejszył się o 40,3 mln PLN (-4,28%). Wartość segmentu leków pełnopłatnych spadła o 14,8 mln PLN (-2,81%), a wartość segmentu leków refundowanych zmniejszyła się o 13,0 mln PLN (-1,51%) względem ubiegłego miesiąca br.

       Po pięciu miesiącach br. wartość całego rynku wzrosła o 158 mln PLN względem analogicznego okresu ub. r. To o 1,37% lepszy wynik niż przed rokiem. Wynik ten jest również lepszy niż w pierwszym kwartale br., gdzie wzrost wobec analogicznego okresu ub. r. wzrósł tylko o 0,21%.

    Zestawienie wartości sprzedaży
    poszczególnych segmentów rynku farmaceutycznego
    (dane w mln PLN)

    Tabela 1: maj 2014 vs maj 2013
     
    *kliknij, aby powiększyć
     
    Tabela 2: maj 2014 vs kwiecień 2014
     
    *kliknij, aby powiększyć

     
    Statystyczna apteka
     

       W maju 2014r. wartość sprzedaży dla statystycznej apteki wyniosła 165,0 tys. PLN. Wartość sprzedaży statystycznej apteki była wyższa o 5,0 tys. PLN (+3,13%) niż w maju ub. r. Natomiast względem kwietnia 2014r. wartość sprzedaży spadła o 6,0 tys. PLN (-3,51%). W porównaniu do analogicznego okresu z 2013r. wartość sprzedaży statystycznej apteki zwiększyła się we wszystkich segmentach: w sprzedaży odręcznej (+3,13%) leków refundowanych (+3,71%) i w segmencie leków pełnopłatnych (+1,82%). Natomiast w porównaniu do kwietnia br. nastąpił spadek sprzedaży, który objął wszystkie segmenty rynku:  sprzedaży odręcznej (-4,81%), leków pełnopłatnych (-3,35%) i leków refundowanych (-2,06%).
     

    *kliknij, aby powiększyć
     
       Średnia cena produktów sprzedawanych w aptekach w maju 2014r. wyniosła 16,49 PLN. W porównaniu do poprzedniego miesiąca średnia cena była wyższa o 0,14%, a wobec maja 2013r. (16,52 PLN) spadła o 0,20%. Natomiast średnia marża apteczna w maju 2014r. wyniosła 27,96%. To o 0,93 pp mniej niż przed miesiącem. Względem maja 2013r. (27,00%) marża wzrosła o 0,96 pp.
     
     
    Refundacja a współpłacenie
     
     
       W maju 2014r. poziom współpłacenia pacjentów za leki refundowane wyniósł 25,99%. Wskaźnik ten zmniejszył się względem kwietnia 2014r. o 1,03 pp. Udział pacjenta w dopłacie do leków refundowanych był o 3,62 pp mniejszy niż w analogicznym miesiącu ubiegłego roku. W maju pacjenci wydali na leki refundowane 220,8 mln PLN, tj. o 12,3 mln PLN mniej niż miesiąc wcześniej i o 18,4 mln PLN mniej niż w maju 2013r.

       W maju pacjenci zapłacili 72,43% z 2 279 mln PLN, stanowiącej całkowitą wartości sprzedaży w aptekach (pozostałą część stanowi refundacja ze strony Państwa). Względem kwietnia 2014r. udział ten spadł o 0,78 pp, a wartościowo wydatki pacjentów zmniejszyły się wobec poprzedniego miesiąca o 68,9 mln PLN. W maju 2014r. pacjenci wydali na wszystkie produkty lecznicze zakupione w aptekach blisko 1 651 mln PLN. To o 39,5 mln PLN więcej niż w analogicznym okresie 2013r. Udział pacjentów w zapłacie za leki zmniejszył się w tym okresie o 1,50 pp.

     
    Prognoza wartości sprzedaży leków na rok 2014
     
     
       Na koniec 2014 r. rynek powinien osiągnąć wartość 28,3 mld PLN. To o 1,9% więcej niż wartość rynku za poprzedni rok. Natomiast wartość refundacji na koniec 2014 roku osiągnie poziom ponad 7,4 mld PLN, tj. będzie o 3,7% większa niż w roku 2013.
     
    *kliknij, aby powiększyć

     
    Prognozowane ceny i marże na koniec bieżącego roku
     
     
       Średnia cena leków na koniec roku wyniesie 16,48 PLN, co oznacza, że ceny będą minimalnie niższe (-0,1%) od średniej ceny z ubiegłego roku. Prognozowana wielkość marży na koniec roku wyniesie 27,83%. Będzie ona wyższa o 0,9% niż w roku 2013. Za wzrost marży będzie odpowiadać segment leków refundowanych, pozostałe segmenty rynku zanotują jej spadek. Średnia wartość sprzedaży na pacjenta w roku 2014 wyniesie 47,91 PLN (+2,7%), jednocześnie liczba pacjentów w aptece będzie mniejsza o 2,0% niż w 2013 roku.
     
      Piotr Kula
    Prezes PharmaExpert
     
    fot. z archiwum Autora

  • Nowe rejestracje  ( 238 pozycji )
       Na łamach działu "Nowe rejestracje" dr n. farm. Jarosław Filipek z IMS Health prezentuje nowości lekowe na polskim rynku farmaceutycznym oraz zestawienia nowo zarejestrowanych preparatów. Zestawienia produktów dopuszczonych do obrotu przedstawiamy z podziałem na wydane przez Komisję Europejską (UE) oraz na wydane przez polski Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych (PL) .
     
     
      
     
     
     
                    
     
     
     
  • Biblioteczka.  ( 1 pozycji )
  • Reklama  ( 108 pozycji )
  • Kalendarium.  ( 1 pozycji )

     

    *kliknij, aby uzyskać szczegóły
     

     

  • Aktualności.  ( 52 pozycji )
     Felieton Prezesa
     
     
     
     
    ZAKOŃCZMY
     
    KSZTAŁCENIE

    TECHNIKÓW
     
    FARMACEUTYCZNYCH
     
     
     
     
     
       Od wielu lat samorząd aptekarski apeluje o zakończenie kształcenia techników farmaceutycznych. Jesteśmy konsekwentni, wskazując argumenty przemawiające za szybkim podjęciem przez właściwe organy państwa decyzji w sprawie likwidacji tego kierunku kształcenia policealnego. Wypowiadałem się na ten temat wielokrotnie w Sejmie i podczas spotkań w Ministerstwie Zdrowia. Nasze poglądy przedstawiliśmy miedzy innymi w stanowiskach przyjętych przez Naczelną Radę Aptekarską (stanowisko NRA z 26 lutego 2013 r. w sprawie roli technika farmaceutycznego w aptece oraz przy realizacji przypisanych zawodowo farmaceucie usług farmaceutycznych; stanowisko NRA z 24 czerwca 2014 r. w sprawie zmian legislacyjnych dotyczących kształcenia techników farmaceutycznych).

       Samorząd aptekarski gorąco popiera podjęte przez ministra edukacji narodowej prace legislacyjne, zmierzające do zmiany rozporządzenia w sprawie klasyfikacji zawodów szkolnictwa zawodowego. Należy podkreślić, że zmiany te popiera również Ministerstwo Zdrowia. Uważamy, że trzeba jak najszybciej zakończyć kształcenie techników farmaceutycznych, skracając termin ostatniej rekrutacji kandydatów do klasy pierwszej szkół kształcących w tym zawodzie. Proponowana zmiana rozporządzenia jest zgodna z kierunkiem przyjętym w krajach Unii Europejskiej w tym zakresie, czyli likwidacją kierunków  zawodowych w szkołach średnich, które zazębiają się z kompetencjami osób kształconych na poziomie szkół wyższych.

       Chciałbym podkreślić, że jedynie farmaceuta z mocy ustawy uprawniony jest do wykonywania wszystkich czynności przynależnych zawodowi farmaceuty. Nadanie tak szerokich uprawnień tej grupie zawodowej związane jest z wysokimi kwalifikacjami, które farmaceuta nabywa w drodze stosownego kształcenia (minimalne wykształcenie dla farmaceuty określa dyrektywa 2005/36/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 7 września 2005 r. w sprawie uznawania kwalifikacji zawodowych). Gwarantują one pacjentom świadczenie usług farmaceutycznych na najwyższym poziomie. Nie może, rzecz jasna, budzić wątpliwości, że wiedza i kwalifikacje posiadane przez farmaceutę nie mogą być porównywane z wykształceniem technika farmaceutycznego – absolwenta średniej szkoły policealnej. Powinniśmy w naszym kraju dążyć do tego, aby w trosce o bezpieczeństwo pacjentów i wysoką jakość świadczeń zdrowotnych jak najwięcej osób pracujących w aptekach spełniało wymagania unijne, zapewniające określony poziom świadczonych usług farmaceutycznych.

       Jest to istotne także ze względu na zadania związane ze sprawowaniem opieki farmaceutycznej. Zgodnie z ustawą o izbach aptekarskich opieka farmaceutyczna przypisana jest do zawodu farmaceuty. Może ją sprawować jedynie farmaceuta, który czuwa nad prawidłowym przebiegiem farmakoterapii, informując między innymi o stosowaniu leków, działaniach niepożądanych i interakcjach leków. Od wielu lat samorząd aptekarski pracuje nad modelem opieki farmaceutycznej i wypracowuje szczegółowe standardy postępowania w odniesieniu do konkretnych chorób lub innych problemów zdrowotnych. Należy jeszcze raz z całą mocą podkreślić, że tylko farmaceuci mają podstawy formalne i merytoryczne, żeby taką opiekę sprawować. Zadania te będą stopniowo rozszerzane, co będzie wymagało od farmaceutów stałego poszerzania kwalifikacji w trakcie obowiązkowych szkoleń ciągłych.

       Zgodnie z deklaracją bolońską nie jest dopuszczalne dwustopniowe kształcenie w zawodach medycznych. Postulat utworzenia studiów licencjackich na kierunku techniki farmaceutycznej, zgłaszany przez niektóre środowiska biznesowe (na przykład przez BCC), jest sprzeczny z prawem unijnym. Znamienne jest, że w Polsce nie kształci się już w szkołach policealnych pielęgniarek, położnych czy analityków medycznych. Od dawna nie kształcimy też felczerów. Czas najwyższy zakończyć również kształcenie techników farmaceutycznych. Wymaganiom stawianym przed współczesną apteką mogą sprostać jedynie najwyższej klasy profesjonaliści – absolwenci wydziałów farmacji uczelni medycznych.


    dr GRZEGORZ KUCHAREWICZ
    Prezes Naczelnej Rady Aptekarskiej


cookies.jpg
DOKUMENTY
strategia.jpg